Выбрать главу

Sędzina Ledbetter oparła się na łokciu.

– Obawiam się, panie Stoltzfus, że pan prokurator ma rację. Olbrzym poczerwieniał i opuścił wzrok.

– Samuelu – powiedziałam szybko – dlaczego uważasz, że tak dobrze znasz Katie?

– Widziałem ją już w tylu różnych sytuacjach, że wiem, jak się zachowuje, wiem, co robi, kiedy jest smutna i kiedy jest szczęśliwa. Byłem przy niej, kiedy jej siostra utopiła się w stawie i kiedy jej brata usunięto na stałe z kościoła. Dwa lata temu zaczęliśmy ze sobą chodzić.

– To znaczy spotykać się?

– Ja.

– Czy kiedy Katie urodziła dziecko, byliście parą?

– Tak.

– Czy byłeś obecny przy porodzie?

– Nie, nie byłem – odparł Samuel. – Dowiedziałem się później.

– Czy pomyślałeś, że to mogło być twoje dziecko?

– Nie.

– Dlaczego? Samuel odchrząknął.

– Bo nigdy ze sobą nie współżyliśmy.

– Czy wiedziałeś, kto był ojcem tego dziecka?

– Nie. Katie nie chciała mi powiedzieć.

– Jak się wtedy poczułeś? – Postarałam się, żeby zabrzmiało to bardzo łagodnie.

– Nie najlepiej. Katie była moją dziewczyną. Nie mogłem zrozumieć, co się stało.

Zamilkłam na chwilę i pozwoliłam ławnikom po prostu przyjrzeć się Samuelowi, silnemu, przystojnemu mężczyźnie ubranemu w dziwaczny strój, odpowiadającemu na pytania niepewnie, z wysiłkiem wysławiającemu się w wyuczonym języku. Człowiekowi, który zmaga się z sytuacją dla siebie całkowicie nową i obcą.

– Samuelu – podjęłam. – Twoja dziewczyna zaszła w ciążę z innym mężczyzną, dziecko po porodzie w niewyjaśniony sposób zmarło, ciebie przy tym nie było i nie wiesz, co zaszło, denerwujesz się, bo zeznajesz przed sądem – i mimo wszystko chcesz nam powiedzieć, że Katie nie popełniła morderstwa?

– Właśnie tak.

– Dlaczego stajesz w jej obronie, skoro nikt nie może mieć wątpliwości, że cię skrzywdziła?

– Ellie, powiedziałaś szczerą prawdę. Powinienem być na nią bardzo zły. I byłem – przez jakiś czas, bo teraz już mi przeszło. Uporałem się ze swoją samolubnością i zdecydowałem, że muszę jej pomóc. Bo, widzisz, amisze, prości ludzie, nie stawiają siebie na pierwszym miejscu. Po prostu tego nie robią, bo to jest coś, co się nazywa Hochmut, czyli puszenie się, a tymczasem prawda jest taka, że zawsze znajdzie się ktoś, kto jest ważniejszy od ciebie. I dlatego właśnie Katie nie będzie oddawać ciosów, nie będzie się bronić, kiedy ktoś będzie opowiadał kłamstwa na jej temat i na temat jej dziecka. Tak więc ja jestem tu dziś po to, żeby jej bronić. – Jakby to było polecenie, które sam sobie wydał, Samuel wstał i zmierzył wzrokiem ławę przysięgłych. – Ona tego nie zrobiła. Nie mogła tego zrobić.

Dwunastu ludzi nie mogło oderwać oczu od jego twarzy, na której widniał wyraz cichej, zawziętej pewności swojej racji.

– Samuelu – zapytałam – czy nadal ją kochasz?

Odwrócił się, muskając mnie spojrzeniem i zatrzymując je na Katie.

– Tak – odpowiedział. – Kocham ją.

George potarł palcem wskazującym wargi.

– Była z panem, ale sypiała z innym facetem? Samuel zmrużył oczy.

– Nie słyszał pan, co mówiłem? Prokurator uniósł ręce w obronnym geście.

– Ciekawią mnie tylko pańskie odczucia w tej kwestii, to wszystko.

– Nie przyszedłem tutaj po to, żeby dyskutować o swoich odczuciach. Chcę mówić o Katie. Ona nie zrobiła niczego złego.

Stłumiłam chichot, udając, że chwycił mnie kaszel. Dla kogoś nieobytego z amiszami Samuel był naprawdę twardym orzechem do zgryzienia.

– Czy pańska religia zaleca zawsze przebaczać innym, panie Stoltzfus? – zapytał George.

– Mam na imię Samuel.

– Dobrze. A więc, Samuelu, czy twoja religia zaleca zawsze przebaczać innym?

