Выбрать главу

– Co?! – Jacob szybko otrząsnął się z szoku, odzyskał panowanie nad sobą i dodał: – To musi być jakaś pomyłka.

Munro wzruszyła ramionami.

– Tylko proszę nie strzelać do posłańca. Czy wiedział pan, że pańska siostra była w ciąży?

Na twarzy Jacoba odbiło się zaskoczenie, którego nie udało mu się ukryć.

– Moja siostra… urodziła dziecko?

– Na to wygląda. I zarzuca się jej, że po urodzeniu je zabiła. Potrząsnął głową.

– To największy nonsens, jaki w życiu słyszałem.

– Tak? To może spróbuje pan popracować tam, gdzie ja. Kiedy ostatni raz widział się pan z siostrą?

– Trzy, cztery miesiące temu. – Policzył szybko.

– Czy przedtem odwiedzała pana regularnie?

– Trudno to tak nazwać – odpowiedział wykrętnie.

– Rozumiem. Panie Fisher, czy podczas wizyt tutaj pańska siostra nawiązała jakieś znajomości, przyjaźnie, może związki uczuciowe?

– Ona się tutaj z nikim nie spotykała – odpowiedział Jacob.

– Niemożliwe. – Policjantka błysnęła zębami. – Nie przedstawił jej pan swojej dziewczyny? Albo na przykład kolegi ze służbowego gabinetu?

– Była bardzo onieśmielona i cały czas spędzała tylko ze mną.

– I nigdy nie zostawił jej pan samej? Nie pozwolił iść do biblioteki, na zakupy, do wypożyczalni wideo?

Jacob myślał gorączkowo o zeszłej jesieni, kiedy tak często zostawiał Katie w domu i szedł na zajęcia. W domu podnajmowanym od faceta, który z jakiegoś powodu przełożył wyjazd na badania, i to trzy razy. Spojrzał beznamiętnym wzrokiem na policjantkę.

– Musi pani zrozumieć, że moja siostra i ja to dwa zupełnie odrębne gatunki. Ona jest amiszką z krwi i kości, we śnie i na jawie. Wyprawy do mnie, do miasta – to był dla niej sprawdzian. Nawet jeśli rzeczywiście miała tutaj z kimś styczność, spłynęło to po niej jak woda po kaczce.

Munro odwróciła czystą stronę w notesie.

– Dlaczego już nie należy pan do amiszów? To przynajmniej było bezpieczne pytanie.

– Chciałem kontynuować naukę. Jest to niezgodne z zasadami życia prostych ludzi. Kiedy po skończeniu podstawówki terminowałem u stolarza, poznałem pewnego nauczyciela języka angielskiego, który uczył w szkole średniej. Pożyczył mi do domu stertę książek. Każda z nich była dla mnie na wagę złota. A kiedy podjąłem decyzję, że chcę się dalej uczyć, wiedziałem, że zostanę usunięty z kościoła.

– Rozumiem, że skomplikowało to nieco pana stosunki z rodzicami.

– Można to tak określić – zgodził się Jacob.

– Powiedziano mi, że pański ojciec uważa pana za zmarłego.

– Nie widujemy się – odpowiedział ze ściśniętym nagle gardłem.

– Skoro ojciec wydalił pana z domu za to, że chciał pan zdobyć dyplom, to co, pana zdaniem, zrobiłby, gdyby pańska siostra urodziła nieślubne dziecko?

Jacob obracał się w tym świecie wystarczająco długo, aby zrozumieć jego system prawny. Pochylił się w fotelu i zapytał:

– Który z członków mojej rodziny został przez was oskarżony?

– Katie – odparła Munro beznamiętnie. – Jeżeli naprawdę jest taką amiszką z krwi i kości, jak pan ją opisuje, to możliwe, że nie cofnęłaby się przed niczym, nawet przed morderstwem, aby tylko móc pozostać we wspólnocie, a ojciec nie dowiedział się o dziecku. Mogła więc ukryć ciążę, a po porodzie pozbyć się noworodka.

– Jeśli naprawdę jest taką amiszką, jak ją opisuję, to do niczego takiego nie mogłoby dojść. – Jacob wstał gwałtownie i otworzył drzwi. – Pani wybaczy. Mam pilną pracę.

Zamknął drzwi i stał z ręką na klamce, nasłuchując cichnących kroków policjantki. Potem wrócił za biurko i podniósł słuchawkę telefonu.

– To ty, ciociu? – zapytał chwilę później. – Co się dzieje, do licha ciężkiego?

