Выбрать главу

– Wydawało mi się, że umarło im tylko jedno dziecko. Dziewczynka.

– Tak, Hannah. – Samuel przełknął. – Nikt inny. Chciałem powiedzieć, że on nie ma synów. Czasami zapominam, jak to się mówi, kiedy rozmawiam z Anglikami.

Lizzie obrzuciła go wzrokiem. Ten człowiek miał odziedziczyć farmę Fisherów – jeśli tylko udałoby mu się zdobyć Katie. Gdyby dał Aaronowi Fisherowi wnuka, sukces miałby zapewniony. Czy Katie zabiła swoje dziecko, bo nie chciała być skazana na Samuela? Żeby tylko nie odziedziczył farmy?

– Zanim znaleziono tego noworodka w oborze – zapytała – czy zdarzały się wam kłótnie?

Samuel zawahał się.

– Nie sądzę, żebym musiał się pani z tego spowiadać.

– A ja sądzę, że musisz. Bo twoją dziewczynę czeka sprawa o morderstwo, a ty, jeśli miałeś z tym cokolwiek wspólnego, zostaniesz oskarżony o współudział. Słucham. Czy zdarzało się wam pokłócić?

Samuel zaczerwienił się, a Lizzie wytrzeszczyła oczy; nigdy w życiu nie widziała jeszcze, żeby taki wielki facet miał wstyd wypisany na twarzy.

– Tylko o drobiazgi.

– Na przykład?

– Kiedy nie chciała pocałować mnie na dobranoc. Lizzie uśmiechnęła się szeroko.

– No, to już chyba była musztarda po obiedzie. Samuel spojrzał na nią zdziwiony, mrugając oczami.

– Nie rozumiem.

Teraz to ona się zaczerwieniła.

– Chciałam powiedzieć, że co tam jeden buziak, skoro i tak już zaszła z tobą w ciążę.

Policzki chłopaka zapłonęły jeszcze głębszym szkarłatem.

– Katie nie była w ciąży. I z powrotem od początku.

– Samuelu, o tym już rozmawialiśmy. Katie urodziła dziecko. Badania lekarskie to potwierdziły.

– Nie znam tych angielskich lekarzy – powiedział Samuel. – Ale moją Katie znam. Ona mówi, że nie urodziła dziecka i mówi prawdę, bo to jest niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo nie. – Odwrócił głowę.

– To nie jest przekonująca odpowiedź, Samuelu – zwróciła mu uwagę Lizzie.

Spojrzał na nią i wyrzucił z siebie podniesionym głosem:

– Bo nigdy z nią nie współżyłem! Odpowiedziała mu dopiero po chwili.

– To, że ani razu nie spała z tobą – zauważyła łagodnym głosem – jeszcze nie oznacza, że nigdy z nikim nie spała.

Poczekała, aż jej słowa dotrą do jego świadomości, przebiją się do niej jak straszliwy taran, druzgocąc ostatnie linie obrony. Olbrzymi mężczyzna zwinął się wpół, ściskając rękami żołądek, aż rondo jego kapelusza dotknęło kolan.

Lizzie przypomniała sobie sprawę, nad którą pracowała dawno temu. Dziewczyna właściciela sklepu jubilerskiego zdradziła swojego chłopaka i zaszła w ciążę, ale chciała zachować twarz i zamiast powiedzieć prawdę, oskarżyła swojego kochanka o gwałt i podała do sądu. Teraz, być może, do zabójstwa noworodka doszło bynajmniej nie z powodu kłótni pomiędzy Katie a Samuelem. Zamiast się przyznać, że poszła do łóżka z innym mężczyzną i postąpiła wbrew nakazom swojej religii – co złamałoby serce jej rodzicom i zrujnowało jej widoki na wspólne życie z Samuelem – Katie po prostu pozbyła się dowodów swojego grzechu.

Ramiona Samuela drżały od wezbranych uczuć. Lizzie poklepała go lekko po plecach i wyszła, aby mógł w samotności pogodzić się z prawdą. Tutaj nie chodziło o to, że on nie wierzył, że Katie urodziła dziecko; on po prostu nie chciał w to uwierzyć.

– Czy to możliwe? – szeptał Samuel, trzymając dłonie Ellie w kurczowym uścisku, niczym ostatnią deskę ratunku. – Czy ona mogła mi zrobić coś takiego?

Nigdy nie chciało jej się wierzyć, że można to zobaczyć, ale oto właśnie na jej oczach pękało ludzkie serce. Widok ten przypomniał jej, jak kiedyś obserwowała wyburzanie wieżowca w Filadelfii, który zapadał się w siebie, piętro po piętrze, aż nie pozostało nic, tylko wspomnienie zawisłe w powietrzu.

– Przykro mi, Samuelu. Nie znam jej aż tak dobrze. Nie umiem tego powiedzieć.

