Выбрать главу

– A skąd pani wie, że w ogóle doszło do zaburzenia dysocjacyjnego?

– Kiedy Katie mówi o porodzie, zamyka się trochę. Nie używa innych, bardziej prymitywnych mechanizmów obronnych, na przykład właśnie zaprzeczenia. Nie chce na nich polegać.

– Chwileczkę. – Ellie stanęła w miejscu. – To Katie przyznała się do urodzenia dziecka?

– Owszem. Mam to nagrane.

Adwokatka potrząsnęła głową; ogarnęło ją dziwne uczucie, jakby została zdradzona.

– Coopowi się nie udało, chociaż ją przyciskał.

– Bardzo często tak bywa, że szczegóły o decydującym znaczeniu klient woli przemilczeć przed zwykłym lekarzem psychiatrą, a przyznaje do nich się dopiero psychiatrze sądowemu. Ja przecież nie rozmawiam z nią po to, żeby lepiej się czuła, tylko chcę ją uratować przed więzieniem. Jeśli mnie okłamie, sama sobie wyrządzi krzywdę. Mam taką pracę, że muszę wywracać wszystko do góry nogami, w przeciwieństwie do lekarza psychiatry, którego zadaniem jest porządkować i układać.

Ellie uniosła wzrok.

– O zabójstwie noworodka też pani powiedziała? Doktor Polacci zawahała się przez chwilę.

– Nie. Mówi, że wciąż nie może sobie przypomnieć dwóch konkretnych wydarzeń: poczęcia dziecka i morderstwa.

– Czy to możliwe, że w obu tych momentach była w stanie dysocjacji?

– Bez wątpienia jest możliwe, że weszła w stan dysocjacji podczas porodu i zabijając dziecko. Na to właśnie wskazuje zresztą rozbieżność pomiędzy jej wspomnieniami a wynikami badań lekarza sądowego, które mi pani dostarczyła. Jeśli jednak chodzi o sam stosunek… W takich wypadkach kobiety na ogół go pamiętają.

– A jeśli wiąże się z tym jakieś traumatyczne dla niej przeżycie? – zapytała Ellie.

– Gwałt, chce pani powiedzieć? To możliwe, ale kobieta zazwyczaj przyznaje się, że została zgwałcona, chyba, że kogoś chroni. Przeczucie mi mówi, że w tej kwestii Katie nie odkryła jeszcze wszystkich kart.

Ellie skinęła głową.

– A zabójstwo?

– Katie opisała niezwykle szczegółowo wieczór poprzedzający rozwiązanie, sam poród oraz to, co nastąpiło po nim. Powiedziała, że zasnęła z dzieckiem w ramionach. I podobno, kiedy się obudziła, dziecka już nie było. Zniknęło razem z nożycami, którymi przecięła pępowinę.

– Szukała go?

– Nie. Wróciła do łóżka i zasnęła, dokładnie tak, jak zwykle robią kobiety, które zabiły swoje dzieci zaraz po porodzie: problem z głowy.

Ellie myślała gorączkowo.

– Jak długo leżała nieprzytomna w oborze?

– Mówi, że nie wie.

– Zgodnie z tym, co twierdzą raporty policyjne, nie mogło to być długo… – zastanowiła się Ellie.

– Domyślam się, o co pani chodzi, pani Hathaway. Proszę tylko pamiętać, że Katie aż do tej pory nie mogła przypomnieć sobie porodu. Jutro, kto wie, być może opowie nam, ze wszystkimi koszmarnymi szczegółami, jak udusiła swojego noworodka. A my, nawet jeśli bardzo byśmy chcieli, żeby się okazało, że to nie ona, musimy odnosić się do jej wspomnień ze szczyptą rezerwy. Dysocjacja z definicji powoduje luki w pamięci i brak logicznego uzasadnienia niektórych podjętych działań. Wiele wskazuje na to, że właśnie Katie zabiła to dziecko, ale możliwe, że nigdy nie będzie mogła przyznać się do tego, powiedzieć: „Tak, to ja”.

– Zatem pani zdaniem Katie jest winna – powiedziała Ellie.

– Moim zdaniem odpowiada ona portretowi psychologicznemu wielu zabój czyń noworodków, z którymi zetknęłam się w swojej pracy, a które zabiły własne dzieci, będąc w stanie dysocjacji – poprawiła ją psychiatra. – Jestem także zdania, że jej zachowanie jest zgodne z obecnym stanem wiedzy na temat zjawiska, jakim są zabójstwa noworodków.

Ellie zatrzymała się nad brzegiem strumienia.

