Выбрать главу

Jest beznadziejna – mówi do mnie nagle po chwili milczenia. Jestem z nią dwa dni, a ona już mówi, bym szedł z nią do domu na obiad do jej rodziców. O żadnym dawaniu dupy na razie nie ma mowy, to już wyczaiłem. Choć miałem jeszcze nadzieję, że to się zmieni wkrótce, bo jak nie, to po chuj, pojedziemy na wakacje do domu starca.

Po czym patrzy lękliwie w kierunku kibla, co ona dość długo nie wychodzi.

Zaległa pewnie – szepce Kacper histerycznie i zastanawiam się, czy może już zwariował – wpadła do toi-toia. Wyjdzie zaraz z nowym imidżem. Nowy kolor włosów i nowy kolor twarzy. Hę!

Poczym, rozglądając się, kitra się głębiej po stół i odpala sobie ode mnie fajkę. Czekaj, mówi, patrząc wokół lękliwie. Póki ta prorodzinna cipa nie wróci, muszę sobie pomówić: kurwa.

Wtedy mówi parę razy: kurwa i ja pierdolę, chujoza i gówno.

Zaraz jednak otwiera się toi-toi i wychodzi Ala, co jak widać nie zaległa, żyje i ma się dobrze, poprawia sobie gumkę od majtek i rozgląda się dumnie, szczęśliwa niezmiernie, dogłębnie wypróżniona królewna. To Kacper od razu wpycha mi fajkę do ręki, weź to, weź to, kurwa, ode mnie zabierz co prędzej. Że naraz muszę palić dwie fajki naraz, żeby nie było marnacji.

Ona przysiada się. I z miejsca tak: przepraszam, ale musiałam na chwilę skorzystać z toalety. Ale już jestem. Wiecie, skoro już tak tu siedzimy, to może ja wam opowiem taką historię. To znaczy to nie jest właściwie historia, to jest film, który niedawno zdarzyło mi się widzieć w kinie Silverscreen. Tak naprawdę to pojechałam tam z moimi rodzicami i moją siostrą, a także kuzynką, która akurat wtedy nas odwiedziła. Przywiozła nam dużo przetworów mięsnych, ale niestety, mama musiała je wyrzucić, ponieważ teraz jest wiele przypadków salmonelli, gronkowca.

Kacper szyje nogą i rozgląda się wszędzie dookoła, czasem wtrąca, nie patrząc na nią: dobre!

No ale nie przerywaj – mówi wtedy ona, lekko urażona – nigdy nie pozwalasz mi skończyć, chociaż znamy się już od kilku dni. Ale posłuchajcie dalej. No i pojechaliśmy do tego kina. Już nie wspominając o tym. że zapodziałam gdzieś bilet! Moja siostra mówi do mnie: wiesz Ala, ależ ty jesteś zapominalska. Do licha, wkurzyłam się wtedy, bo rzeczywiście zdarza mi się być roztrzepaną. Taki mam już charakter i nikt nie potrafi mnie tego oduczyć. Powiedziałam sobie wtedy: kurczę pieczone, ten bilet musi gdzieś być. I wyobraźcie sobie, wiecie gdzie był? Miałam go centralnie w torebce, na samym wierzchu. Jest takie przysłowie: najciemniej pod latarnią. Oczywiście bez żadnych skojarzeń. To wtedy weszliśmy do sali. Ja już nieraz bywałam na wielu filmach w Multikinie, ale na przykład ta moja kuzynka Aneta, ona pochodzi z dość niewielkiej wsi i to była dla niej totalna egzotyka. Mówię wam, było mi aż wstyd, wszyscy się patrzyli na nią. Ale nieważne, to taka dygresja. I wtedy rozpoczął się film. Nieważne jaki tytuł, pewnie oglądaliście. Była kobieta i mężczyzna, zresztą pewnie to widzieliście. Różne takie perypetie, najpierw ona go odrzuciła, potem on do niej wrócił, wiecie. Wszystko działo się w Ameryce. Uważam, że z całego filmu najlepsze było, jak miał miejsce wypadek samochodowy. To znaczy autobusu z samochodem. Oni akurat jechali tym autobusem, ale jeszcze się nie znali. I wpadli na siebie, było to szalenie zabawne i nawet moja mama się śmiała, uważała, że to było bardzo zabawne. Najgorsza moim zdaniem scena, to gdy bohater i bohaterka idą ze sobą do łóżka. Rozumiecie. Kochają się ze sobą. Czułam się bardzo skrępowana, ponieważ siedziałam tuż obok mojego taty i dotykałam go ramieniem. Zdawałoby się, że on także czuł się skrępowany. Ciągle wydaje mu się, że jestem jego małą córeczką, że nie wiem nic o źle tego świata, o prawdziwym bagnie. I wiecie jak się skończyło?

Silny, wiesz, że Magda wyjeżdża? – mówi Kacper dość poważnie, patrząc na mnie.

