Выбрать главу

Wystąpiła naprzód, mocno ściskając matkę za rękę. Biskup rozpoczął modlitwę i wszyscy pochylili głowy – wszyscy oprócz Katie. Ona patrzyła prosto przed siebie, potem spojrzała na mnie, potem zaczęła przyglądać się bryczkom – byle tylko nie widzieć grobu. Na koniec, niczym kwiat, zwróciła twarz w stronę słońca i z uśmiechem wystawiła policzki na jego ciepłe promienie.

Lecz kiedy biskup rozpoczął Modlitwę Pańską, a zgromadzeni, za jego przykładem, zaczęli ją cicho odmawiać, Katie nagle wyrwała rękę matce i puściła się pędem w stronę bryczki. Wskoczyła do środka i zniknęła wszystkim z oczu.

Ruszyłam za nią, widząc, że wbrew wszystkiemu, co do tej pory mówiła, pogrzeb najwidoczniej poruszył w niej jakąś czułą strunę. Zdążyłam zrobić tylko jeden krok; Leda złapała mnie za rękę i osadziła w miejscu, potrząsając nieznacznie głową. A ja, ku własnemu zdziwieniu, stanęłam posłusznie u jej boku. Dotarło do mnie, że bezgłośnie poruszam ustami w rytm słów modlitwy, słów, których nie wypowiadałam od lat i zdążyłam zapomnieć nawet, że je kiedyś znałam. A potem, zanim Leda zdążyła drugi raz mnie zatrzymać, pobiegłam do bryczki i wsiadłam do środka. Katie kuliła się na tylnym siedzeniu, osłaniając dłońmi głowę. Z wahaniem wyciągnęłam rękę i pogładziłam ją po plecach.

– Wiem, że bardzo ci ciężko – powiedziałam.

Katie wyprostowała się powoli i usiadła sztywno. Oczy miała suche, usta nieznacznie skrzywione.

– To nie był mój syn, jeśli o tym właśnie myślisz. To nie był mój syn – powtórzyła.

– W porządku – zgodziłam się. – To nie był twój syn.

Bryczka zatrzęsła się. Aaron i Sara usiedli na koźle i zawrócili konia w stronę domu. A ja z każdym jego rytmicznym krokiem na nowo zadawałam sobie pytanie: skąd Katie, obstająca przy tym, że nie ma o niczym pojęcia, mogła wiedzieć, że noworodek był chłopcem.

Dla krewnych, którzy przyjechali na pogrzeb, Sara przygotowała posiłek. Stół na kozłach, który specjalnie wystawiono na ganek, zapełnił się półmiskami i koszykami z chlebem. Nieznajome kobiety mijały się w kuchennych drzwiach, uśmiechając się do mnie wstydliwie za każdym razem, kiedy musiały przejść obok.

Nigdzie nie było widać Katie, a co dziwniejsze, nikt jakoś nie czuł się tym faktem zaniepokojony. Usiadłam na ławie, mając przed sobą talerz pełen jedzenia. Nie czułam jednak wcale smaku. Myślałam, o tym, kiedy Coop da radę tutaj przyjechać. Najpierw laktacja, teraz ten pogrzeb, ta maleńka trumna – jak długo Katie zdoła jeszcze upierać się, że nie urodziła dziecka, zanim nastąpi załamanie?

Ława skrzypnęła pod ciężarem zażywnej, starszej kobiety, która przysiadła się do mnie. Zmarszczki na jej twarzy przypominały słoje wielkiej sekwoi, ręce miała ciężkie, dłonie sękate, a na nosie okulary w czarnej rogowej oprawie. Mój dziadek, pamiętam, nosił takie w latach pięćdziesiątych.

– To ty jesteś adwokatką naszej Katie – powiedziała moja nowa sąsiadka. – Miła z ciebie dziewuszka.

Na palcach jednej ręki potrafiłabym policzyć, ile razy w karierze słyszałam obok siebie słowa „adwokat” i „miły”. Mając zaś skończonych trzydzieści dziewięć lat, zdążyłam już zapomnieć, kiedy po raz ostatni ktoś nazwał mnie „dziewuszką”. Uśmiechnęłam się.

– Tak, to ja.

Kobieta sięgnęła ponad swoim talerzem i poklepała mnie po dłoni.

– Jesteś dla nas kimś bardzo wyjątkowym. Bronisz naszej Katie.

– Dziękuję, ale po prostu taką mam pracę.

– Nie, nie – potrząsnęła głową. – Takie masz serce.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Chodziło przecież tylko o to, żeby doprowadzić do uniewinnienia, co nie miało w zasadzie nic wspólnego z moją własną opinią na temat Katie.

