Выбрать главу

– Czy czułaś, jak coś się w tobie porusza? Kopie?

Katie milczała tak długo, że Coop chciał już zadać inne pytanie, lecz nagle dobiegł go jej głos, cichy i smutny:

– Czasami budziło mnie to w nocy.

Coop wyciągnął rękę, ujął Katie pod brodę, zmusił, by spojrzała mu w oczy.

– Katie, powiedz mi: tego dnia, kiedy wieszałaś bieliznę, kiedy tak bolały cię plecy, domyśliłaś się czegoś. Czego?

Opuściła wzrok.

– Że jestem w ciąży – szepnęła.

Zamarł, słysząc, jak Katie przyznaje się do tego, czemu tak długo zaprzeczała.

– Powiedziałaś o tym mamie?

– Nie mogłam.

– Nie powiedziałaś nikomu? Potrząsnęła głową.

– Tylko Bogu. Prosiłam Go o pomoc.

– Tej ostatniej nocy musiały obudzić cię skurcze. O której to było godzinie?

– Nie było skurczów.

– W porządku – zgodził się Coop. – W takim razie o której godzinie wstałaś i poszłaś do obory?

– Nie poszłam do obory.

Pomasował sobie grzbiet nosa, głęboko pomiędzy oczami.

– Katie, kiedy wieczorem tamtego dnia kładłaś się do łóżka, czy zdawałaś sobie sprawę z tego, że jesteś w ciąży?

– Tak.

– A czy byłaś w ciąży, kiedy obudziłaś się następnego dnia rano?

– Nie – odpowiedziała. – Zniknęło. Nagle się spostrzegłam, że już go nie ma.

– W takim razie coś musiało się wydarzyć pomiędzy zaśnięciem a przebudzeniem. Co się wydarzyło?

Katie zamrugała oczami, znowu bliska łez.

– Bóg wysłuchał mojej prośby.

Ellie i Coop, na mocy milczącej umowy, nie rozmawiali o nieudanym wieczorze sprzed kilku dni. Odnosili się do siebie po koleżeńsku, czyli uprzejmie i profesjonalnie. Ellie wysłuchała sprawozdania z najnowszej sesji, którą Coop odbył z Katie, starając się nie myśleć o tym, że coś jest nie tak, że czegoś brakuje.

W dyskretnym zaciszu obory Coop zrelacjonował moment przyznania się Katie do ciąży, obserwując, jak Ellie obraca w myślach te nowe informacje.

– Mówisz, że płakała?

– Tak – odpowiedział.

– To by mógł być dowód skruchy.

– Płakała, ale nie nad dzieckiem, tylko nad tym, czego sobie narobiła. Jeśli zaś chodzi o okoliczności poczęcia, to nadal niczego nie pamięta. Amnezja. A dziecka nie urodziła, tylko dotknął ją palec boży.

Ellie uśmiechnęła się słabo.

– No, to by był oryginalny argument na obronę.

– Chcę ci tylko uświadomić, że za wcześnie jeszcze na fetowanie zwycięstwa. Ukrywała ciążę, a dzisiaj się do tego przyznała.

1 to właśnie jest podejrzane. Często ludzie cierpiący na amnezję przyswajają sobie fałszywe wspomnienia, na przykład to, co przeczytali w prasie albo usłyszeli od rodziny. Co gorsza, kiedy już raz opowiedzą na głos tę fałszywą wersję wydarzeń, zaczynają w nią święcie wierzyć, chociaż nie musi wcale być zgodna z prawdą. Załóżmy jednak – bo w sumie czemu nie – że Katie mówi szczerze i że dopiero teraz, dziś, przypomniała sobie swoją ciążę. Może przyzna się i do innych rzeczy w miarę, jak jej mechanizmy obronne zaczną odmawiać posłuszeństwa. A może nie. To, co się dziś wydarzyło, ułatwi Katie powrót do zdrowia, ale tobie nie pomoże w jej obronie – w końcu nikt, oprócz niej samej, nigdy nie wątpił, że urodziła to dziecko. A ukrywanie ciąży nie jest normalne, ale nie jest też niezgodne z prawem.

– Wiem, o co oskarża się moją klientkę – burknęła Ellie.

– Wiem, że ty to wiesz – odparł Coop. – A Katie?

Adam stanął za jej plecami, zacisnął palce na jej dłoniach, trzymających widełki różdżki.

