Выбрать главу

Ellie zapięła guziki marynarki i wstała.

– Katie – powiedziała łagodnie – czy wiesz, dlaczego dziś tutaj jesteś?

Katie zamrugała oczami, zaskoczona wrażliwością i współczuciem, które zabrzmiały w tym pytaniu, w głosie Ellie. Spłynęła na nią ulga tak wielka, że zaczęła już się uśmiechać – i wtedy spojrzała w oczy adwokatki, tak samo twarde i wściekłe jak poprzedniego dnia. To współczucie było częścią gry, kreacji zawodowej. Nawet jeszcze w tym momencie, Ellie wciąż próbowała wywalczyć dla niej ułaskawienie.

Katie wzięła głęboki oddech.

– Ludzie myślą, że zabiłam swoje dziecko.

– I jak się z tym czujesz?

Znów przed oczami Katie ukazało się tamto ciałko, maleńkie jak przecinek nakreślony pomiędzy jej udami, śliskie od jej własnej krwi.

– Źle – szepnęła.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że przedstawiono przeciwko tobie mocne dowody.

Katie skinęła głową, zerkając w stronę ławy przysięgłych.

– Starałam się rozumieć wszystko, co było tutaj mówione. Nie jestem pewna, czy mi się to do końca udało.

– Czego konkretnie nie mogłaś zrozumieć?

– Wy, Anglicy, robicie różne rzeczy zupełnie inaczej. Nie jestem przyzwyczajona do takiego postępowania.

– Do czego dokładnie?

Katie zastanowiła się przez długą chwilę. Wyznanie winy – tak, tu nie było różnicy, inaczej nie siedziałaby teraz na tym krześle. Ale Anglicy sądzili człowieka po to, aby go odepchnąć. Amisze odprawiali sąd, aby potem móc przyjąć osądzonych z powrotem pomiędzy siebie.

– Tam, skąd pochodzę – odpowiedziała – kiedy kogoś oskarży się o grzech, to nie po to, żeby inni mogli obarczać go winą, ale po to, żeby ten człowiek mógł się poprawić i żyć dalej.

– Czy zgrzeszyłaś, poczynając dziecko? Katie instynktownie przyjęła postawę pokory.

– Tak.

– Dlaczego?

– Nie miałam męża.

– Kochałaś ojca swojego dziecka?

Spod nisko opuszczonych rzęs Katie przebiegła wzrokiem po ławach dla publiczności, szukając Adama. Siedział na samym brzegu siedzenia ze spuszczoną głową, tak jakby on także odprawiał spowiedź.

– Bardzo – wyszeptała.

– Czy twoja wspólnota oskarżyła cię o grzech?

– Tak. Diakon i biskup przyszli do mnie i poprosili, abym wyspowiadała się na klęczkach po nabożeństwie.

– Co się stało, kiedy przyznałaś się do poczęcia nieślubnego dziecka?

– Otrzymałam bann, na pewien czas, żebym mogła przemyśleć swój czyn. Po sześciu tygodniach wróciłam i złożyłam obietnicę, że pozostanę w zgodzie z kościołem. – Katie uśmiechnęła się. – Przyjęli mnie z powrotem.

– Katie, czy diakon i pastor prosili, abyś przyznała się, że zabiłaś swoje dziecko?

– Nie.

– Dlaczego?

Katie złożyła dłonie na kolanach.

– O to mnie nie oskarżono.

– A zatem członkowie twojej własnej wspólnoty nie chcieli uznać, że jesteś winna grzechu zabójstwa?

Katie wzruszyła ramionami.

– Muszę usłyszeć twoją odpowiedź – powiedziała Ellie.

– Nie, nie chcieli.

Ellie wróciła do stołu dla obrony, postukując obcasami na parkiecie.

– Czy pamiętasz, co się działo tej nocy, kiedy urodziłaś dziecko, Katie?

– Tylko fragmenty. Co jakiś czas coś sobie przypominam.

– Dlaczego tak się dzieje?

– Doktor Cooper mówi, że mój umysł nie zniósłby wszystkiego naraz. – Katie potarła dolną wargę. – Kiedy to się stało, ja jakby zamknęłam się w sobie.

– Kiedy co się stało?

– Kiedy urodziło się dziecko. Ellie skinęła głową.

– Opowiadało nam o tym już kilka osób, ale sądzę, że państwo ławnicy chętnie usłyszą od ciebie, co się stało tamtej nocy. Czy wiedziałaś, że jesteś w ciąży?

