– Owszem, wysoki sądzie – odpowiedział George.
– Czy któreś z państwa chce zgłosić jakieś wnioski? Ach, tak, pani Hathaway postuluje zamknięcie sali rozpraw przed prasą. Najlepiej będzie załatwić to od ręki. Proszę.
Ellie odchrząknęła.
– Przede wszystkim uczestnictwo w procesach jest sprzeczne z religią mojej klientki, wysoki sądzie. Niemniej jednak, nawet pominąwszy tę kwestię, członkowie wspólnot amiszów niechętnie się fotografują, ponieważ mają w zwyczaju stosować się słowo w słowo do litery Pisma Świętego. „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko” – zacytowała. – Księga Wyjścia, rozdział dwudziesty, werset czwarty. Na to wtrącił się George:
– Wysoki sądzie, w naszym kraju obowiązuje zasada rozdzielności kościoła od państwa, i to już od dwustu lat.
– Nie chodzi tylko o Biblię. – Ellie nie dała sobie przerwać. – Amisze uważają, że kiedy zrobi się komuś zdjęcie, grozi to tym, że ten ktoś zacznie za dużo myśleć o sobie albo zechce wyrobić sobie głośne nazwisko, co jest sprzeczne z ich zasadą życia w pokorze. – Spojrzała twardym wzrokiem na sędzinę. – Dla Katie Fisher już samo stawienie się na rozprawie stanowi ryzyko sprzeniewierzenia się własnej religii, wysoki sądzie. Jeżeli tej farsy naprawdę nie da się uniknąć, to możemy przynajmniej stworzyć dla mojej klientki niekrępujące warunki.
Sędzina odwróciła wzrok.
– Panie Callahan? George wzruszył ramionami.
– Jasne. Oczywiście. Stwórzmy niekrępujące warunki dla oskarżonej, a przy okazji poślijmy do więzienia stanowego puchowe piernaty dla skazanych i szefa kuchni z pięciogwiazdkowej restauracji, żeby im pichcił przysmaki. Z całym szacunkiem dla mecenas Hathaway oraz religii jej klientki: ta sprawa ma charakter ogólnospołeczny, ponieważ dotyczy morderstwa członka społeczeństwa. A prasa ma prawo, gwarantowane pierwszą poprawką do konstytucji, przekazywać informacje na ten temat do wiadomości publicznej. Katie Fisher, w momencie złamania zasadniczych zakazów prawa, wyrzekła się tym samym pewnych przysługujących jej konstytucyjnych przywilejów. – Zwrócił się wprost do Ellie: – Wizerunki to jedno, ale jest jeszcze coś takiego, jak na przykład piąte przykazanie, „Nie zabijaj”. Skoro nie chciała rozgłosu, to po co zamordowała dziecko?
– Nikt jak dotąd nie udowodnił, że moja klientka jest winna morderstwa – odgryzła się Ellie. – Wysoki sądzie! Rozmawiamy o kwestiach religii, tymczasem pan Callahan pozwala sobie na drwiny i naprawdę mało brakuje, aby dopuścił się zniesławienia. Moim zdaniem…
– Znam pani zdanie, pani mecenas. Wyraziła je pani aż nazbyt jednoznacznie. Nie zabronię dziennikarzom wstępu na salę rozpraw, ale nie wolno im będzie używać aparatów fotograficznych ani kamer wideo. -
Sędzina przewróciła stronę dokumentów z teczki. – Uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz, pani Hathaway. W związku z charakterem domniemanego przestępstwa nasuwa się oczywiste przypuszczenie, że zamierza pani powoływać się na brak poczytalności oskarżonej. Z pewnością wie pani jednak, że upłynął już ostateczny termin zawiadomienia o planowanej linii obrony.
– Wysoki sądzie, termin ten można wydłużyć, jeżeli istnieje ku temu istotny powód. Powodem tym jest to, że moją klientkę musi zbadać psychiatra sądowy, zanim w ogóle zacznę planować obronę. Jednakowoż wysoki sąd nie orzekł jeszcze w kwestii złożonego przez mnie wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego.
– Ach, tak. – Sędzina podniosła z biurka kartkę ozdobioną na marginesie różyczkami; był to papier do drukarki atramentowej, na którym Leda wydrukowała dokument przekazany jej przez Ellie na dyskietce. – Muszę przyznać, że to najładniejszy wniosek, jaki widziałam w życiu.
Ellie jęknęła pod nosem.
– Przepraszam za to, wysoki sądzie. Pracuję obecnie w dosyć… skromnych warunkach. – Słysząc ciche, szydercze rżenie George'a, zwróciła się do sędziny stanowczym głosem: – Zanim zaplanuję linię obrony i będę mogła o niej zawiadomić, proszę, aby sąd zapłacił za badanie psychiatryczne.
– Zaraz, zaraz – wtrącił się George. – Skoro tak, to ja też chcę dostać sądowego psychiatrę. Oskarżenie też musi ją przebadać.