– Proszę mi powiedzieć: czy moja klientka jest zdrowa na umyśle? Psychiatra westchnęła ciężko.

– To jest podchwytliwe pytanie. Zdrowa w sensie medycznym czy prawnym? Choroba psychiczna sugeruje, że badany stracił kontakt z rzeczywistością, ale przecież osoba cierpiąca na zaburzenie dysocjacyjne ma pełny kontakt z rzeczywistością i sprawia wrażenie całkowicie normalnej, gdy tymczasem jest akurat odwrotnie. Niepoczytalność w sensie prawnym nie dotyczy natomiast w żaden sposób związku z rzeczywistością, ponieważ jej stwierdzenie opiera się na wynikach testów kognitywnych. A jeśli kobieta w stanie dysocjacji popełni morderstwo, to najprawdopodobniej nie będzie umiała zrozumieć, czego się dopuściła, co to oznacza i że to było coś złego.

– Mogę w takim razie bronić Katie, powołując się na niepoczytalność.

– Może ją pani bronić tak, jak się pani podoba – odparła beznamiętnie doktor Polacci – ale pyta mnie pani teraz, czy niepoczytalność wystarczy, aby uzyskać uniewinnienie. Powiem szczerze, pani Hathaway: nie wiem. Ławnicy, jednakowoż, zazwyczaj myślą praktycznie: chcą wiedzieć, że kobieta jest niegroźna i że to, co zrobiła, już nigdy się nie powtórzy, a przeważnie można liczyć, że właśnie tak będzie. W najlepszym wypadku moje zeznanie da im podkładkę, żeby móc orzec to, co uważają za słuszne – jeśli zdecydują się uniewinnić, to uniewinnią, byleby tylko znaleźli dla siebie jakiekolwiek uzasadnienie.

– A w najgorszym?

Doktor Polacci wzruszyła ramionami.

– Dowiedzą się na temat zabójstw noworodków więcej, niżby chcieli.

– A Katie?

Psychiatra spojrzała jej prosto w oczy.

– A Katie pójdzie do więzienia.

Katie siedziała na stryszku z sianem. Obracała w palcach gałązkę i czuła się właśnie tak, jakby to ją ktoś ciągnął w tył, przeginał przez plecy aż do samej ziemi, tak, że jeszcze chwila, a pęknie na dwoje. Ledwo mogła usiedzieć na miejscu, chciała wstać, chodzić, wyglądać przez okno – byle tylko nie rozmawiać ze swoją adwokatką.

Rozumiała dobrze, po co ta musztra; Ellie chciała ją w ten sposób przygotować na przesłuchanie, a raczej maglowanie, przez psychiatrę, którego przyśle prokurator. Podobno też doktor Polacci była zdania, że Katie ukrywa prawdę o tym, jak doszło do poczęcia dziecka. Tak powiedziała Ellie.

– I jeszcze jedno – dodała na sam koniec – szlag mnie trafi na miejscu, jeżeli puścisz farbę przy ekspercie oskarżenia.

Tak więc siedziały teraz razem na stryszku z sianem, ona i Ellie, która w niewiadomy sposób zrobiła się tak bezwzględna i bezlitosna, że Katie co rusz musiała na nią spoglądać, żeby się upewnić, że to ta sama osoba.

– Nie pamiętasz stosunku – powiedziała Ellie.

– Nie.

– Nie wierzę ci. Mówiłaś, że nie pamiętasz ani ciąży, ani porodu i nagle oto trzy dni później, patrzcie państwo, zaczynasz sypać szczegółami jak z rękawa.

– Kiedy to prawda! – Katie poczuła, że dłonie ma mokre od potu; wytarła je w fartuch.

– Urodziłaś dziecko. Wyjaśnij, jak to się stało.

– Mówiłam już, kiedy doktor…

– Wyjaśnij, jak doszło do poczęcia. – Katie milczała. Kiedy cisza zaczęła się przeciągać, Ellie, znużona, oparła czoło na dłoniach. – Posłuchaj – powiedziała. – Blefujesz. Doktor Polacci to wie i ja też to wiem i ty, Katie, wiesz o tym tak samo dobrze jak my. Wszystkie trzy jesteśmy po tej samej stronie, ale ty nam rzucasz kłody pod nogi. Przez to dwa razy trudniej cię bronić. Słyszałam o pewnym niepokalanym poczęciu, ale uwierz mi, w twoim wypadku to nie było to.

Zrezygnowana Katie spuściła wzrok. Przyznać się? Co to miało znaczyć? Wyznać winy, jak wtedy, przed biskupem i całym zgromadzeniem?