Wiedziała, że następnego dnia on wyjedzie, zdawała sobie sprawę, że ten człowiek należy do świata, który nigdy nie będzie jej światem. Położyła dłonie na policzkach Adama.
– Wróciłbyś tutaj dla mnie? – szepnęła, wybiegając mu ustami naprzeciw.
Słysząc znienacka czyjś głos, Katie drgnęła, prawie wypuszczając z rąk uprząż dla mułów i Nuggeta, którą właśnie czyściła.
– Kazali ci przejąć moje obowiązki – powiedział Jacob, potrząsając smutno głową. – A mnie nawet nigdy nie przyszło do głowy, żeby cię o to zapytać.
Odwróciła się wystraszona, chwytając się dłonią za gardło.
– Jacob!
Wyciągnął do niej ręce. Rzuciła mu się w ramiona.
– Czy Mam wie, że…
– Nie – przerwał jej gwałtownie. – I niech tak zostanie. – Przytulił ją mocno, a potem odsunął na odległość ręki. – Katie, co się tutaj stało?
Przywarła do niego z powrotem, chowając twarz na piersi brata. Pachniał sosną i atramentem. Był jak skała, był jej oparciem, jej siłą.
– Nie wiem – szepnęła niewyraźnie. – Wydawało mi się, że wiem, ale teraz już sama nie potrafię powiedzieć.
Poczuła, że Jacob znów się od niej odsuwa, a uniósłszy wzrok, spostrzegła, że wpatruje się w jej fartuch.
– Urodziłaś dziecko – powiedział z trudem, a potem przełknął ślinę. – Kiedy ostatni raz się widzieliśmy, byłaś w ciąży.
Skinęła głową, przygryzając wargę.
– Gniewasz się na mnie?
Przesunął dłonią po jej ramieniu, zacisnął na nim palce.
– Nie gniewam się – odpowiedział, siadając na skraju stojącego obok wozu. – Żałuję.
Katie usiadła obok niego, opierając głowę na jego ramieniu.
– Ja też – szepnęła.
W niedzielę u Fisherów zjawiła się z wizytą Mary Esch. Przyjechała na łyżworolkach i przyniosła ze sobą frisbee. Ellie miała ochotę ją uściskać; pomyślała, że dręczonej powracającą pamięcią Katie dobrze zrobi chwila powrotu do życia zwykłej nastolatki, wolnej od trosk i odpowiedzialności. Zabrała się do zmywania po obiedzie, przyglądając się przez okno, jak Mary i Katie uganiają się po podwórzu za śmigającym w powietrzu odblaskowym talerzem, a ich spódnice przy każdym podskoku wzdymają się jak czasze spadochronów.
Zgrzane i zdyszane, dziewczęta rzuciły się na trawnik pod kuchennym oknem, które Ellie otworzyła, żeby przewietrzyć po obiedzie, bo wiał akurat delikatny wietrzyk. Poprzez szum puszczonej z kranu wody dobiegały ją strzępki rozmowy: „…widziałaś, jak biskupowi Ephramowi mucha usiadła na nosie…?”, „…pytał o ciebie…”, „…nie, nie czuję się bardzo samotna”.
Mary zamknęła oczy, turlając po czole zimną butelką schłodzonego napoju.
– Nie pamiętam jeszcze, żeby w lecie były aż takie upały – powiedziała.
– Wydaje ci się – odrzekła Katie z uśmiechem. – Człowiek zapomina, jak nie ma czegoś przed samym nosem.
– W każdym razie jest strasznie gorąco. – Mary odstawiła butelkę i zakryła bose stopy rąbkiem spódnicy; nie wiedziała, co dalej mówić.
– Mary, czy już jest aż tak źle, że musimy rozmawiać o pogodzie? – powiedziała cicho Katie. – Dlaczego nie zapytasz mnie o to, co naprawdę chcesz wiedzieć?
Mary spuściła wzrok.
– Bardzo jest źle, kiedy wspólnota cię odrzuci? Katie wzruszyła ramionami.
– Można wytrzymać. Trudno się robi, kiedy trzeba usiąść do stołu, ale jest przecież Ellie, która jada ze mną, a Mam stara się, żeby wszystko było jak należy.
– A twój tata?
– Dat też się stara, ale nie bardzo mu to wychodzi – westchnęła szczerze Katie. – Bywa. – Wzięła przyjaciółkę za rękę. – Za sześć tygodni wszystko będzie po dawnemu.
Ale Mary zasmuciła się tylko jeszcze bardziej.
– Nie wiem, czy to będzie możliwe, Katie.