Katie nagle wydało się, że jej myśli cofają się, biegną w tył, aż znów poczuła pod dłonią małą, twardą krągłość, która była dzieckiem ukrytym w jej ciele.

– Nie mogłam w to uwierzyć – powiedziała cicho. – I nie wierzyłam, dopóki nie musiałam przesunąć szpilek do spinania fartucha.

– Powiedziałaś komuś o tym?

– Nie. Wyrzuciłam to z głowy i skupiłam myśli na innych rzeczach.

– Dlaczego?

– Bałam się. Nie chciałam, żeby rodzice się dowiedzieli. – Wzięła głęboki oddech. – Modliłam się, żeby wyszło na to, że może się tylko pomyliłam.

– Czy pamiętasz sam poród?

Katie oplotła brzuch ramionami, na nowo przeżywając ból przepalający ją na wskroś, od pleców do brzucha.

– Niektóre rzeczy pamiętam – odpowiedziała. – Ból, kłujące siano, na którym leżałam… Ale pewne fragmenty czasu są zupełnie puste.

– Jak się wtedy czułaś?

– Bałam się – szepnęła. – Naprawdę się bałam.

– Czy pamiętasz dziecko? – zapytała Ellie.

Ten obraz pamiętała tak wyraźnie, jakby był odciśnięty pod jej powiekami. Maleńkie, cudowne ciałko, niewiele większe od jej własnej dłoni, mały chłopczyk kopiący nóżkami, zanoszący się kaszlem, wyciągający do niej rączki.

– Był śliczny. Wzięłam go na ręce. Przytuliłam. Pomasowałam plecki. Miał takie… drobniutkie kosteczki. Czułam, jak pod moją dłonią bije jego serce.

– Co zamierzałaś z nim zrobić?

– Nie wiem. Myślę, że zabrałabym go do mamy, zawinęła w coś, żeby było mu ciepło… Ale zasnęłam, zanim zdążyłam coś zrobić.

– Straciłaś przytomność.

– Ja.

– Dziecko miałaś wciąż w ramionach?

– Och, tak – odpowiedziała Katie.

– Co się stało potem?

– Obudziłam się, a jego już nie było. Ellie uniosła brew.

– Nie było? I co sobie wtedy pomyślałaś? Katie splotła palce.

– Że to był tylko sen – wyznała.

– Czy coś mogło świadczyć o tym, że było inaczej?

– Widziałam krew na koszuli nocnej i niedużą plamę na sianie.

– I co zrobiłaś?

– Umyłam się w sadzawce – odpowiedziała Katie – a potem wróciłam do swojego pokoju.

– Dlaczego nikogo nie obudziłaś, nie poszłaś do lekarza ani nie próbowałaś znaleźć dziecka?

Oczy Katie rozjarzyły się łzami.

– Nie wiem. Trzeba było. Teraz wiem, że było trzeba.

– Co się stało, kiedy obudziłaś się następnego dnia? Przetarła oczy dłonią.

– Było tak, jakby w ogóle nic się nie zmieniło – powiedziała łamiącym się głosem. – Gdyby wszyscy w domu wyglądali chociaż odrobinę inaczej niż zwykle, gdybym źle się czuła, to może bym nie… – Urwała, odwracając wzrok. – Pomyślałam, że może to wszystko mi się zdawało, że nic się nie stało. Chciałam w to uwierzyć, bo wtedy nie musiałam się zastanawiać, gdzie jest dziecko.

– A wiedziałaś, gdzie ono jest?

– Nie.

– Czy przypominasz sobie, żebyś dokądś je zabrała?

– Nie.

– Czy przypominasz sobie, żebyś się budziła, choćby na chwilę, z dzieckiem w ramionach?

– Nie. Kiedy się obudziłam, jego już nie było. Ellie skinęła głową.

– Czy planowałaś, jak można by pozbyć się tego dziecka?

– Nie.

– Czy chciałaś się go pozbyć?

– Kiedy tylko je zobaczyłam, to wiedziałam, że nie – odpowiedziała Katie cicho.

Ellie stała teraz na wyciągnięcie ręki od niej. Katie czekała na jej pytanie, czekała, kiedy będzie mogła powiedzieć na głos to, z czym tutaj przyszła. Ale Ellie odwróciła się od niej, niemalże niedostrzegalnie potrząsnąwszy głową.

– Dziękuję – powiedziała, patrząc na ławę przysięgłych. – Nie mam więcej pytań.