Aaron Fisher nawet nie odwrócił głowy.
Krowa stojąca na końcu rzędu do dojenia głośno zaryczała. Kręciło mi się w nosie od słodkiego zapachu siana i jeszcze słodszego aromatu krowiej paszy. W tle słychać było jednostajny rytm dojarek: ścisnąć – zassać, ścisnąć – zassać. Odcięłam się od otoczenia, zebrałam myśli i zaczęłam pisać.
Rozdział siódmy
Szeroki snop światła omiótł jej przykryte kołdrą nogi, potem zakreślił łuk na ścianie, przebiegając aż na sufit – i od nowa, jeszcze raz to samo. Katie, czując, jak serce łomocze jej w piersi, uniosła się na łokciach. Ellie się nie obudziła; bardzo dobrze. Dziewczyna zsunęła się z łóżka i przyklękła pod oknem. Z początku nie zobaczyła nikogo, ale po chwili Samuel zdjął kapelusz i księżyc zalśnił bladym blaskiem na jego jasnych włosach. Katie odetchnęła głęboko, narzuciła na siebie ubranie i pobiegła do niego.
Czekał z zapaloną latarką, którą wyłączył, gdy tylko ujrzał w drzwiach zarys jej sylwetki. I od razu, ledwie zdążyła postawić nogę za progiem, porwał ją w ramiona i przycisnął usta do jej ust, mocno. Katie zmartwiała – nigdy jeszcze nie był taki porywczy – i po chwili odepchnęła się dłońmi od jego piersi.
– Samuelu! – Wystarczyło jedno słowo, żeby natychmiast się cofnął.
– Przepraszam – wymamrotał. – Naprawdę. Po prostu bałem się, że cię stracę.
Katie uniosła wzrok. Znała twarz Samuela równie dobrze jak własną. Dorastali niczym krewniacy, w przyjaźni. Kiedyś, gdy miała jedenaście lat, zagonił ją na drzewo. To z nim pierwszy raz się całowała, za szopą dla cielaków u Jospeha Yodera. A teraz czuła nerwowe drżenie jego dłoni na plecach, w okolicy krzyża.
Czasami, kiedy patrzyła w przyszłość, widziała swoje życie niby szereg słupów telefonicznych biegnących skrajem autostrady nr 340, rok za rokiem, aż po sam horyzont. A kiedy w tej wizji patrzyła na siebie samą, to zawsze u jej boku stał Samuel. On uosabiał to, co było dla niej najlepsze i to, czego od niej oczekiwano. On był jej siatką asekuracyjną. Prości ludzie nigdy nie odrywają wzroku od prostej, wąskiej ścieżki – i dlatego nie mogą dostrzec, że wysoko w górze rozpięta jest najwspanialsza lina, po której dane jest stąpać człowiekowi.
Samuel oparł czoło o czoło Katie. Czuła jego oddech, jego słowa muskające twarz. Otworzyła usta, aby je pochwycić.
– To dziecko nie było twoje – powiedział natarczywie.
– Nie – szepnęła.
Samuel pochylił twarz i ich usta zlały się w jedno, szeroko jak ocean i tak samo cudownie. Pocałunek miał smak soli. Katie wiedziała, że Samuel, tak jak ona, ma policzki mokre od łez, nie potrafiła sobie tylko przypomnieć, które z nich wylało swój smutek na drugie. Otworzyła się przed nim tak, jak jeszcze nigdy dotąd, rozumiejąc dobrze, że zaciągnęła u niego dług, a on przyszedł dziś po jego spłatę.
A potem Samuel oderwał usta od jej warg i całował powieki Katie; ująwszy jej twarz w dłonie, wyszeptał:
– Zgrzeszyłem.
Splotła palce z jego palcami.
– Nie – uspokoiła go.
– Tak. Wysłuchaj mnie do końca. – Samuel przełknął ślinę. – To dziecko… To dziecko nie było nasze. – Przygarnął Katie do siebie, kryjąc twarz w jej włosach. – Nie było nasze, Katie. Ale ja żałowałem, że nie jest.
– Dotknąłeś kiedyś któregoś z nich?
Adam uniósł wzrok i uśmiechnął się, zobaczywszy Katie pochyloną nad jednym z jego skoroszytów.
– Mhm – przytaknął. – W pewnym sensie. Ich nie można złapać w ręce, tylko co najwyżej poczuć, na samej skórze.
– Jak podmuch wiatru? Adam odłożył pióro.
