Выбрать главу

Przez te trzy dni nie chciało mu się z nikim rozmawiać. Z nikim z wyjątkiem syna i jego dziewczyny. Heinz mówił nieustannie, jakby chciał nadrobić zaległości z wielu lat. Może z całego życia. Pierwszego dnia syn leżał odwrócony do ściany, drugiego – potakiwał głową, trzeciego – zaczął mówić.

W komórce Heinza nagromadziło się kilkadziesiąt nieodebranych połączeń, głównie od Karloffa, ale także – co go zdziwiło – z komendy w Katowicach. Wykasowywał wszystkie wiadomości bez odsłuchiwania. Podobnie zrobił z esemesami.

Czwartego dnia telefon zadzwonił o szóstej rano. Znowu Karloff. Był poniedziałek. Czego on chce o tej porze? Tym razem jednak zdecydował się odebrać.

Nie dając Karloffowi dojść do słowa, wyjaśnił, co się stało.

Gdy skończył, usłyszał wściekły świst. Jego rozmówca sapał do słuchawki.

– Teraz ty słuchaj, Heinz. Nie urzekła mnie twoja historia. Zresztą to już kolejny raz. Powiem ci tylko, że odebrałem wiadomość skierowaną do ciebie.

– Do mnie? – Heinz pomyślał, że się przesłyszał.

– Do ciebie – sapał Karloff. – Brzmiała mniej więcej tak: „Jeśli interesuje pana los Rakowieckiego i Leskiego, proszę o kontakt. Jana Pawła II, pawilon 65. Eurociuchy”. Masz być tam dziś, Heinz, tylko dziś, o dwunastej.

– Cholera! – zaklął Heinz i wbiegł do pokoju syna.

Godzinę później był już w drodze do Warszawy.

24

Pierwsze zdziwienie Heinz przeżył, gdy ujrzał twarz Karloffa. Twarz pełną wściekłości, a jednocześnie niemego wyrzutu.

Jeszcze trochę, a pomyślę, że się za mną stęsknił.

Druga niespodzianka czekała ich w Alejach Jana Pawła II. Pawilon „Eurociuchy” sąsiadował z sex shopem o nazwie „Sado-Maso Eros-Psyche”. Pod tabliczką „Eurociuchy” mniejszymi literami ktoś dopisał: „Odzież militarna”.

Sex shop i militaria. Właściwa sceneria do rozmowy o zamordowanych klerykach lubiących męskie pieszczoty.

Za ladą stał pięćdziesięciolatek w zielonej wojskowej kamizelce. Długie siwe włosy miał związane w warkocz spadający za kark. Gryzł długopis i wpatrywał się w rozłożoną na blacie krzyżówkę.

– Brat sosny… brat sosny… – mamrotał pod nosem.

Karloff chrząknął i wtedy mężczyzna podniósł wzrok.

– W czym mogę panom pomóc? – Popatrzył sceptycznie na ubranie dwóch policjantów. – Wiosna idzie, proponowałbym bawełnianą bluzę Surplus Woodie w kamuflażu leśnym Woodland lub nocnym Night Camo. – Odwrócił się w stronę wieszaków.

Pomyłka. Totalna pomyłka – pomyślał Heinz. – Ktoś zrobił nas w jajo. Ale po co?

Karloff chrząknął jeszcze raz.

– Właściwie my w całkiem innej sprawie. Nazywam się

Karewicz. Komenda stołeczna. A to komisarz Heinz…

Kotara oddzielająca sklep od zaplecza drgnęła. Zza płótna dobiegł głos, w którym dało się słyszeć napięcie.

– W porządku, Johnson. To jest rzeczywiście komisarz

Heinz. Zapraszam na zaplecze, może tu porozmawiamy…

Mężczyzna zwany Johnsonem powrócił do rozwiązywania krzyżówki, a Karloff odsunął kotarę. Heinz zobaczył niskiego barczystego bruneta. Bez powodzenia próbował sobie przypomnieć, czy już go kiedyś widział. Nie miał natomiast wątpliwości, że zna drugiego. Tego, który siedział w fotelu. Chłopak o zapadniętych policzkach. Szczur. Wścibski donosiciel z żoliborskiego seminarium. Heinz przewiercił go spojrzeniem, które na chłopaku nie zrobiło najmniejszego wrażenia.

– Nazywam się Roszkowski – zaczął barczysty brunet. -Z moim kolegą, Jurkiem Szymczakiem, jeden z panów zdążył się już poznać. Za dwa lata skończymy – popatrzył na Szczura – seminarium i zostaniemy wyświęceni na księży… Jak Bóg da…

– Zaraz – przerwał Heinz. – Jak mnie znalazłeś czy też… jak mnie znaleźliście? I dlaczego chcecie rozmawiać właśnie ze mną?

