Katie spojrzała na mnie, a potem z powrotem na niego. Coop uśmiechnął się szeroko.
– No dobrze. Może najpierw powiedz, jak się czujesz.
– W porządku – odparła nieufnie. – Na tyle dobrze, że wcale nie potrzebuję z panem rozmawiać.
– Rozumiem, dlaczego tak mówisz – powiedział Coop miłym głosem. – Wielu ludzi, którzy nigdy w życiu nie rozmawiali z psychiatrą, czuje podobnie. Ale potem okazuje się, że o osobistych sprawach łatwiej pogadać z obcymi ludźmi niż z rodziną.
Wiedziałam, że Coop widzi i zauważa to samo co ja: że Katie minimalnie się odprężyła, że rozluźniły się jej dłonie zaciśnięte w pięści. Słuchałam razem z nią jego płynącego, falującego głosu, widziałam, jak patrzy jej prosto w oczy i zastanawiałam się, czy komuś kiedyś udało się ukryć przed tym człowiekiem jakiś sekret. Coop promieniował swoistym ciepłem, niewymuszonym urokiem, który sprawiał, że momentalnie miało się wrażenie intymnej zażyłości.
Z drugiej strony, w moim wypadku nie było to jedynie wrażenie.
Otrząsnęłam się, koncentrując uwagę na pytaniu, które psychiatra zadał mojej klientce.
– Czy możesz mi opowiedzieć o swoich relacjach z rodzicami?
Katie spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie zrozumiała. Standardowe pytanie z klinicznego wywiadu psychologicznego, zadane dziewczynie z rodziny amiszów, zabrzmiało niemądrze i mało inteligentnie.
– Rodzice to rodzice – odpowiedziała z wahaniem.
– Spędzasz z nimi dużo czasu?
– Ja, przy pracy w polu, w kuchni, podczas posiłków i przy modlitwie. – Spojrzała na Coopa, unosząc brwi. – Cały dzień.
– Czy jesteś blisko z mamą? Przytaknięcie.
– Już tylko ja jej zostałam.
– Czy miałaś w życiu jakieś ataki, urazy głowy?
– Nie.
– A może ostre bóle brzucha?
– Kiedyś, raz – uśmiechnęła się. – Jak mój brat powiedział, że nie zjem naraz dziesięciu kwaśnych jabłek.
– Ale ostatnio… nie? – Katie potrząsnęła głową. – A czy zdarzyło ci się, że nie potrafiłaś sobie przypomnieć, co się działo… Że nagle dotarło do ciebie, że minęło kilka godzin, a ty nie pamiętasz, gdzie byłaś ani co robiłaś?
Słysząc to pytanie Katie, nie wiadomo dlaczego, oblała się rumieńcem. I zaprzeczyła.
– Czy miałaś kiedyś halucynacje? Widziałaś rzeczy, których nie ma?
– Czasami widzę moją siostrę…
– Która nie żyje – wtrąciłam.
– Utopiła się w stawie – wyjaśniła Katie. – Kiedy siadam nad brzegiem, to ona też tam przychodzi.
Coop nie mrugnął nawet okiem, jakby to, że ktoś widuje duchy, było najzwyklejszą rzeczą pod słońcem.
– Czy siostra rozmawia z tobą? – zapytał. – Mówi ci, co masz robić?
– Nie. Tylko jeździ na łyżwach.
– Martwi cię to, że ją widzisz?
– Absolutnie nie.
– Czy byłaś kiedyś ciężko chora? Tak, żeby leżeć w szpitalu?
– Nie. Dopiero teraz.
– Pomówmy o tym – zaproponował Coop. – Czy wiesz, dlaczego trafiłaś do szpitala?
Policzki Katie zapłonęły czerwienią. Opuściła wzrok.
– Kobieca dolegliwość.
– Lekarze twierdzą, że urodziłaś dziecko.
– To pomyłka – odparła. – Nie urodziłam żadnego dziecka. Coop nie przejął się, słysząc to zaprzeczenie.
– Ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś miesiączkować, Katie?
– Dwanaście.
– Czy mama wyjaśniła ci, co się z tobą dzieje?
– Co nieco. Ale ja i tak wiedziałam, o co chodzi. Widziałam już zwierzęta i tak dalej.
– Czy rodzice rozmawiają z tobą o seksie? Katie, zgorszona, otworzyła szeroko oczy.
– Oczywiście, że nie. Nie wypada przed ślubem rozmawiać z dziewczyną o takich rzeczach.
– Kto powiedział, że to nie wypada?