– Jak to: nie wiesz? Na pewno! Naprawiłam swoje winy. Nawet jeśli biskup Ephram nie pozwoli mi przyjmować komunii, to mój bann się skończy.
– Nie o to mi chodzi – mruknęła Mary. – Ludzie mogą się różnie zachowywać.
Katie odwróciła się powoli.
– Jeżeli nie potrafią wybaczyć mi grzechu, to jak mogą być moimi przyjaciółmi?
– Są tacy, którzy pomimo wszystko nie będą umieli udawać, że nic się nie stało.
– Tak nie postępuje chrześcijanin – powiedziała Katie.
– Ja, ale trudno być chrześcijaninem, kiedy twoja dziewczyna zrobiła coś takiego – odparła cicho Mary, kręcąc w palcach wstążki od czepka. – Katie, Samuel chyba szuka sobie kogoś innego.
Katie poczuła, że brakuje jej powietrza, a pierś zapada się jak przygnieciona poduszka.
– Kto ci o tym powiedział?
Mary milczała, ale jej płomienny rumieniec oraz widoczne na pierwszy rzut oka skrępowanie i niechęć do rozmowy na temat tak intymny jak posiadanie własnego kawalera, powiedziały Katie z całą dokładnością, co zaszło.
– Mary Esch – szepnęła. – Nie wierzę. Jak mogłaś?
– To nie ja! On sam chciał mnie pocałować, ale go odepchnęłam! Katie zerwała się na równe nogi, z gniewu aż dygocząc na całym ciele.
– Ładna z ciebie przyjaciółka!
– Żebyś wiedziała. Jestem twoją przyjaciółką. Dlatego dziś tu przyszłam. Żebyś nie usłyszała o tym od kogoś innego.
– Źle zrobiłaś.
Mary skinęła głową, powoli, ze smutkiem. Sięgnęła po swoje rolki, leżące na ziemi, wyjęła z nich skarpetki, zawiązała sznurówki. Odjechała cicho, lekko, niknąc za zakrętem podjazdu. Nie obejrzała się za siebie.
Katie stała, z całej siły przyciskając łokcie do boków, bojąc się, że najlżejszy ruch roztrzaska ją na tysiąc kawałków. Dobiegło ją skrzypnięcie otwieranych drzwi i trzask, kiedy uderzyły z powrotem o framugę, nie obejrzała się jednak, ale dalej stała bez ruchu, patrząc daleko przed siebie, na pole, gdzie razem z jej ojcem pracował Samuel.
– Słyszałam – powiedziała Ellie, podchodząc od tyłu i dotykając jej ramienia. – Współczuję ci.
Katie stała, otwierając oczy najszerzej jak tylko potrafiła, żeby tylko łzy nie mogły się wylać. Wreszcie coś w niej pękło i rzuciła się w ramiona Ellie.
– To nie tak miało wyglądać – załkała. – Wszystko miało być zupełnie inaczej.
– Nie płacz. Wiem.
– Nic nie wiesz – zaszlochała Katie.
Ellie położyła chłodną dłoń na karku dziewczyny.
– Chyba jednak się mylisz…
Katie bardzo zależało na tym, żeby doktor Polacci ją polubiła. Dowiedziała się od Ellie, że jest to psychiatra, która dostała strasznie dużo pieniędzy za wizytę u niej na farmie oraz, że Ellie spodziewa się, że to, co doktor Polacci powie po rozmowie z Katie, okaże się niezwykle ważne i przyda jej się potem w sądzie. Wiedziała wreszcie, że odkąd przyznała się w rozmowie z doktorem Cooperem, że była w ciąży, on i Ellie zaczęli się do siebie odnosić z dziwnym chłodem; wydawało jej się, że wszystko to musi mieć jakiś wspólny mianownik.
Doktor Polacci miała puszyste czarne włosy, twarz okrągłą jak księżyc w pełni i sylwetkę rozległą niczym ocean. Swoim wyglądem i zachowaniem sprawiała, że Katie chciała zrywać się i uciekać, mając jednocześnie pewność, że przy tej kobiecie nic jej nie grozi.
Uśmiechnęła się do niej nerwowo. Siedziały w salonie, same, tylko we dwie. Ellie bardzo się napierała, żeby im towarzyszyć, ale zdaniem doktor Polacci mogłoby to doprowadzić do tego, że Katie nic nie powie.
– Przecież ona mi się zwierza – upierała się Ellie.
– Im mniej osób będzie słuchać jej wyznań, tym dla niej lepiej – odpowiedziała psychiatra.