Lizzie cofnęła się wspomnieniami.
– Raz – odparła. – Przy tej sprawie Charliego Lappa, tak zwanego Wariata.
– Pamiętam. Dzieciak – schizofrenik. Samowolnie odstawił leki, ukradł samochód i smyknął do Georgii. Teraz będzie gorzej. W stosunku, mniej więcej… jeden do stu.
– George, daj mi pracować. Czy ja ci mówię, jak masz prowadzić sprawy?
– A mówisz. Jasne, że mówisz. Tylko ja nie słucham. – Prokurator nachylił się ku niej, oparł łokcie na stole. – Zabójstwa noworodków rzadko kiedy trafiają na wokandę, zazwyczaj dochodzi do umowy pomiędzy obroną a oskarżeniem. Matka zawsze dostaje możliwie najniższy wyrok, o ile w ogóle zostaje skazana. Wiesz dlaczego?
– Bo żaden ławnik nie uwierzy, że matka byłaby zdolna zabić własne dziecko?
– Częściowo tak. Bardziej jednak chodzi o to, że oskarżenie nie potrafi wskazać motywu zbrodni i sprawa przestaje przypominać morderstwo.
Lizzie zamieszała swoją kawę.
– Ellie Hathaway może powołać się na brak poczytalności oskarżonej.
– Na razie jeszcze tego nie spróbowała. – George wzruszył ramionami. – Posłuchaj. Mnie się wydaje, że to będzie głośna sprawa, właśnie ze względu na to, że są w nią zamieszani amisze. To szansa, żeby zrobić szum wokół biura prokuratora okręgowego.
– Który, oczywiście, bynajmniej ci nie zaszkodzi w nadchodzących wyborach na to stanowisko – zauważyła Lizzie.
George zmrużył oczy.
– Tutaj nie chodzi o mnie. To nie Najświętsza Maryja Panna, która urodziła małego Jezuska w stajence, jest oskarżona w tej sprawie, tylko Katie Fisher, która urodziła dziecko w oborze, aby potem je z premedytacją zabić i ukryć zwłoki. – Prokurator uśmiechnął się do policjantki. – A ty dostarczysz dowodów, że mam rację.
Ellie, Sara i Katie zobaczyły samochód parkujący na podwórku przez okno w kuchni, gdzie razem marynowały ogórki.
– Och – westchnęła Sara, odsuwając firankę, żeby było lepiej widać – znów przyjechała ta policjantka.
Ellie zamarła, obcinając czubek ogórka.
– Będzie chciała rozmawiać ze wszystkimi. Katie, idź do swojego pokoju i nie wychodź, dopóki ci nie powiem.
– Dlaczego?
– Bo to jest wróg, rozumiesz? – Katie pobiegła na górę, a Ellie odwróciła się do Sary: – Ty będziesz musiała z nią porozmawiać. Mów jej tylko o tym, o czym możesz mówić bez oporów.
– Nie zostaniesz tutaj?
– Ja będę pilnować, żeby Katie nie wpadła w jej ręce. To jest ważniejsze.
Sara skinęła głową i w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Odczekała, aż Ellie wyjdzie i poszła otworzyć.
– Dzień dobry, pani Fisher. Nie wiem, czy pani mnie pamięta, jestem…
– Pamiętam panią – powiedziała Sara. – Zechce pani wejść? Lizzie skinęła przytakująco.
– Bardzo chętnie. Chciałabym zadać pani kilka pytań. – Rozejrzała się po kuchni, dostrzegając słoiki wekujące się na piecu i stosiki ogórków leżące na stole. – Czy nie ma pani nic przeciwko? – Sara skinęła sztywno głową, na co policjantka sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyjęła notes. – Czy może mi pani trochę opowiedzieć o swojej córce?
– Katie to dobra dziewczyna. Jest pokorna, nie zna skąpstwa, zawsze życzliwa i służy Panu.
Lizzie postukała ołówkiem w kartkę, nie zapisując ani słowa.
– Widzę, że ma pani anioła w domu.
– Nie. To dobra córka prostych ludzi.
– Ma chłopaka?
Sara zacisnęła dłonie pod fartuchem.
– Odkąd u Katie zaczęły się zielone lata, było ich kilku. Ale najpoważniej traktowała Samuela. Samuel pracuje z moim mężem na farmie.
– Pamiętam, poznałam go. Najpoważniej – to znaczy jak poważnie?
– Nie mnie to oceniać – powiedziała Sara oględnie, ze wstydliwym uśmiechem na ustach. – To są prywatne sprawy Katie. A gdyby naprawdę myśleli o ślubie, wtedy to Samuel powinien zajść do pośrednika małżeńskiego. To on, Schtecklimann, przyszedłby do Katie i zapytał, jak jest jej wola.