– Po co? Ja proszę tylko o pieniądze na honorarium dla lekarza specjalisty, abym mogła podjąć decyzję, jak mam bronić swoją klientkę. Jeszcze nie powiedziałam, że powołam się na niepoczytalność. Stwierdzam tylko fakt, że jestem adwokatem, a nie psychiatrą. Jeśli zdecyduję się na taką właśnie linię obrony, poinformuję o tym sąd i oskarżenie będzie mogło przysłać do mojej klientki własnego lekarza na badanie, ale dopóki to nie nastąpi, nie dopuszczę do niej żadnego państwowego psychiatry.
– Może pani wynająć psychiatrę – powiedziała sędzina. – Jakiej kwoty pani potrzebuje?
Ellie gorączkowo zaczęła szukać w pamięci.
– Tysiąc dwieście dolarów, maksymalnie dwa tysiące. – Przypomniała sobie wysokość przeciętnego honorarium.
– Dobrze. Dostanie pani dwa tysiące, ale nie więcej, chyba że zdoła pani umotywować potrzebę takiego wydatku. Jeśli pozostały państwu jeszcze jakieś wnioski do złożenia, chcę je mieć na biurku w przeciągu trzydziestu dni. Ostatnie rozpatrzenia przedprocesowe wyznaczam za sześć tygodni od dnia dzisiejszego. Czy tyle czasu państwu wystarczy?
Ellie i George mruknęli potakująco. Sędzina wstała.
– Zechcą mi państwo wybaczyć. Czekają na mnie w sądzie. – Wyszła bez ceremonii, nie czekając na ich reakcję. Zostali we dwoje w gabinecie.
Ellie zbierała swoje dokumenty, a George zamknął wieczne pióro i schował je do wewnętrznej kieszeni marynarki.
– No? – zagadnął z drwiącym uśmieszkiem. – To jak się doi krowy?
– Nie wiesz, wieśniaku?
– Pracuję na prowincji, ale studia kończyłem w Filadelfii, tak samo jak ty.
Ellie wstała z krzesła.
– George, zrób coś dla mnie. Idź sobie. Gnoju mam ostatnio dosyć tam, gdzie mieszkam, nie muszę go szukać w pracy.
Prokurator zaśmiał się i wziął ze stołu swój neseser. Wychodząc, otworzył drzwi przed Ellie.
– Też bym miał wredny nastrój, gdybym musiał prowadzić taką prze sraną sprawę.
Minęła go, nie zaszczyciwszy spojrzeniem.
– Nie myśl tyle – rzuciła przez ramię – bo się przeforsujesz.
Podczas następnej sesji Coop poprosił Katie, żeby cofnęła się pamięcią do dni poprzedzających narodziny dziecka. Miał nadzieję, że to odblokuje jej wspomnienia, ale po godzinie starań wciąż nie było większych efektów; przełom nie nastąpił.
– No dobrze. – Pochylił się w stronę Katie. – Robiłaś pranie. Opowiedz mi, co poczułaś w tym momencie, kiedy sięgnęłaś do kosza z mokrymi ubraniami.
Katie zamknęła oczy.
– Było mi miło. Chłodno. Wyjęłam koszulę taty i otarłam nią twarz, bo słońce strasznie grzało.
– Czy było ci ciężko się pochylić? Zmarszczyła brwi.
– Kłuło mnie w plecach, kiedy się nachyliłam. Czasami tak się robi, kiedy zbliżają się moje dni.
– Czy dużo czasu upłynęło od ostatniego razu?
– Dużo – przyznała Katie. – Zastanawiałam się nad tym, kiedy wieszałam swoje reformy do wyschnięcia.
– Wiedziałaś, że ustanie miesiączek oznacza zajście w ciążę? – zapytał Coop łagodnie.
– Ja, ale już przedtem czasami mi się spóźniało. – Katie zaczęła skubać rąbek fartucha. – Powtarzałam to sobie. Coop zmrużył oczy.
– Dlaczego?
– Bo… bo… – Katie poczerwieniała, skrzywiła twarz.
– Powiedz – ponaglił ją.
– Kiedy pierwszy raz nie dostałam w ogóle – z oczu Katie polały się łzy – powiedziałam sobie, że to nic takiego. I na jakiś czas pomogło. Przestałam się martwić. Ale zaczęłam się bardzo męczyć. Po kolacji tak chciało mi się spać, że ledwo trzymałam się na nogach. A przy zakładaniu fartucha ciężko było wpiąć szpilki w te same dziurki co zawsze. – Wzięła wdech, drżąc na całym ciele. – Przyszło mi na myśl, że… że mogę być… Ale nie zrobiłam się przecież duża, tak jak mama, kiedy spodziewała się Hannah. – Katie wypuściła z palców fartuch, położyła dłonie na brzuchu. – Nic nie było widać. Nic a nic.