Przepraszam, ale nie jestem w temacie – odpowiada mu Ala – mówicie o Magdzie? Mam jedną kumpelę Magdę, jest ze mną na roku, jest świetna z socjologii makrostruktur. Chociaż jest beznadziejną kujonką. Nazywa się Magda Stencel. Jej rodzice oboje są po prawie.

Nie, mówimy akurat o innej Magdzie – mówi jej Kacper powoli i wyraźnie, jakby znał jakiś inny obcy język, którym mówi się przez zęby. I boję się, że zaraz krew się poleje, że będzie dym, bo on powoli traci cierpliwość i dobre serce. Choć ona ma twarz na wskroś niewinną, jak gdyby błonę dziewiczą bezpośrednio nadrukowaną na twarzy.

Wiesz, Kacper, mam wrażenie, że źle się odżywiasz – mówi nagle Ala – jesteś jakiś nerwowy, wiecznie po prostu zdenerwowany. Wyluzuj się trochę, bo jesteś jakiś spięty, zupełnie rozedrgany. Z tej strony cię nie znałam.

Kacper rozgląda się nerwowo wokoło i mówi: idę siku, jak gdyby mówił: kara boska.

Wtedy ona skromnie spuszcza oczy na swoją skórzaną torebkę, wyjmuje chusteczkę higieniczną i ściera z blatu to, co się rozlało z koli i mojego piwa.

Słuchaj – mówi do mnie – Andrzej, bo ty się chyba nazywasz Andrzej, tak? Ja Ala. Chciałabym, żebyś mi jedną rzecz powiedział jak przyjaciel. Szczerze. Nawet najgorszą prawdę. Bo moim zdaniem najgorsza prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo. Czy Kacper ćpa?

Nie – odpowiadam. Patrzę, jak kiełbasa się smaży, jak powiewają flagi, jak przewracają się plastikowe kubki.

Żadnych narkotyków, serio? – mówi Ala nie do końca przekonana -ani ciężkich, ani lekkich? To dobrze, bo ja tego bagna nie uznaję. Wiem, że kilku moich znajomych z uczelni ma z tym coś niecoś wspólnego, ale nie zniosłabym, gdyby mój chłopiec nurzał się w takim upadku. Podobno to niszczy umysł, niszczy szare komórki, ludzie są po tym całkowicie chorzy, fizycznie i psychicznie wycieńczeni. Wchodzą w złe środowiska, wysprzedają z domu sprzęty. To jest okropne.

Ja pokazuję głową pośrednio między tak i nie, że się zgadzam z nią.

Ona na to tak: słuchaj, Andrzej, czy ty masz jakiś problem? Wyglądasz na kogoś przygnębionego, zdołowanego. Powiedz szczerze. Być może ci pomogę, jeśli będę umiała. Sama jestem po przejściach, niedawno zerwałam ze swoim chłopakiem. Byliśmy ze sobą dwa lata. Kwiaty, pocałunki, wiesz. Potem nagle koniec. Odeszłam. Chociaż on studiował stosunki międzynarodowe, może go znasz. Powiem ci szczerze, jak było. Bo z natury jestem osobą szczerą, spontaniczną i takich ludzi także cenię. Bez kompleksów, bez fałszywych tabu.

Ja pierdolę, myślę sobie.

I było między tak, ona mówi, że kiedy już mieliśmy półtora roku, taką rocznicę, on przyniósł kwiaty, wino. Ja się wkurzyłam, bo ani on, ani ja przecież nie piję. Wybacz, ale to bardzo osobiste. Chodziło, potem się okazało, o przysłowiowy dowód miłości. Ja mówię, kurczę, nie jestem przecież żadna puszczalska. Spytałam się go, czy moja czułość, moja bliskość mu nie wystarczy, bo jeśli nie, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Pokłóciliśmy się wtedy dość ostro. Mogę mówić ci: Andrzej? No to do ciężkiej cholery, powiedz mi, Andrzej, czy to było z jego strony poważne, odpowiedzialne? On miał dwadzieścia jeden lat, ja dwadzieścia.

Słyszałeś legendę o nadgryzionym jabłku, które raz napoczęte gnije, robaczeje?

Wtedy coś mi przestaje grać. Mów, mów dalej – zachęcam ją i idę na chwilę do baru. Pytam, czy nie wiedzą, gdzie ten chłopak, co z nami siedział. Oni na to, że siedział z nami, a potem poszedł do toi-toia, a gdy wyszedł czekała na niego jakaś dziewczyna i razem gdzieś wyszli.

Ja mówię, jak wyglądała ta dziewczyna, z którą wyszedł. Oni że blond włosy długie i raczej elegancka suknia z tiulem i dekoltem, i mrugające lewe oko.

Ja wtedy od razu już wiem: Magda.

I kiedy tak wracam do stolika zupełnie od siebie, ona jest w tej samej pozycji niczym lakierem spryskana spikerka w dzienniku telewizyjnym i cały notujący skrzętnie naród poinformowuje akurat: bo ja nie jestem dziewczyną łatwą jak inne. I mam nadzieję, że się ze mną w tej kwestii. Andrzej, zgadzasz.