Выбрать главу

– Dobrze – powiedziała wreszcie, łagodnie i cicho, przełykając z wysiłkiem ślinę. – Pojechałam do brata. Zabrał mnie na imprezę podyplomową, do któregoś z akademików. Nie miałam ochoty tam iść, ale on się wybierał, więc nie chciałam być dla niego… jak to wy mówicie? Piątym kołem u wozu. Poszliśmy więc na tę imprezę. Było tam mnóstwo ludzi, tłok, gorąco. Jacob zostawił mnie i obiecał, że przyniesie coś do jedzenia. Przez dłuższą chwilę go nie było i wtedy podszedł do mnie jakiś chłopak. Dał mi szklankę ponczu i powiedział, że wyglądam tak, jakbym potrzebowała się napić. Odpowiedziałam, że na kogoś czekam, a on na to ze śmiechem: „Kto pierwszy, ten lepszy”. I zaczął coś do mnie mówić.

Katie wstała i poszła w kąt stryszku, gdzie stały grabie oparte o ścianę. Przebierając palcami po metalowych zębach, ciągnęła dalej:

– Musiałam chyba wypić trochę tego ponczu, kiedy on mówił. Nie pomyślałam, co właściwie robię. I poczułam się po tym okropnie, zaczęło mi się przewracać w brzuchu i kręcić w głowie. Wstałam, żeby znaleźć Jacoba w tym tłoku i cały pokój zawirował mi przed oczami. -

Przygryzła wargę. – Potem pamiętam już tylko, że ocknęłam się na jakimś łóżku, które widziałam pierwszy raz w życiu, ubranie miałam… a on… – Katie zamknęła oczy. – Nawet nie wiem, jak się nazywał.

Zgarbiła się, przykładając czoło do szorstkiej, drewnianej ściany. Drżała na całym ciele, bojąc się odwrócić i spojrzeć w twarz Ellie.

Nie musiała się odwracać. Ellie objęła ją od tyłu.

– Och, Katie – szepnęła łagodnym głosem. – Bardzo ci współczuję. Katie obróciła się w bezpiecznym kokonie jej ramion i wybuchnęła płaczem.

Za drugim razem Katie kończyła swoją opowieść, trzymając Ellie za rękę. Łzy płynęły jej strumieniami po policzkach, ale ona jakby ich nie zauważała, a w każdym razie nie dała tego po sobie poznać. Ellie korciło, żeby je obetrzeć, żeby uśmiechnąć się do Katie, powiedzieć, że świetnie jej poszło.

Doktor Polacci, którą wezwano, aby wysłuchała wyznania, siedziała, przenosząc wzrok z Katie na Ellie i z powrotem, aż wreszcie, z niewzruszonym spokojem, uniosła dłonie i zaczęła klaskać.

– Ładna historyjka – pochwaliła. – Spróbuj jeszcze raz.

– Kłamie – powiedziała krótko. – Wie dokładnie, gdzie i kiedy poczęła to dziecko. Nie był to owoc gwałtu na imprezie, chociaż opowiadanko urocze, przyznaję.

Ellie zjeżyła się na myśl o tym, że Katie mogła skłamać, że z rozmysłem mogła ją oszukać.

– To nie jest typowa nastolatka, która wstawia rodzicom byle kit i gzi się całą noc ze swoim chłopakiem na tylnym siedzeniu jego terenówki.

– Otóż to. Ta historia była po prostu za dobra. Za dobrze przemyślana, zbyt dopracowana. Usłyszała pani od niej to, co chciała usłyszeć. Gdyby została zgwałcona, wyszłoby to na jaw już dawno, podczas sesji z lekarzem psychiatrą – o ile tylko nie chciałaby chronić gwałciciela, ale z drugiej strony to, co powiedziała teraz, wyklucza taką możliwość. No i jeszcze taki mały szczegół: impreza podyplomowa trzy miesiące po zakończeniu roku akademickiego. Rozdanie dyplomów na uczelni to jest czerwcowa uroczystość, a Katie, na podstawie badań lekarza sądowego, poczęła w październiku.

Ta rażąca niekonsekwencja przełamała w końcu opór Ellie.

– Cholera – mruknęła pod nosem, a po chwili uniosła wzrok, porażona nagłą myślą. – Jeśli kłamała, że nie pamięta stosunku, to czy może też kłamać, że nie pamięta morderstwa? Doktor Polacci westchnęła.

