– Kto z drużyny przyjaźnił się z Clu? Jakiś trener, gracz?
– Trudno powiedzieć – odparł Jared.
– Z kim dzielił pokój na wyjazdach?
– Pan istotnie nie trzymał ręki na pulsie. Sophie prawie się uśmiechnęła.
– Z Cabralem – odparł Jared. – Z Enosem Cabralem. Miotaczem z Kuby.
Myron znał tego gracza. Skinął głową, rozejrzał się i wtedy je zobaczył. Serce mu podskoczyło, siłą woli stłumił okrzyk.
Właśnie sunął oczami po pokoju, patrząc, lecz właściwie, co nagminne, niczego nie widząc, kiedy jego spojrzenie złapało się jak na zardzewiały haczyk na pewien przedmiot. Zamarł. Z prawej strony komody pośród innych fotografii w ramkach, trofeów, lateksowych sześcianów kryjących nagrody, akcje z pierwszej emisji firmy Mayor Software i tym podobnych stało zdjęcie.
Oprawione zdjęcie dziewczyny z dyskietki komputerowej.
Myron starał się zachować spokój. Głęboki wdech, głęboki wydech. Czuł jednak, że puls mu przyspiesza. Jego umysł szukał tymczasowej polany, próbując przebić się przez mgłę.
Przepatrzył banki pamięci w swojej głowie. W porządku, zwolnij. Zaczerpnij powietrza. Oddychaj.
Nic dziwnego, że dziewczyna wyglądała znajomo.
Ale co tu robiła? Powrócił do przeszukania banków pamięci. Była oczywiście córką Sophie Mayor.
Siostrą Jareda. Jak miała na imię? Nie mógł sobie przypomnieć. Co się z nią stało? Uciekła, czy tak?
Dziesięć, piętnaście lat temu. Chyba zerwała z rodziną. Nie podejrzewano morderstwa. A może? Nie pamiętał.
– Myron?
Chciał pomyśleć. Na chłodno, swobodnie. Potrzebował czasu. Nie mógł po prostu palnąć: „Dostałem dziwną dyskietkę ze zdjęciem pani córki, które rozpływa się we krwi”. Musiał stąd wyjść. Rozeznać się w sprawie. Przemyśleć ją. Wstał, niedyskretnie zerkając na zegarek.
– Na mnie już czas – powiedział.
– Słucham?
– Chciałbym jak najszybciej porozmawiać z doktorem Stilwellem.
– Nie widzę powodu – odparła Sophie Mayor, wpatrując się w niego.
– Już wyjaśniłem – Co to zmieni? Clu nie żyje. Wyniki kontroli straciły znaczenie.
– Kto wie, czy tych spraw coś nie łączy.
– Śmierci Clu z kontrolą antynarkotykową?
– Tak.
– Nie widzę związku.
– Mimo to chcę to zbadać. Mam do tego prawo.
– Jakie?
– Jeśli wyniki tego testu nie były jednoznaczne, zmienia to postać rzeczy.
– Co zmienia… – Sophie urwała, uśmiechnęła się lekko i skinęła głową swoim myślom. – A, chyba rozumiem.
Myron nic nie powiedział.
– Ma pan na myśli warunki jego kontraktu, tak? – spytała.
– Muszę iść – przypomniał.
Pochyliła się do przodu i splotła odwrotnie ręce.
– No cóż, Myron, trzeba przyznać, że rasowy z pana agent. Próbujemy wycisnąć dodatkową prowizję z trupa?
Przetrzymał tę zniewagę.
– Jeżeli Clu nie brał, jego kontrakt zachowuje ważność – odparł. – Jego rodzinie należeć się będzie od pani co najmniej trzy miliony dolarów.
– Aha, a więc to próba wymuszenia? Zjawił się pan tu po pieniądze?
Ponownie zerknął na zdjęcie młodej dziewczyny. Przypomniał sobie dyskietkę, śmiech, krew.
– W tej chwili chciałbym porozmawiać z lekarzem zespołu – odparł. Sophie Mayor spojrzała na niego jak na kupę na dywanie.
– Niech pan opuści mój gabinet – zażądała.
– Pozwoli mi pani porozmawiać z lekarzem?
– Pan nie ma żadnej podstawy prawnej.
– A jednak mam.
– Nie ma pan, niech mi pan wierzy. Rekompensaty dla rodziny nie będzie. Proszę wyjść. Natychmiast.
Spojrzał raz jeszcze na zdjęcie. Nie pora na polemiki. Szybko wyszedł.