Roszkowski milczał. Szczur wstał i zaczął mówić. Tym razem w jego głosie nie było nic przymilnego, żadnego cienia pochlebstw, od których Heinza mdliło w seminarium.

– Pobiegł pan wyłączyć alarm w samochodzie i zostawił przy krzyżu trochę rupieci. Wizytówkę, bilet kolejowy…

Zresztą bilet mam ze sobą. Proszę…

Wyjął z kieszeni zadrukowaną kartkę złożoną na kilka części.

– Jak pan się zapewne zorientował, lubię wiedzieć, co się wokół mnie dzieje. – Szczur uśmiechnął się.

Nie da się zaprzeczyć, szczurzy ryju.

– Zaciekawiło mnie, co może robić w seminarium policjant z Katowic. A potem pomyślałem, że ktoś pana do nas przysłał, bo nie jest pan z Warszawy i nie siedzi w tutejszych układach…

Karloff chrząknął ostrzegawczo.

– Pogadałem z kolegą, on pogadał z wujem – Szczur kiwnął głową w stronę Johnsona – i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować. Wuj zostawił dla pana wiadomość i…

– I ciesz się – wtrącił Karloff, spoglądając na Heinza – że to ja ją odebrałem. Bo inaczej… Sam wiesz… Przepadłaby w czarnej dziurze.

– W waszym seminarium jest jakieś boczne wejście czy zawsze wchodzi się tymi skrzypiącymi drzwiami? – zapytał Heinz.

– Są drugie drzwi – odparł Roszkowski. – Teoretycznie powinny być zamknięte, ale – spojrzał na kolegę – mamy swoje sposoby i potrafimy sobie poradzić.

– Pewnie nie wy jedni… – mruknął Heinz. – No dobra, to co chcecie mi powiedzieć o Rakowieckim i Leskim?

Roszkowski i Szczur popatrzyli na siebie ze zdumieniem.

– Zostawiliśmy wiadomość, że mamy coś ciekawego dla pana na temat kleryków… – powiedział Roszkowski.

– To nie chodziło o Rakowieckiego i Leskiego?

– Nie.

– No to o kogo? – Heinz zaczął tracić cierpliwość.

– O tych dwóch. – Szczur sięgnął do kieszeni i wyjął zdjęcie.

Heinz popatrzył na odbitkę. Dwie twarze znajdujące się po prawej stronie rozpoznał od razu. Dwóch z lewej strony nie znał. W miejscu centralnym stał mężczyzna wygolony na zero. Muskularnymi rękami opiętymi czarną koszulką polo, obejmował kleryków. Oczy miał przymknięte, jakby medytował, a na ustach błąkał mu się drwiący uśmiech.

Na zapleczu sklepu „Eurociuchy. Odzież militarna” rozmowa trwała jeszcze godzinę. Zakłócił ją jeden klient przymierzający bluzę Surplus Woodie w kamuflażu leśnym Woodland i triumfalny okrzyk Johnsona.

– Brat sosny – świerk! No jasne! Świerk!

25

O czwartej po południu Heinz podjechał do baru na Woli. Do tego baru na Woli, jak z naciskiem podkreślił Karloff, wyjaśniając, że właśnie tam przed kilku laty dokonano egzekucji na pięciu gangsterach.

– Stary, tam była prawdziwa jatka! – nawet po latach Karloff opowiadał z niezdrową ekscytacją. – A teraz spokój, cisza… Miejsca owiane złą sławą są najlepsze do spotkań takich jak nasze.

Przed spotkaniem Heinz zdążył jeszcze pojechać na Pragę i przebrać się. Kilka godzin temu, zanim dojechał do Warszawy, czuł, że jego koszula przesiąknięta jest potem. W barze Wiatrak zamówił kebaba z bakłażanem. Lepiej coś zjeść, bo nie wiadomo jak tam na Woli z wyszynkiem. Jest za to pewne jak w banku, że spotkanie będzie „na mokro”. Gdy zjadł trzy kęsy, usłyszał dźwięk telefonu. Zobaczył numer Komendy Wojewódzkiej w Katowicach. Zaklął w duchu, wytarł ręce w serwetkę, wyszedł przed bar i odebrał.

Błyskawicznie przełączono go do naczelnika wydziału kryminalnego. Myślał, że będzie musiał się tłumaczyć z nagłego zniknięcia i nieodbieranych telefonów, tymczasem czekała go kolejna tego dnia niespodzianka.

– Miałeś rację, Hipis – zaczął Krygier. – Pamiętasz Lasek Aniołowski? Więc mamy powtórkę z rozrywki. Około dziesięciu ciosów nożem. On ją zmasakrował, a potem… Wiesz, co zrobił?