– Przeczucie znów mi podpowiada, że nie. Kiedy spróbowałam ją przycisnąć, żeby powiedziała coś o poczęciu dziecka, zaczęła mącić i powiedziała, że nie potrafi sięgnąć pamięcią, że jakoby nie może się dostać do tych wspomnień. A kiedy chciałam, żeby powiedziała coś o morderstwie, kategorycznie zaprzeczyła, że to ona i usłyszałam o tej dziurze w pamięci: usnęła z dzieckiem w objęciach, a gdy się obudziła, już go nie było. Te dwa przypadki amnezji różnią się zasadniczo, co skłania mnie do przypuszczenia, że Katie świadomie zaprzecza faktom w pierwszym punkcie, w drugim zaś cierpi na zaburzenie dysocjacyjne, ale już bez udziału świadomości. – Psychiatra poklepała Ellie po ramieniu. – Nie przejmowałabym się tym tak na pani miejscu. To był w sumie swojego rodzaju komplement. Katie uważa panią za osobę tak bliską, że chce spełniać pani oczekiwania wobec niej, nawet za cenę zmyślania wspomnień. W pewien sposób stoi pani dla niej na miejscu rodzica.

– Chce spełniać rodzicielskie oczekiwania – nadęła się Ellie. – Czyż to nie ta właśnie chęć doprowadziła do tego wszystkiego?

Doktor Polacci zachichotała.

– Częściowo. Bo jest tam jeszcze jakiś facet. Facet, który ma na nią tak wielki wpływ, że nigdy w życiu nie widziałam czegoś podobnego.

Noc była tak ciepła, że Ellie odkryła się i położyła na kołdrze, podciągając koszulę nocną na uda. Leżała bez najmniejszego ruchu, nasłuchując, jak Katie oddycha i zadając sobie pytanie, jak długo jeszcze obie nie będą mogły zasnąć.

Ellie nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nagle zapałała tak obsesyjnym pragnieniem dotarcia do prawdy. Pracując w swoim zawodzie, najczęściej musiała zatykać uszy, aby nie słyszeć, jak klient przyznaje się przed nią do winy – bo jako adwokat wcale nie chciała tego usłyszeć. A teraz chętnie oddałaby swój dwunastowoltowy inwertor w zamian za dziesięć minut w głowie Katie Fisher.

Nagle usłyszała ledwo słyszalne westchnienie.

– Przepraszam – powiedziała cicho Katie. Ellie nie odwróciła nawet głowy.

– Za co dokładnie? Za zabicie dziecka? A może za przestępstwo nieco bardziej pospolite, mianowicie za zrobienie ze mnie idiotki przed moim własnym świadkiem?

– Wiesz, za co przepraszam. Zapadła długa cisza.

– Dlaczego to zrobiłaś? – spytała wreszcie Ellie. Usłyszała, jak Katie przewraca się na bok.

– Bo bardzo chciałaś to usłyszeć.

– Bardziej bym chciała, żebyś przestała mnie okłamywać, Katie. Nie kłam, kiedy pytam cię o tę rzecz i nie kłam, kiedy pytam o to, co się stało po urodzeniu twojego dziecka. – Przetarła twarz dłonią. – A najbardziej bym chciała cofnąć czas i tym razem nie podejmować się prowadzenia twojej sprawy.

– Skłamałam tylko dlatego, że obie, ty i doktor Polacci, byłyście takie absolutnie pewne, że ja coś wiem. – Głos Katie nabrzmiał łzami. – A ja nic nie wiem, Ellie. Przysięgam. Nie zwariowałam, tak jak tobie się wydaje… tylko po prostu nie mogę sobie przypomnieć. Ani tego, skąd się wzięło to dziecko, ani tego, w jaki sposób umarło.

Ellie milczała. Nagle dobiegło ją ciche skrzypnięcie łóżka; to Katie zwinęła się w kłębek i zaczęła płakać. Ellie zacisnęła z całej siły pięści, żeby nie wstać i nie pójść do niej, a potem przykryła się kocem i zaczęła liczyć w myślach. Doliczyła się pełnych dziesięciu minut, zanim Katie wreszcie usnęła.

Samuel otarł pot z czoła i silnym szarpnięciem zwalił kolejnego młodego byczka z nóg. W ciągu tych wszystkich lat pracy na farmie Aarona nauczył się tyle o kastrowaniu, że mógłby teraz machnąć na ten temat pracę naukową. Poczekał, aż zwierzęciu przejdzie ochota poczęstować człowieka kopniakiem, po czym szybko założył mu gumowy pierścień, część roboczą maszyny do kastrowania, na mosznę i puścił, aby się zacisnął. W ułamku sekundy byczek zerwał się na równe nogi, rzucając mu z ukosa smutne, pełne wyrzutu spojrzenie, a potem pognał z powrotem na pastwisko.

– Mocna sztuka – odezwał się czyjś głos. Samuel obejrzał się, zaskoczony. Za płotem stał biskup Ephram.

– Ja, Aaron będzie miał z niego sporo dobrego mięsa. – Samuel uśmiechnął się do starszego mężczyzny i otworzył sobie furtkę. – Jeśli jego szukacie, to chyba jest w oborze.