18
Zaczęło go boleć. Sam tylenol nie pomógł. W tylnej kieszeni miał też kodeinę, ale nie odważył się jej zażyć. Musiał zachować trzeźwy umysł, a kodeina zesłałaby na niego sen szybciej niż… stosunek. Naprędce podsumował dolegliwości. Najbardziej dawała mu do wiwatu rozcięta goleń, a zaraz po niej skopane żebra. Reszta bolączek była niemal pożądanym urozmaiceniem. Niemniej boleśnie odczuwał każdy ruch. Kiedy wrócił do biura, Wielka Cyndi wręczyła mu stos kartek z wiadomościami.
– Ilu reporterów dzwoniło? – spytał.
– Przestałam liczyć, panie Bolitar.
– Jakieś wieści od Bruce'a Taylora?
– Tak.
Bruce zajmował się Metsami, a nie Jankesami. Ale każdy dziennikarz chciał napisać artykuł o sprawie Clu. Poza tym Bruce był dziennikarzem zaprzyjaźnionym. Z pewnością wiedział coś o córce Sophie Mayor. Wic polegał na tym, żeby w rozmowie z nim poruszyć ów temat, nie budząc zbytniej ciekawości.
Myron zamknął drzwi gabinetu, usiadł i wystukał numer.
– Taylor – odezwał się po pierwszym sygnale głos.
– Hej, Bracie.
– Jezu! Myron? Hej! Dzięki, że oddzwaniasz.
– Jasne, Bracie. Współpraca z ulubionym reporterem to przyjemność.
– Tata – rata – rozległo się po chwili.
– Że co?
– Coś za szybko się odezwałeś.
– Przebacz.
– Dobra, Myron, pomińmy punkt, w którym rozbrajasz mnie swoją nieziemską charyzmą. Przejdźmy do rzeczy.
– Chcę ubić interes.
– Słucham.
– Nie jestem jeszcze gotów do oświadczeń. Ale kiedy będę, o wszystkim dowiesz się pierwszy. Na wyłączność.
– Na wyłączność? Ty to jesteś oblatany w żargonie prasowym, chłopie.
– Mogłem użyć słowa „bomba”. To jedno z moich ulubionych.
– Pięknie, ładnie. Czego żądasz za to, że mi nic nie powiesz?
– Informacji. Pod warunkiem, że nie doszukasz się w moich pytaniach tego, czego w nich nie ma, i o tym nie napiszesz. Pozostaniesz moim źródłem.
– Raczej dziewczynką na telefon.
– Jeśli cię to rajcuje.
– Nie dziś, skarbie, boli mnie głowa. Czyli sytuacja wygląda tak. Ty mi nic nie mówisz. Ja o niczym nie piszę i mówię ci wszystko. Niestety, chłopie, nic z tego.
– Żegnaj, Bracie.
– Zaraz, Myron, chwila. Czy ja jestem dyrektorem? Oszczędź mi tych durnych negocjacji. Skończmy z przeciąganiem liny. Zróbmy tak: coś mi dasz. Jakiś komentarz Myrona Bolitara, cokolwiek. Choćby najzupełniej niewinny. Bylebym dostał go pierwszy. Wtedy powiem ci, co chcesz wiedzieć, nabiorę wody w usta, a ty podrzucisz mi na wyłączność jakąś bombę. Zgoda?
– Zgoda. Oto mój komentarz: Esperanza Diaz nie zabiła Clu Haida. Popieram ją w stu procentach.
– Miała romans z Clu?
– Koniec komentarza, Bruce. Kropka.
– Ładnie, pięknie, a czy to prawda, że w chwili morderstwa nie było cię w kraju?
– Powiedziałem swoje, Bruce. „Bez dalszych komentarzy”. „Nie odpowiem dziś na więcej pytań”.
– Ej, przecież to tajemnica poliszynela. Co ci szkodzi potwierdzić? Byłeś na Karaibach, tak?
– Tak.
– Gdzie na Karaibach?
– Bez komentarzy.
– Dlaczego? Naprawdę byłeś na Kajmanach?
– Nie byłem na Kajmanach.
– To gdzie?
Proszę, jak działają reporterzy!
– Bez komentarzy.
– Zadzwoniłem do ciebie, jak tylko poszedł hyr, że Clu ćpał. Esperanza odparła, że jesteś w mieście, ale nic nie powiesz.
– Teraz też, Bruce. Twoja kolej.
– No nie, Myron, nie dajesz nic w zamian.
– Zawarliśmy umowę.