– Raczej jak dreszcz.
Katie skinęła głową i wróciła do lektury, którą czytała z całą powagą. Już po raz drugi przyjechała w tym tygodniu do brata – co stanowiło wydarzenie absolutnie bez precedensu – specjalnie wybierając taki dzień, kiedy Jacob pracował na uczelni aż do popołudnia. Kiedy Adam usiadł obok niej, uśmiechnęła się i poprosiła:
– Opowiedz mi, jak to było.
– To zdarzyło się w starym hotelu w Nantucket. Obudziłem się w środku nocy i zobaczyłem, że przy oknie stoi jakaś kobieta i wygląda na zewnątrz. Miała na sobie staroświecką suknię, a w powietrzu unosiła się woń perfum. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie natrafiłem już na ten zapach. Usiadłem w łóżku i zapytałem ją, kim jest, ale nie odpowiedziała i wtedy dotarło do mnie, że widzę przez nią parapet i drewnianą framugę okna. Nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi, a w końcu odsunęła się od okna i przeszła prosto przeze mnie. Poczułem… chłód. I dreszcz biegnący po plecach.
– Bałeś się?
– Niespecjalnie. Ona chyba nie wiedziała, że tam jestem. Następnego dnia rano opowiedziałem o wszystkim właścicielowi i dowiedziałem się od niego, że to był kiedyś dom kapitana, który zginął na morzu. Wyszło na to, że widziałem wdowę po nim. Do tej pory czeka na powrót męża.
– Jakie to smutne – powiedziała Katie.
– Historie o duchach najczęściej takie właśnie są.
Nagle Adamowi wydało się, że Katie zaraz się rozpłacze. Wyciągnął dłoń i pogładził ją po głowie.
– Włosy miała zupełnie jak ty. Bujne, proste i długie. Nigdy jeszcze nie widziałem, żeby ktoś nosił takie długie włosy. – Katie zaczerwieniła się po same uszy, a on odsunął się i podciągnął kolana pod brodę, oplatając je ramionami. – A ja mogę cię o coś zapytać?
– Dobrze.
– Bo jest tak: niebywale mi pochlebia, że tak cię pasjonują moje badania, ale jednak… Muszę powiedzieć, że jesteś ostatnią osobą, której zainteresowania bym się spodziewał.
– Chodzi ci o to, że jestem z prostych ludzi?
– No właśnie.
Katie przesunęła palcami po stronie, którą Adam własnoręcznie przepisał na maszynie.
– Znam te duchy – powiedziała. – Wiem jak to jest, poruszać się w świecie, do którego tak naprawdę się nie należy. I wiem też, co to znaczy, kiedy ludzie gapią się na ciebie, przeszywają wzrokiem na wylot i nie wierzą własnym oczom. – Katie odłożyła skoroszyt z wynikami badań i spojrzała na Adama. – Skoro ja istnieję, to dlaczego one nie mogą?
Adam kiedyś przeprowadzał rozmowy z grupą turystów, którzy na własne oczy zobaczyli, jak z pola bitwy pod Gettysburgiem wstaje batalion żołnierzy, których przedtem nikt tam nie widział. Za pomocą kamer pracujących w podczerwieni rejestrował „zimne” pola energetyczne, które otaczają zjawy. Słyszał, jak duchy przesuwają skrzynki w piwnicach, trzaskają drzwiami, dzwonią dzwonkami w telefonach. Niemniej jednak przez wszystkie te lata, które spędził na zbieraniu materiałów do swojej pracy doktorskiej, musiał zaciekle walczyć o wiarygodność.
Czując, że otrzymał nauczkę, ujął dłoń Katie i uścisnął ją delikatnie, potem zaś uniósł do ust i pocałował nadgarstek, po wewnętrznej stronie.
– Nie jesteś duchem – zapewnił ją.
George Callahan spojrzał na talerz Lizzie i zmarszczył brwi.
– Czy ty w ogóle coś jesz? Niedługo wiatr cię przewróci. Policjantka ułamała kawałek bajgla leżącego przed nią.
– Dlaczego ty nigdy nie jesteś zadowolony, dopóki wszyscy wokół ciebie czegoś nie żrą?
– Prawnicy tak mają. – George otarł usta serwetką i rozsiadł się wygodniej na krześle. – A dziś potrzebna ci będzie energia. Próbowałaś kiedyś wyciągnąć z amiszów zeznania poza protokołem?