– Chętnie bym okazała ci trochę współczucia, Katie, ale sama się o to prosiłaś. – Ellie odwróciła się do niej tyłem, mając nadzieję, że jeśli nie będzie patrzeć na Katie, to jej szloch trochę przycichnie. Albo stanie się mniej przejmujący.
– Chciałam, żeby już było po wszystkim – wyjąkała Katie, unosząc opuchniętą, czerwoną twarz – ale nie spodziewałam się czegoś takiego.
– Och, naprawdę? A czego się spodziewałaś? Sądowej telenoweli, w której wszyscy przysięgli wybuchną zgodnym płaczem, kiedy ty zaczniesz spazmować podczas składania zeznań?
– Chciałam tylko, aby mi przebaczyli.
– No, teraz masz na to marne widoki. Pożegnałaś się właśnie z wolnością, kotku. Zapomnij o przebaczeniu swojego kościoła. Zapomnij o kontakcie z rodzicami i o związku z Adamem.
– Samuel poprosił mnie, żebym za niego wyszła – szepnęła Katie żałośnie.
Ellie parsknęła.
– To może mu powiesz, że trudno załatwić wizyty małżeńskie w stanowym zakładzie resocjalizacyjnym.
– Nie chcę żadnych wizyt małżeńskich. I nie chcę już mieć więcej dzieci. Bo co będzie, jeśli… – Katie urwała w pół zdania, odwracając wzrok.
– Jeśli co? – wybuchła Ellie. – Jeśli udusisz je w chwili słabości?
– Nie! – Oczy Katie ponownie wezbrały łzami. – Mówię o tej chorobie, o tych bakteriach. A jeśli jeszcze we mnie siedzą i przejdą na wszystkie moje dzieci?
Świetlówka nad głową Ellie syknęła i zatrzaskała. Adwokatka powoli objęła wzrokiem postać Katie, rejestrując różne szczegóły. Widać było, że dziewczyna odczuwa głęboką skruchę. Kurczowo zaciskała palce na grubej tkaninie sukienki na piersi, jak gdyby tę chorobę można było z siebie zetrzeć, zdrapać. Ellie przypomniała sobie, jak Katie powiedziała jej kiedyś, że kiedy diakon raz o coś oskarży, to człowiek przyznaje się do wszystkiego. Postawiła się w roli dziewczyny nawykłej do tego, że to inni mówią jej, jakie grzechy popełniła. I zrozumiała, że ktoś taki może poczuć się odpowiedzialny za zdarzenie, które patolog uznał za nieszczęśliwy wypadek.
Spojrzała na Katie i nagle sposób jej myślenia stał się dla niej jasny i klarowny.
Przeszła przez salę konferencyjną i chwyciła dziewczynę za ramiona.
– Mów – rozkazała. – Powiedz mi teraz, jak zabiłaś swoje dziecko.
– Wysoki sądzie – zaczęła Ellie – proszę o pozwolenie ponownego zwrócenia się do świadka.
Czuła na sobie spojrzenie George'a, a w nim wyraźne pytanie: odbiło ci? Nie dziwiło jej to zresztą ani trochę: w momencie, gdy w protokole rozprawy zapisano przyznanie się oskarżonej do winy, Ellie nie mogła już naprawić wyrządzonej szkody praktycznie w żaden sposób. Odprowadziła wzrokiem Katie na krzesło dla świadka, gdzie jej klientka usiadła, wiercąc się niespokojnie, roztrzęsiona i blada.
– Kiedy oskarżyciel zapytał cię, czy zabiłaś swoje dziecko, odpowiedziałaś: tak.
– Zgadza się – przytaknęła Katie.
– A kiedy poprosił, żebyś wyjaśniła, w jaki sposób popełniłaś zabójstwo, nie chciałaś o tym mówić.
– Nie chciałam.
– Ja pytam cię teraz: czy udusiłaś swoje dziecko?
– Nie – wyszeptała Katie, a jej głos załamał się na tej jednej krótkiej sylabie.
– Czy celowo spowodowałaś śmierć swojego dziecka?
– Nie. Nigdy bym tego nie zrobiła.
– W jaki sposób zabiłaś swojego syna, Katie? Dziewczyna wzięła głęboki, rzężący oddech.
– Słyszałaś zeznanie doktora. Powiedział, że zabiłam go, przekazując mu to zakażenie. Gdybym to nie ja była jego matką, to żyłby dalej.
– Zabiłaś je, przekazując mu listerie ze swojego organizmu?
– Tak.
– I to miałaś na myśli, mówiąc panu Callahanowi, że zabiłaś swoje dziecko?