Kiedy niedzielne nabożeństwo dobiegło końca, Katie poczuła zawroty głowy i nie był to wyłącznie skutek działania dokuczliwych letnich upałów, spotęgowany jeszcze przez stłoczenie tak wielkiej liczby ludzi w jednym małym domu; biskup ogłosił spotkanie członków kościoła. Ci spośród przybyłych, którzy jeszcze nie zostali ochrzczeni, zaczęli wychodzić z domu – mogli usiąść sobie w stodole, gdzie czekał poczęstunek. Ellie zaś pochyliła się do ucha Katie.

– Co oni robią? – zapytała.

– Muszą wyjść. Ty też. – Katie zauważyła, że Ellie patrzy na jej drżące dłonie i wsunęła je pod uda.

– Nie ruszę się stąd.

– Musisz – powtórzyła Katie z naciskiem. – Tak będzie łatwiej. Ellie zmierzyła ją spojrzeniem sowy, szeroko otwartymi oczami; czasami Katie bawiła ta jej mina.

– Ciężka sprawa – powiedziała. – Powiedz im, niech zaczynają i nie zwracają na mnie uwagi.

W końcu jednak biskup Ephram sam zaakceptował obecność Ellie na spotkaniu członków kościoła.

– Katie Fisher – wezwał jeden z pastorów.

Katie wydawało się, że nie da rady wstać, tak bardzo trzęsły się jej kolana. Czuła na sobie wiele spojrzeń: Ellie, Mary Esch, mamy, nawet Samuela. Ludzi, którzy staną się świadkami jej wstydu.

W sumie to było zupełnie nieważne, czy urodziła dziecko, czy go nie urodziła. I tak nie miała najmniejszego zamiaru omawiać swoich prywatnych spraw przed całym zgromadzeniem, choćby Ellie jeszcze raz powtórzyła to wszystko, co kładła jej do głowy na temat sądów kapturowych oraz gwarantowanych konstytucją praw człowieka. Katie wpojono święte przekonanie, że zamiast się bronić, lepiej przyjąć odpowiedzialność, a wraz z nią – uzdrowienie. Odetchnęła głęboko i podeszła do pastorów.

Uklękła na podłodze, czując, jak kant dębowej deski wbija się w jej skórę; błogosławiła ten ból, bo odrywał myśli od tego, co miało zaraz nastąpić. Pochyliła głowę, a biskup Ephram zaczął mówić:

– Dotarło do naszej wiadomości, że nasza młodsza siostra splamiła się grzechem ciała.

Katie czuła, jak ogarniają ją płomienie: twarz, pierś, aż po same końce palców. Biskup spojrzał na nią:

– Czy ten zarzut jest prawdą?

– Tak – szepnęła i mogłaby przysiąc, że w tym momencie wśród panującej ciszy usłyszała zawiedzione westchnienie Ellie, chociaż być może była to tylko jej wyobraźnia.

Biskup zwrócił się teraz do zgromadzenia:

– Czy zgadzacie się, aby wyznaczyć dla Katie czas, podczas którego będzie mogła rozważyć swój grzech i wzbudzić w sobie skruchę, a dopóki ten czas nie upłynie, nałożyć na nią bann?

Wszyscy obecni po kolei wyrażali swoje zdanie – głos za albo przeciw karze dla Katie. Rzadko się zdarzało, aby w sprawach takich jak ta ktoś próbował głosować na nie; w końcu jakież to pocieszenie, zobaczyć grzesznika wyznającego swe winy i rozpoczynającego kurację mającą przywrócić go do zdrowia! Ich bin einig, trzy słowa padały raz za razem. Godzę się. Każdy członek zgromadzenia powtarzał tę formułkę, kiedy przyszła jego kolej.

Dzisiejszego wieczoru kościół odwróci się od Katie. Będzie musiała jadać przy osobnym stole, z dala od swojej rodziny. Bann potrwa sześć tygodni; nikomu nie zabroni się mówić do niej ani jej kochać, ale mimo to Katie będzie żyć sama, oddzielona od wszystkich. Klęcząc z pochyloną nisko głową, rozpoznawała po kolei łagodne głosy swoich ochrzczonych przyjaciółek, ociągające się westchnienie swojej matki, dobitną, brzmiącą zdecydowaniem deklarację swojego ojca. A potem usłyszała głos, który znała lepiej niż wszystkie poprzednie, głęboki, szorstki bas Samuela:

– Ich bin… – Urwał, zająknąwszy się. – Ich bin… – Czy to możliwe, że się sprzeciwi? Że będzie jej bronił, zapomni o tym, co zaszło?