Читать онлайн "Podejrzany" автора Чайлд Ли - RuLit - Страница 102

 
...
 
     


93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 « »

Выбрать главу
Загрузка...

– Zostałaś wspólniczką – powiedział Reacher. – Dopięłaś swego.

– Jasne – powiedziała Jodie.

– No to gratulacje, mała. I przepraszam, że się spóźniłem. Wciągnęła go w tłum, kręgi zaczęły się formować wokół nich.

Potrząsał dłońmi setki prawników, tak jak potrząsał dłońmi generałów obcych armii. Ty nie zaczynaj ze mną, to ja nie zacznę z tobą. Przewodnikiem stada był stary gość, czerstwy na twarzy, syn jednego z założycieli firmy. Jego garnitur musiał kosztować więcej niż wszystkie ubrania, które Reacher kiedykolwiek nosił, ale świąteczny nastrój sprawił, że w jego stosunku do gościa nie było złośliwości. Wyglądało na to, że z równą radością potrząsnąłby dłonią windziarza Jodie.

– To wielka, bardzo wielka gwiazda – powiedział. – Jestem szczęśliwy, że przyjęła naszą ofertę.

– Najsprytniejsza prawniczka, jaką zdarzyło mi się spotkać! – powiedział Reacher, przekrzykując hałas.

– Będzie pan jej towarzyszył?

– Towarzyszył gdzie?

– Do Londynu – wyjaśnił stary gość. – Nic panu nie mówiła? Pierwszym zadaniem zlecanym nowemu wspólnikowi jest kierowanie jednym z biur europejskich. Przez kilka lat.

W tym momencie Jodie pojawiła się przy jego boku, promiennie uśmiechnięta. Odciągnęła go na bok. Tłum już dzielił się na mniejsze grupki, ludzie rozmawiali o pracy i dyskretnie plotkowali. Znaleźli kawałek wolnego miejsca przy oknie z metrowym widokiem na port i pospolite budynki po jego obu stronach.

– Dzwoniłam do tutejszego FBI – powiedziała. – Bałam się o ciebie, a formalnie rzecz biorąc, ciągle jestem twoją prawniczką. Rozmawiałam z biurem Alana Deerfielda.

– Kiedy?

– Dwie godziny temu. Nie chcieli mi nic powiedzieć.

– Bo nie ma nic do powiedzenia. Traktują mnie przyzwoicie, ja traktuję przyzwoicie ich.

Jodie skinęła głową.

– A więc wreszcie spełniłeś ich oczekiwania. Zawahała się. – Wezwą cię na świadka? – spytała. – Będzie proces?

Potrząsnął głową.

– Nie będzie procesu.

– Będzie pogrzeb, tak? Wzruszył ramionami.

– Nie ma żyjących krewnych. W tym rzecz.

Jodie znowu się zawahała, jakby przygotowywała się do zadania najważniejszego pytania.

– Co teraz czujesz? – spytała. – Odpowiedz mi jednym słowem.

– Spokój.

– Zrobiłbyś to samo? W tych samych okolicznościach? Teraz on zastanawiał się przez chwilę

– W tych samych okolicznościach? – powtórzył. – Bez wahania.

– Będę pracowała w Londynie. Przez dwa lata.

– Wiem. Stary mi powiedział. Kiedy wyjeżdżasz?

– Pod koniec miesiąca.

– Nie chcesz, żebym pojechał z tobą?

– Będę bardzo zajęta. Biuro jest małe, a roboty wiele.

– Poza tym to cywilizowane miasto. Jodie skinęła głową.

– Tak. To cywilizowane miasto. A ty, chcesz ze mną pojechać?

– Na całe dwa lata? Nie. Ale może odwiedzałbym cię od czasu do czasu?

Uśmiechnęła się niewyraźnie.

– Byłoby wspaniale. Reacher milczał.

– To okropne – rzekła nagle Jodie. – Przez piętnaście lat nie mogłam żyć bez ciebie, a teraz dowiaduję się, że nie mogę żyć z tobą.

– Wiem. To wyłącznie moja wina.

– Czujesz to samo? Reacher spojrzał jej w oczy.

– Chyba tak.

– Mamy czas do końca miesiąca – powiedziała Jodie. Skinął głową.

– To i tak więcej, niż ma większość ludzi. Możesz wziąć sobie wolne popołudnie?

– Mogę wszystko. Jestem wspólniczką. Robię, co mi się podoba.

– No to idziemy.

Odstawili puste kieliszki na parapet. Przedarli się przez tłum do wyjścia. Wszyscy bez wyjątku odprowadzili ich wzrokiem, a kiedy znikli, powrócili do swych bardzo ważnych rozmów.

Lee Child

***
     

 

2011 - 2018