Выбрать главу

Dyskutowały przed samym nosem Katie, jakby była głupia albo bezmyślna, jak pies kanapowiec. Wreszcie Ellie skapitulowała i wyszła. Doktor Polacci zapewniła Katie, że przyjechała tutaj po to, aby pomóc doprowadzić do jej uniewinnienia w sądzie i poradziła, żeby mówiła prawdę, bo – jak powiedziała – Katie na pewno nie chce trafić do więzienia. Cóż, pod tym względem miała całkowitą rację; Katie posłusznie siedziała z nią bitą godzinę, powtarzając jeszcze raz wszystko, co powiedziała doktorowi Cooperowi. Słowa dobierała bardzo starannie, aby jej wspomnienia były jak najdokładniejsze. Chciała, żeby doktor Polacci poszła potem prosto do Ellie i oświadczyła jej: „Katie nie zwariowała, sędzia spokojnie może ją puścić”.

– Katie – zapytała doktor Polacci, zmieniając nieco ton głosu, aby przyciągnąć jej uwagę – o czym myślałaś, kładąc się spać tamtego dnia?

– Czułam się źle, to wszystko. Chciałam zasnąć, żeby obudzić się rano, kiedy będzie mi już lepiej.

Psychiatra zaznaczyła coś w notatniku.

– I co było potem?

Katie na to właśnie czekała, na ten moment, gdy pojedyncze przebłyski, od kilku dni gromadzące się w jej umyśle, wyrwą się z ust, podobne do stada spłoszonych szpaków. Poczuła się tak, jakby powrócił tamten ból, który ciął niczym ostrzem kosy od pleców aż po brzuch, wwiercił się świdrem w ciało i wyrwał na zewnątrz z taką mocą, że kiedy już zdołała zaczerpnąć oddechu przez zaciśnięte gardło, spostrzegła, że zwinęła się w kłębek, nie wiedząc nawet kiedy.

– Bolało – szepnęła. – Obudziłam się z silnymi skurczami. Psychiatra zmarszczyła czoło.

– Doktor Cooper twierdził, że nie pamiętasz ani bólów porodowych, ani samego porodu.

– To prawda – przytaknęła Katie. – Najpierw przypomniałam sobie tylko to, że w ogóle byłam w ciąży. Opowiedziałam doktorowi Cooperowi, jak raz się pochyliłam i poczułam, że mam coś w środku i że muszę na to coś uważać. Od tego czasu zaczęłam przypominać sobie różne szczegóły.

– Na przykład?

– Na przykład to, że w oborze paliło się już światło, chociaż do porannego udoju pozostało jeszcze bardzo dużo czasu. – Katie wzdrygnęła się. – I jeszcze, że próbowałam ze wszystkich sił to powstrzymać, ale nie mogłam.

– Czy miałaś świadomość, że rodzisz dziecko?

– Nie potrafię powiedzieć. Bardzo się bałam, bo strasznie bolało. Wiedziałam tylko, że muszę być cicho, bo jeśli krzyknę albo zacznę płakać, ktoś może usłyszeć.

– Odeszły ci wody płodowe?

– Tak, ale nie wszystko naraz, jak mojej kuzynce Friedzie, kiedy rodził się mały Joshua. Zaczęło jej się na obiedzie przy stawianiu stodoły.

Obie panie, które siedziały obok niej na ławce, miały potem plamy na ubraniu. U mnie leciało powoli, niedużo i tylko kiedy siedziałam.

– Była krew?

– Tak, na udach, od środka. Dlatego wyszłam z domu. Nie chciałam zaplamić pościeli.

– Dlaczego?

– Ja zawsze robię pranie, ale to Mam zbiera pościel ze wszystkich łóżek. Nie chciałam, żeby się domyśliła.

– Zaplanowałaś sobie, że pójdziesz do obory?

– I tak, i nie. Nigdy nie myślałam o tym, co zrobię, kiedy… się zacznie. Wiedziałam tylko, że będę musiała wyjść z domu.

– Czy ktoś się obudził, kiedy wychodziłaś?

– Nie. Na podwórku ani w oborze też nie było nikogo. Weszłam do zagrody dla cielących się krów, bo tam wykłada się zawsze najczystsze siano. A potem… Czułam się tak, jak gdyby mnie tam wcale nie było. Jakbym była kimś innym i tylko się przyglądała. Po jakimś czasie spojrzałam w dół i zobaczyłam, że już jest.

– Masz na myśli, że dziecko już się urodziło.

Katie uniosła wzrok, oszołomiona, że skutki tego, co się stało owej nocy, można określić takimi słowami.

– Tak – szepnęła.

– Bilans zabójstw noworodków to w przybliżeniu dwieście do dwustu pięćdziesięciu przypadków rocznie, pani Hathaway. Wykrytych przypadków, przypominam. – Teresa Polacci spojrzała w bystry nurt strumyka wyznaczającego granicę farmy Fisherów. – W naszej kulturze jest to czyn naganny, lecz na przykład w niektórych krajach na Dalekim Wschodzie zabijanie noworodków jest wciąż dopuszczalne.