– Tak. Jeśli grzesznik się ukorzy i wyzna swoje winy, zawsze zostanie przyjęty z powrotem na łono kościoła, z otwartymi ramionami.

– Ale najpierw musi przyznać się do tego, co zrobił.

– Najpierw musi się wyspowiadać, tak.

– Dobrze. A teraz zostawmy na chwilę sprawy kościelne. Nie odpowiadaj jako amisz, tylko jako zwykły człowiek. Czy są takie rzeczy, których nie można wybaczyć?

Samuel zacisnął usta jeszcze mocniej.

– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, nie myśląc jak amisz, bo jestem amiszem i nikim innym. A gdybym komuś nie potrafił przebaczyć, to nie ten ktoś miałby problem, tylko ja, ponieważ to by znaczyło, że nie potrafię żyć jak prawdziwy chrześcijanin.

– W tym konkretnym wypadku przebaczyłeś Katie.

– Tak.

– A przed chwilą powiedziałeś, że jeśli się komuś coś przebaczy, oznacza to, że ten ktoś przyznał się wcześniej do grzechu.

– No… ja.

– Zatem skoro przebaczyłeś Katie, to znaczy, że zrobiła ona coś złego, a przecież pięć minut temu oświadczyłeś, że niczego złego nie zrobiła.

Samuel milczał przez chwilę. Wstrzymałam oddech w oczekiwaniu, aż George zada ostateczny cios. I wtedy młody amisz uniósł wzrok.

– Ja nie mam lotnego umysłu, panie Callahan. Studiów nie kończyłem, w przeciwieństwie do pana. Nie wiem, o co tak naprawdę mnie pan teraz pyta. Tak, wybaczyłem Katie, ale nie chodziło przecież o morderstwo nowo narodzonego dziecka. Miałem jej do wybaczenia tylko to, że złamała mi serce. – Urwał na chwilę, wahając się. – A za coś takiego nawet wy, Anglicy, nie wsadzacie ludzi do więzienia.

Owen Zeigler sprawiał wrażenie uczulonego na salę sądową. W ciągu pierwszych sześciu minut zdążył sześć razy kichnąć, zasłaniając nos chustką w kwieciste orientalne wzory.

– Przepraszam. To te Dermatophagoides pteronyssinus.

– Co proszę? – zapytała sędzina Ledbetter.

– Roztocza żyjące w kurzu. Małe paskudy. Pełno ich na poduszkach, materacach… i tutaj, na dywanach, pewnie też. – Pociągnął nosem. – Żywią się drobinkami złuszczonej ludzkiej skóry, a ich produkty przemiany materii wywołują uczulenie. Gdyby ktoś pilnował wilgotności na sali, można by zapanować nad tą zarazą.

– Zakładam, że ma pan na myśli roztocza, a nie prawników – powiedziała oschle sędzina.

Owen łypnął podejrzliwie w górę, na wyloty przewodów klimatyzacyjnych.

– Z zarodnikami pleśni też chyba przydałoby się coś zrobić.

– Wysoki sądzie, ja również jestem alergikiem – wtrącił George – a warunki w tej sali znoszę bardzo dobrze.

Owen zrobił minę pokrzywdzonego.

– Nic nie poradzę, że mam taki czuły organizm.

– Doktorze Zeigler – zapytała sędzina – czy wytrzyma pan tutaj dostatecznie długo, aby złożyć zeznanie? A może mam postarać się o inną salę rozpraw?

– A może o komorę aseptyczną – mruknął George. Owen kichnął jeszcze raz.

– Spróbuję.

Sędzina pomasowała sobie skronie.

– Może pani kontynuować, mecenas Hathaway.

– Panie doktorze – zaczęłam – czy przeprowadził pan badania próbek tkanek pobranych z ciała noworodka „Fisher S”?

– Tak. Był to wcześniak płci męskiej, żywo urodzony, bez stwierdzonych wad wrodzonych. Badanie wykazało objawy ostrego zapalenia błon płodowych oraz zakażenia płodu. Przyczyną śmierci była asfiksja okołoporodowa.

– A zatem pańskie ustalenia są zgodne z orzeczeniem lekarza sądowego?

Owen uśmiechnął się.

– Zgadzamy się w kwestii przyczyny śmierci. Jednak jeśli chodzi o okoliczności pośrednie, czyli czynniki, które doprowadziły do asfiksji, w naszych analizach pojawiają się już znaczne rozbieżności.

– Czyli?

– Lekarz sądowy stwierdził, że noworodek został umyślnie pozbawiony życia, ja zaś uważam, że asfiksja nastąpiła z przyczyn naturalnych.