Lizzie uniosła brew.
– Mam rozumieć, że Katie nie mówi pani wszystkiego o swoim życiu osobistym?
– Oczywiście, że nie.
– A czy zwierzyła się pani, że jest w ciąży? Sara wbiła wzrok w podłogę.
– Nie wiem.
– Nie chcę być niegrzeczna, pani Fisher, ale albo tak było, albo nie. Trzeciej możliwości nie ma.
– Nie powiedziała mi niczego wprost, ale z drugiej strony nie poinformowałaby mnie o tym sama z siebie. To bardzo osobista sprawa.
Lizzie ugryzła się w język i zamiast powiedzieć, co miała na myśli, zapytała tylko:
– Nie zauważyła pani, że córka nosi obszerniejsze sukienki? Że przestała miesiączkować?
– Miałam już dzieci, pani detektyw. Wiem, jakie są oznaki ciąży.
– Ale nie rozpoznałaby ich pani, gdyby ktoś celowo ukrywał ciążę?
– Raczej nie – przyznała Sara cichym głosem. – Możliwe jednak, że sama Katie nie wiedziała, co się dzieje.
– Przecież wychowała się na farmie. Widziała też panią w ciąży, prawda? – Sara skłoniła głowę, potwierdzając, a w głowie Lizzie błysnęła nagle pewna myśl. – Czy Katie kiedykolwiek wykazała się agresją?
– Nie. Wprost przeciwnie, zawsze znosiła do domu znalezione wiewiórki i ptaki. Kiedy krowa zdechła przy cieleniu, to ona zawsze karmiła jej młode. Opiekowała się wszystkim, co potrzebowało opieki.
– Czy często opiekowała się młodszą siostrą?
– Tak. Hannah chodziła za nią jak cień.
– Może mi pani przypomnieć, jak umarła pani najmłodsza córka? Sara zacisnęła powieki, siląc się na rzeczowy, obojętny ton.
– Utonęła zimą w naszym stawie. Jeździła na łyżwach i lód się pod nią załamał. Miała siedem lat.
– Współczuję. Czy była pani przy tym?
– Nie, poszły się ślizgać razem z Katie. – Nie doczekawszy się następnego pytania, Sara uniosła wzrok, dostrzegając dwuznaczną minę policjantki. – Nie myśli pani chyba, że Katie miała coś wspólnego ze śmiercią własnej siostry!
Lizzie uniosła brwi.
– Pani Fisher – szepnęła – ja tego nie powiedziałam.
W świecie marzeń, myślała Lizzie, Samuel Stoltzfus – w bieliźnie od Calvina. Kleina – byłby ozdobą okładek kolorowych magazynów. Wysoki, muskularny blondyn, prezentował klasyczny typ męskiej urody, która mogła zawrócić w głowie każdej kobiecie, bez względu na wiarę i wyznanie. Ale ona, po dwudziestu minutach przesłuchiwania go, wiedziała już, że to ciało greckiego boga nie kryje mózgu Sokratesa. Zdążyła mu już opowiedzieć, co do jednego, o wszystkich badaniach, które potwierdziły niezbicie, że jego dziewczyna była w ciąży – a on zawzięcie obstawał przy swoim: Katie nie urodziła żadnego dziecka.
Szedł w zaparte, zupełnie jak jego dziewczyna. Czyżby to było zaraźliwe, tak jak grypa?
Lizzie westchnęła ciężko, dając za wygraną.
– Spróbujmy z innej beczki. Opowiedz mi o swoim szefie.
– O Aaronie? – Zdziwienie Samuela było jak najbardziej uzasadnione; w końcu dotąd pytano go wyłącznie o jego relacje z Katie. – To dobry człowiek. Bardzo prosty człowiek.
– A mnie się wydawał jakby nieco uparty. Samuel wzruszył ramionami.
– Przywykł robić wszystko po swojemu – odparł, ale dodał szybko: – Skoro farma jest jego, to tak właśnie powinno być.
– A kiedy ty dołączysz do rodziny? Czy wtedy farma nie będzie także twoja?
Samuel pochylił głowę z wyraźnym zakłopotaniem.
– On sam o tym zadecyduje.
– Czy będzie jeszcze inny kandydat na gospodarza, zwłaszcza kiedy Katie wyjdzie już za mąż? No, chyba, że pan Fisher ma syna, o którym nikt mi nie wspomniał.
Samuel odpowiedział, nie unosząc głowy:
– On nie ma już synów. Lizzie spojrzała na niego bacznie.