Ellie westchnęła.

– Jaka kobieta zabiłaby własne, dopiero co narodzone dziecko? – zapytała retorycznie.

– Samotna, niezamężna, rodząca po raz pierwszy w życiu i do tego nieślubne dziecko. Takie matki zazwyczaj są młode, pomiędzy szesnastym a dziewiętnastym rokiem życia. Nie nadużywają narkotyków ani alkoholu, nie miewają zatargów z prawem. Wprost przeciwnie – są to dziewczyny, które chętnie zgodzą się wyprowadzać psa sąsiadów, którzy wyjechali na urlop. Uczą się pilnie i dbają o stopnie. Często zdarzają się wśród nich prymuski, które przykładają się do nauki po to, żeby zadowolić swoich rodziców. Takie osoby wyróżnia bierność, naiwność, strach przed wstydem i odrzuceniem, czasami też wychowanie w religijnym domu, gdzie unika się rozmów na temat seksu.

– Rozumiem, co chce pani powiedzieć. Katie pasuje do tej charakterystyki, tak?

– Biorąc pod uwagę portret psychologiczny plus religijne wychowanie, to nigdy jeszcze nie spotkałam się z bardziej podręcznikowym przypadkiem – przyznała doktor Polacci. – Z całą pewnością miała o wiele więcej powodów niż typowa dziewczyna w naszych czasach, aby obawiać się potępienia ze strony rodziny i szykan w swoim otoczeniu, gdyby wydało się, że uprawiała seks przedmałżeński i zaszła w ciążę. Poszła po linii najmniejszego oporu i postanowiła się z tym ukryć.

Ellie zerknęła na psychiatrę.

– Takie postawienie sprawy sugeruje, że to była rozmyślna decyzja.

– Owszem. W pewnym momencie domyśliła się, że jest w ciąży – i celowo zaprzeczyła faktom. Co ciekawe, nie tylko ona. Zawiązała się zmowa milczenia, w prosty sposób: ponieważ dla ludzi z otoczenia dziewczyny taka ciąża zazwyczaj także jest czymś niepożądanym, więc nie chcą zauważać, jak zmienia się jej ciało albo udają, że nic nie widzą, co nakręca dalej ten mechanizm zaprzeczania.

– Nie wierzy pani zatem, że Katie miała zaburzenie dysocjacyjne?

– Tego nie powiedziałam. Jestem zdania, że z psychologicznego punktu widzenia jest niemożliwe, aby stan dysocjacji obejmował cały okres ciąży. Katie, podobnie jak wiele zabójczyń noworodków, z którymi pracowałam, świadomie zaprzeczyła faktowi, że zaszła w ciążę, ale potem, kiedy zaczął się poród, nieświadomie weszła w stan dysocjacji.

– Jak to? – zapytała Ellie.

– To jest moment, kiedy prawda wychodzi na jaw. Te kobiety żyją w niesamowitym stresie. Kiedy rodzi się dziecko, mechanizm obronny, który sobie wypracowały, czyli zaprzeczenie ciąży, idzie na złom. One nie chcą mieć nic wspólnego z tym, co się dzieje na ich oczach, więc zazwyczaj można potem od nich usłyszeć – i Katie nie jest tutaj wyjątkiem – że czuły się tak, jakby to nie one rodziły albo że widziały się z boku, ale nie mogły niczemu zapobiec. Przeżywają autentyczne doświadczenie wyjścia z ciała. Czasami pojawienie się dziecka na świecie powoduje nawet okresową psychozę. A im bardziej taka kobieta traci w tym momencie kontakt z rzeczywistością, tym łatwiej może skrzywdzić noworodka.

Przyjrzyjmy się, jak to było w konkretnym wypadku Katie. Skutkiem przeżyć związanych z bratem było wytworzenie się u niej bardzo prymitywnej procedury samozachowawczej. Ona była święcie przekonana, że jeśli mama i ojciec poznają jej tajemnicę, skończy się to ekskomuniką i wypędzeniem z domu. Tutaj widać, że podświadomie w jej umyśle utrzymywało się przeświadczenie, że pozbywanie się swoich dzieci w pewien sposób jest dozwolone. Potem dochodzi do porodu. Katie nie może już dłużej zaprzeczać faktom, które same przez się mówią, że dziecko istnieje, więc robi z nim to, czego sama najbardziej się obawia – porzuca je, a właściwie wyrzuca. Stan dysocjacji trwa przez czas porodu i zabójstwa, a potem Katie uruchamia z powrotem dawny mechanizm obronny, czyli zaprzeczenie, więc kiedy zjawia się policja, odpowiada bez namysłu: nie urodziłam żadnego dziecka.