– Pan Bóg – padła natychmiastowa odpowiedź. – Kościół. Moi rodzice.
– Czy rodzice bardzo by się gniewali, gdyby się dowiedzieli, że z kimś sypiasz?
– Przecież z nikim nie sypiam.
– Rozumiem, ale co by się stało, gdyby było inaczej?
– Byliby bardzo rozczarowani – odparła szybko Katie. – A ja dostałabym bann.
– Co to takiego?
– To kara za złamanie zasad, kiedy biskup się dowie. Trzeba wyznać winę, a potem jest się wykluczonym ze wspólnoty, przynajmniej na krótki czas. – Jej głos ucichł, przeszedł w szept: – Wszyscy się od ciebie odcinają i już.
Po raz pierwszy udało mi się spojrzeć oczami Katie: to był stygmat wyrzutka w społeczności ponad wszystko ceniącej sobie identyczność.
– Gdybyś miała kłopoty – padło kolejne pytanie – to poprosiłabyś o pomoc mamę czy ojca?
– Zaczęłabym się modlić – odpowiedziała – a co by się dalej ze mną stało, to już by była wola Pana.
– Czy piłaś już w życiu alkohol albo próbowałaś narkotyków? Ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu, Katie przytaknęła.
– Wypiłam kiedyś dwa piwa i do tego likier miętowy. Razem z moją bandą.
– Z jaką… bandą?
– Nazywamy się Iskierki. To jest grupa, do której należę ja i moi przyjaciele. U nas młodzi ludzie w moim wieku często łączą się w bandy. Kiedy zaczynają się Rumspringa.
– Rumspringa?
– Zielone lata. Ma się wtedy mniej więcej czternaście albo piętnaście lat.
Coop spojrzał na mnie, ale ja tylko uniosłam brwi. Pierwszy raz słyszałam o czymś takim.
– Powiedz nam w takim razie, dlaczego przyłączyłaś się do Iskierek.
– Bo mi odpowiadało ich towarzystwo. Potrafią się bawić, ale nie szaleją za bardzo. Paru chłopaków kupuje dla nas piwo w „Turkey Hill”, a potem ścigamy się ich bryczkami po północy na autostradzie. Dla takich, co lubią bardziej poszaleć, są Breneki albo Walety – ci to urządzają potańcówki, jeżdżą sobie w biały dzień, na oczach wszystkich i naprawdę robią się Sod, tacy… światowi. A my spotykamy się w niedzielę wieczorem i śpiewamy hymny. Najczęściej. Bo czasami – przyznała się wstydliwie – robimy inne rzeczy.
– Na przykład?
– Pijemy trochę. Tańczymy. To znaczy, teraz, jak zaczyna się coś dziać, to ja już się nie przyłączam. Kiedy skończy się śpiewanie, od razu wracam do domu.
– Dlaczego?
Katie zanurzyła dłonie w trawie, zacisnęła palce.
– Bo jestem już ochrzczona. Coop ze zdziwienia uniósł brwi.
– To nie ochrzczono cię zaraz po urodzeniu?
– Nie, u nas chrzest jest później, jak się już dorośnie. Ja go przyjęłam w zeszłym roku. To jest decyzja, aby stanąć przed Bogiem i zgodzić się żyć tak, jak nakazuje Ordnung, czyli te zasady, o których mówiłam.
– Czy rodzice wiedzieli, że chodzisz na te śpiewania, pijesz alkohol i tańczysz?
Katie spojrzała w stronę domu.
– Rodzice zawsze wiedzą, kiedy ich dzieci coś kombinują. Udają tylko, że nic nie widzą i mają nadzieję, że dzieciaki nie wpakują się w coś naprawdę groźnego.
– Dlaczego tolerują takie zachowania, a mimo to byliby rozczarowani, dowiedziawszy się, że rozpoczęłaś życie seksualne?
– Bo to grzech. Kiedy się spotykamy na śpiewaniach… To jest taka zabawa w Anglików. Rodzice wierzą, że kiedy ich dzieci raz albo dwa razy tego spróbują, to im nie zaszkodzi, bo i tak wyrzekną się potem rzeczy doczesnych i będą odpowiedzialnie żyć jak dobrzy prości ludzie.
– I dzieci też przeważnie w to wierzą?
– Ja.
– Dlaczego?
– Wszyscy ich przyjaciele, cała rodzina, to są sami amisze. Jeżeli nie przyłączą się do kościoła, to będą inni niż wszyscy. A poza tym, żeby wziąć ślub, trzeba być ochrzczonym.