– Tak.
– Opowiadałaś nam wcześniej, że w twoim kościele ten, kto popełni grzech, musi go potem wyznać przed całym zgromadzeniem.
– Ja.
– Jak to wygląda?
Katie przełknęła z wysiłkiem.
– Jest strasznie. Po prostu strasznie. Najpierw odbywa się całe niedzielne nabożeństwo. Kończy się kazanie, śpiewamy hymn i wszyscy, którzy nie są jeszcze członkami kościoła, wychodzą. Biskup wywołuje cię po nazwisku, a ty musisz wstać, podejść, usiąść przed grupą duchownych i odpowiadać na ich pytania, tak głośno, żeby całe zgromadzenie słyszało. Wszyscy na ciebie patrzą, a serce wali ci tak, że z ledwością możesz zrozumieć, co biskup do ciebie mówi.
– A jeśli nie ma się żadnego grzechu na sumieniu? Katie uniosła głowę.
– Jak to?
– Jeśli człowiek jest niewinny? – Ellie wróciła myślą do rozmowy, którą odbyły przed kilkoma miesiącami, modląc się, żeby Katie też sobie ją przypomniała. – Jeśli diakon mówi, że kąpałaś się nago w stawie, a ty nigdy w życiu tego nie robiłaś?
Katie zmarszczyła brwi.
– To i tak trzeba się przyznać.
– Nawet jeśli się niczego nie zrobiło?
– Tak. Kiedy nie okaże się skruchy i żalu, kiedy szuka się wymówek, to jest jeszcze gorzej. Dość już się człowiek naje wstydu, kiedy musi stanąć przed duchownymi, a cała rodzina i wszyscy znajomi patrzą. Chce się to mieć jak najszybciej za sobą i przyjąć karę, żeby potem otrzymać przebaczenie i móc wrócić do wspólnoty.
– To znaczy, że… w twoim kościele, zanim otrzyma się przebaczenie, trzeba wyznać grzech. Nawet jeżeli się go nie popełniło?
– Przecież nie zarzuca się ludziom grzechu tak bez powodu. Większość oskarżonych faktycznie ma coś na sumieniu. Nawet jeśli coś tam się nie zgadza, to oni naprawdę popełnili jakiś zły uczynek. A po wyznaniu można dostąpić uzdrowienia.
– Odpowiedz na pytanie, Katie – upomniała ją Ellie, uśmiechając się zaciśniętymi wargami. – Gdyby twój diakon przyszedł do ciebie i powiedział, że zgrzeszyłaś, to i tak byś się do tego przyznała, chociaż wcale nie zgrzeszyłaś?
– Tak.
– Rozumiem. A teraz powiedz, dlaczego chciałaś zeznawać przed sądem?
Katie uniosła wzrok.
– Żeby przyznać się do grzechu, o który mnie oskarżono.
– Ale ten grzech to jest morderstwo – przypomniała jej Ellie. – Morderstwo oznacza, że z rozmysłem zabiłaś swoje dziecko, że chciałaś, aby umarło. Czy tak właśnie było?
– Nie – wyszeptała Katie.
– Musiałaś zdawać sobie sprawę, że stając dzisiaj przed sądem i przyznając się do zabicia swojego dziecka, przekonasz ławników o tym, że jesteś winna. Dlaczego chciałaś to zrobić, Katie?
– Dziecko umarło przeze mnie. Nie ma znaczenia, czy je udusiłam, czy nie – nie żyje, bo ja zrobiłam coś, co spowodowało jego śmierć. Zasłużyłam na karę. – Otarła oczy rąbkiem fartucha. – Chciałam, żeby wszyscy zobaczyli, że bardzo żałuję. Chciałam wyznać mój grzech – dodała cichym głosem – bo tylko wtedy mogę liczyć na przebaczenie.
Ellie oparła się o balustradę, zasłaniając Katie na moment przed wszystkimi.
– Ja ci przebaczę – szepnęła łagodnie, tak aby tylko ona ją usłyszała. – Jeżeli ty przebaczysz mnie. – Wyprostowała się, spojrzała na sędzinę. – Nie mam więcej pytań.
– No dobrze, widzę, że odwracamy kota ogonem – powiedział George. – Zabiłaś dziecko, ale go nie zamordowałaś. Chcesz zostać ukarana, żeby przebaczono ci coś, co zrobiłaś, ale nieumyślnie.
– Tak. – Katie skinęła głową.
George milczał przez chwilę, jakby się zastanawiał, a potem zmarszczył brwi.