– Przepraszam. – Wstałam z zamiarem ulotnienia się, szybko i po cichu, ale ledwie zdążyłam się odwrócić od stołu, wpadłam prosto na Aarona.

– Zapraszam z nami – powiedział, wskazując biskupa, który przyszedł razem z nim. – Możemy teraz omówić tę kwestię, która dziś wypłynęła.

Znaleźliśmy sobie cichy kąt w chłodnej oborze.

– Aaron mówił, że ma pani problem dotyczący sprawy sądowej – zaczął Ephram Stoltzfus.

– Problem nie dotyczy bezpośrednio samej sprawy. Jest to raczej trudność związana z zapewnieniem odpowiedniego zaplecza. Mój zawód wymaga korzystania z pewnych profesjonalnych urządzeń. Są mi one potrzebne na przykład do przygotowania wniosków, które mam zamiar przedstawić sędziemu, a w późniejszej fazie procesu – do opracowania zeznań składanych pod przysięgą. Jeżeli wręczę sędziemu dokument napisany odręcznie, to zabije mnie śmiechem i wyrzuci z sali rozpraw. Najpierw jednak powie, że umowa dotycząca zwolnienia za kaucją nie zdała egzaminu i umieści Katie w areszcie.

– Czy ma pani na myśli korzystanie z komputera?

– Konkretnie rzecz ujmując, tak. Mój sprzęt działa na baterie, ale akurat się rozładowały.

– Nie może ich pani dokupić?

– W wiejskim sklepie raczej nie – odparłam. – To drogi sprzęt. Mogę je naładować, ale do tego potrzebny mi kontakt elektryczny.

– Nie zgadzam się na żadne kontakty w moim domu ani w gospodarstwie – wtrącił Aaron.

– A ja z kolei nie mogę zostawić Katie tutaj, a sama jechać do miasta na osiem godzin, żeby naładować baterie.

Biskup pogładził swoją długą, siwą brodę.

– Aaronie, pamiętasz, jak syn Polly i Josepha Zooków miał astmę? Pamiętasz, jak uznaliśmy, że o wiele ważniejsze niż ścisłe zachowanie tego, co nakazuje Ordnung, jest to, aby można było stale podawać chłopcu tlen? Uważam, że obecna sytuacja jest taka sama.

– Absolutnie nie – sprzeciwił się Aaron. – To nie jest sprawa życia albo śmierci.

– Proszę zapytać o to swoją córkę – odgryzłam mu się.

Biskup uniósł ręce. Wyglądał w tym momencie dokładnie tak samo jak wszyscy sędziowie, z którymi miałam do czynienia w karierze.

– Aaronie, ów komputer nie należy do ciebie, a ja nie mam wątpliwości, że jesteś gorącym zwolennikiem naszego sposobu życia. W tym jednak wypadku cel uświęca środki, tak jak powiedziałem Zookom. Na tak długo, jak będzie to potrzebne pani adwokat, zezwalam na użycie inwertora na tej farmie. Oczywiście, prąd może służyć wyłącznie jej.

– Co to jest inwertor? Biskup odwrócił się do mnie.

– Inwertor przetwarza prąd o napięciu dwunastu woltów na prąd o napięciu stu dziesięciu woltów. Nasi przedsiębiorcy zasilają nim kasy w swoich sklepach. Nie możemy używać prądu prosto z generatora, ale inwertor jest zasilany akumulatorem, a na to Ordnung zezwala. Większość rodzin nie ma pozwolenia na używanie tych urządzeń, ponieważ pokusa jest zbyt silna. Rozumie pani: silnik dieslowski napędza generator, generator ładuje akumulator dwunastowoltowy, a inwertor przekształca prąd z akumulatora i może zasilić każde urządzenie – w tym i pani komputer.

Aaron spojrzał z przerażeniem.

– Ordnung zakazuje komputerów, a inwertory wciąż jeszcze stosujemy na próbę – wycedził. – Przecież do tego można podłączyć żarówkę!

Biskup Ephram uśmiechnął się.

– Można, istotnie… Ale ty tego nie zrobisz, Aaronie. Wydam polecenia i ktoś jeszcze dziś przywiezie pani Hathaway inwertor.

Aaron odwrócił wzrok; widać było, że jest dotknięty. Jeśli chodzi o mnie, to sposób, w jaki zawarto tę umowę, kompletnie namieszał mi w głowie, ale mimo to byłam bardzo wdzięczna biskupowi.

– To będzie dla mnie na pewno spore ułatwienie – podziękowałam mu.

Ujął moje ręce w dłonie; przez chwilę poczułam, że znów jestem w pełni sobą.

– Przystosowała się pani do naszego sposobu życia, pani Hathaway – oznajmił. – Czy sądzi pani, że my nie jesteśmy skłonni pójść na podobne ustępstwa?