– Gotowa? – spytał szeptem. W oddali zahuczała sowa. Ruszyli przed siebie, brzegiem stawu, a zeschnięte źdźbła trawy chrzęściły pod podeszwami ich butów. Katie czuła oszalały łomot serca Adama, który wydawał się zdenerwowany w równym stopniu co ona. Nie mogła tego zrozumieć; przecież on nie miał nic do stracenia, nic mu nie groziło.

Widełki szarpnęły się w ich dłoniach, a Katie instynktownie przywarła plecami do piersi Adama. Mruknął pod nosem coś, czego nie zrozumiała; wspólnymi siłami próbowali zapanować nad szamoczącą się różdżką, aby nie strząsnęła z siebie ich dłoni.

– Pokaż mi tamten dzień – poprosił. Katie zamknęła oczy. Wyobraziła sobie mróz, który wtedy czuła; wystarczyło ścisnąć nos palcami i już można było oddychać tylko przez usta, a kiedy trzeba było zdjąć rękawiczki, żeby przywiązać do butów łyżwy, palce robiły się jak serdelki, grube i czerwone. Wyobraziła sobie Hannah, wyjeżdżającą na sam środek stawu, znów usłyszała jej okrzyk, pełen wniebowziętej radości, zobaczyła szal łopoczący w ślad za nią. Wyobraziła sobie złociste włosy siostry przebłyskujące przez jej kapp. A najżywiej pamiętała ten moment, kiedy szły, trzymając się za ręce, śliską ścieżką zbiegającą z pagórka nad staw; dłoń Hannah spoczywała w dłoni Katie, mała, ciepła i ufna, a w jej uścisku była niezłomna pewność, że starsza siostra nie pozwoli upaść.

Różdżka znieruchomiała, a Katie, słysząc, jak Adam zachłystuje się powietrzem, otworzyła oczy.

– Podobna do ciebie jak bliźniaczka – szepnął.

Hannah mknęła na łyżwach przed siebie, oddalając się od nich, kręcąc ósemki piętnaście centymetrów ponad lustrem wody.

– Woda w stawie była wtedy wyżej – zauważył Adam. – Dlatego wygląda tak, jakby płynęła nad powierzchnią.

– Ty ją widzisz – powiedziała cicho Katie, czując, jak niepokój ustępuje miejsca radości. Upuściła różdżkę na ziemię i przytuliła się do Adama. – Widzisz moją siostrę! – Tu ogarnęły ją spóźnione podejrzenia. Odsunęła się od niego, zabierając się do przesłuchania. – Jakiego koloru ma łyżwy?

– Czarne. Wysłużone, jak po starszej siostrze.

– A sukienkę?

– Zielonkawą. Jasnozieloną, jak sorbet. – Adam zaprowadził Katie na ławkę stojącą nad brzegiem. – Opowiedz mi o tym. Co się wtedy stało?

Katie odmalowała dla niego słowami tamten dzień: Jacob wymknął się do obory i zniknął wszystkim z oczu, ona śniła na jawie o cekinach na kostiumie łyżwiarki z gazety, a łyżwy Hannah zgrzytały po cienkim lodzie.

– Miałam jej pilnować, a myślałam tylko o sobie – zakończyła, smutniejąc. – To wszystko przeze mnie.

– Nie możesz tak myśleć. To był wypadek, tragiczny wypadek, nic więcej. – Adam dotknął policzka Katie. – Spójrz na nią. Jest szczęśliwa. To się czuje.

Uniosła głowę, szukając oczami jego oczu.

– Mówiłeś mi, że ci, którzy powracają jako duchy, pozostawili na tym świecie ból i cierpienie. Skoro więc ona jest taka szczęśliwa, to dlaczego wciąż ją tutaj widać?

– Mówiłem ci co innego – zwrócił jej łagodnie uwagę. – Ci, którzy powracają, mają z tym światem związek emocjonalny. Czasami przyciąga ich cierpienie, czasami złość… Ale czasem jest to właśnie miłość, Katie. – Jego słowa zawisły pomiędzy nimi niczym przejrzysta mgła. – Niektórzy z nich zostają tutaj, bo nie chcą znosić rozłąki z kimś bardzo bliskim.

Gdy pochylił się ku niej, nawet nie drgnęła. Czekała, aż ją pocałuje, ale on zamarł w ostatniej chwili, kiedy ich usta dzielił już tylko jeden oddech, wytężając całą wolę, aby powstrzymać się od dotknięcia Katie.