– Ale czy słyszała pani coś od niej na ten temat? Może chociaż imię tego człowieka?

– Na razie nie wiemy, czy „ten człowiek” w ogóle istnieje – przypomniała mu Ellie. – Tej policjantce właśnie o to chodzi: masz zacząć wyciągać pochopne wnioski, bo wtedy jest szansa, że zrobisz jakiś błąd i powiesz coś, co przyda się oskarżeniu.

– Niczego jej nie powiedziałem – powtórzył z naciskiem Samuel.

– Wierzę – odparła oschle. – I tak mają dość materiału. Jest nad czym pracować. – Ale już sama myśl o czymś podobnym naprowadziła ją na trop. Krótko mówiąc, to właśnie miał być motyw, którym chciał zagrać prokurator: Katie zabiła, bo nie chciała dopuścić, aby jej wina wyszła na jaw.

Samuel spojrzał na Ellie poważnym wzrokiem.

– Zrobię wszystko dla Katie.

– Wiem. – I Ellie naprawdę wiedziała o tym dobrze. Pytanie brzmiało: czy i jakie granice miała jego przysięga? Czy to możliwe, że Samuel jest tylko zdolnym aktorem, a w rzeczywistości wiedział dobrze, że jego dziewczyna była w ciąży? Nawet gdyby Sarze to umknęło, on musiałby zauważyć zmiany, choćby wtedy, gdy przytulał Katie – i w prosty sposób domyśliłby się, że to nie on jest ojcem. W domu Fisherów nie było synów, więc to on miał otrzymać ich gospodarstwo – gdyby tylko udało mu się zdobyć Katie. A farma w hrabstwie Lancaster to był wielki skarb; na rynku nieruchomości zdarzało się niekiedy, że ich wartość liczono w milionach dolarów. Gdyby Katie urodziła dziecko, a potem wyszła za jego ojca, Samuel zostałby na lodzie. Motyw morderstwa był jasny – ale wskazywał na kompletnie innego podejrzanego.

– Wydaje mi się, że musisz porozmawiać z Katie – powiedziała łagodnie Ellie. – Ja nie odpowiem ci na te pytania.

– Mieliśmy być razem. Tak mi mówiła – jęknął Samuel drżącym głosem. Nie płakał, ale oczy lśniły mu od łez. Złamane serca mają też to do siebie, że nie da się znieść ich widoku, nie dzieląc choćby cząstki cierpienia. Samuel odwrócił się od Ellie, garbiąc plecy. – Wiem, że Pan nakazuje mi jej wybaczyć, ale w tej chwili nie mogę tego uczynić. W tej chwili chcę wiedzieć tylko jedno: z kim wtedy była.

Ellie skinęła głową. Nie ty jeden, dodała w myślach.

Wokół filarów mostu kolejowego wiły się pnącza, wyciągając swoje długie ramiona w kierunku podziałki poziomu wody i nitów spajających stal z betonem. Katie podwinęła dżinsy, zdjęła buty, potem skarpetki i weszła za Adamem do płytkiej przybrzeżnej wody. Ostre kamyki kłuły ją w podkulone stopy, a te gładsze były śliskie; czuła, jak jej pięty się z nich zsuwają. Kiedy oparła się o filar, aby nie stracić równowagi, nagle poczuła dłonie Adama na ramionach.

– Jest rok tysiąc osiemset siedemdziesiąty ósmy, grudzień – szepnął. – Pada marznący deszcz, szaleje burza powodująca gołoledź. Dwustu trzech pasażerów wyrusza do Nowego Jorku na święta pociągiem Pennsylvania Line. W tym miejscu, na samym skraju mostu, pociąg wypada z torów. Wagony toną w lodowatej wodzie. Sto osiemdziesiąt sześć osób traci życie.

Poczuła ciepło jego oddechu na szyi, przy samym ramieniu, ale po chwili, równie nagle, Adam odsunął się od niej.

– Więc dlaczego nie ma tutaj stu osiemdziesięciu sześciu duchów?

– Można śmiało założyć, że rzeczywiście one tu są, ale widziano tylko jednego. Kobietę nazwiskiem Edye Fitzgerald. Są na to świadkowie. – Adam wyszedł z powrotem na brzeg, wziął do rąk długą, płaską skrzynkę z mahoniu i zaczął majstrować przy zamku. – Edye i John Fitzgeraldowie jechali do Nowego Jorku w podróż poślubną. John przeżył katastrofę. Podobno chodził z ratownikami na miejsce tragedii i wołał żonę po imieniu. Kiedy odnaleziono i zidentyfikowano jej zwłoki, pojechał do Nowego Jorku, sam, wynajął apartament dla nowożeńców w jakimś wytwornym hotelu i odebrał sobie życie.