Выбрать главу

Otóż według nas takiej "pani z nogami" musiała kiedyś odpiąć się podwiązka podczas przejażdżki kornio w towarzystwie króla. Nie było innej damy dworu, która by mogła jej tę podwiązkę naciągnąć i zapiąć, co jak wiadomo jest czynnością bardzo trudną, a dla siedzącej na koniu amazonki - niewykonalną. Bywają nawet pończochy, które "same" wyślizgują się z tego dziwnego zapięcia.

Król wstydził się jechać dalej z panią, której opada pończocha. Zsiadł więc ze swego rumaka i własnoręcznie usiłował złapać podwiązkę, która uciekła, a potem ją zapiąć. Ale to się królowi zupełnie nie udawało, ponieważ królowie nigdy w życiu sami się nie ubierali. Króla ubiera zawsze wyszamerowany kamerdyner. Niekiedy nawet kilku. Król według nas nie miał pojęcia, w jaKi sposób przypina się podwiązkę do pończochy i w momencie gdy się nad tym głowił, musiała nadjechać na spotkanie króla kawalkada składająca się z księżniczek i książąt, którzy miimo woli stali się świadkami nieudolności króla.

Król przekonany, że wiele osób z jego obecnej świty nie ma również pojęcia, jak się taką podwiązkę zapina, chcąc ratować swój honor, nadał wszystkim obecnym wstydliwie ukryty Order Podwiązki, wymawiając po francusku (by nie zrozumieli masztalerze, którzy akurat musieli nadjechać) tajemniczą dewizę, że nie należy śmiać się z tego, czego ktoś sam nie potrafi. W ten sposób zmusił dwór do milczenia.

Gdy w zabawach naszych nadawanie orderu stało się już wiele razy faktem dokonanym, zaczęliśmy uważać jego dewizę za wyjście z sytuacji bez wyjścia.

Dewiza ta przyszła mi na myśl, gdy usłyszałem kiedyś opowiadanie o niecodziennych wyczynach kolegów na statkach i gdy przeczytałam wyrok sędziów irlandzkiego miasta Cork w sprawie kapitana angielskiego brygu "Mary Russel".

Kapitan tego brygu, idącego z Barbados do Irlandii, pod wpływem niepokojących snów rozpłatał siekierą głowy kilku niewinnych pasażerów i części załogi. Poranił harpunem starszego oficera i postrzelił marynarza, który dla uspokojenia kapitana pozwolił się przedtem związać. Sąd w irlandzkim mieście Cork w dniu 12 sierpnia 1828 roku, w dwa miesiące po opisanych wypadkach wydał wyrok uniewinniający kapitana.

W kilkanaście lat potem angielski bryg "Tory" był sceną podobnych wydarzeń. W drodze z Hongkongu do Londynu kapitan brygu pod wpływem "likworów" zabijał czas rąbaniem pałaszem swych oficerów, trzymając jednocześnie wymierzony w nich pistolet. Przykutych do masztu trzech marynarzy dla zabicia nudy od czasu do czasu rąbał również pałaszem. Starszy oficer w ucieczce przed szaleńcem skoczył za burtę. Drugiego oficera, który nie chciał naśladować kolegi, rozszalały kapitan rąbał szablą tak długo, aż ten z wycieńczenia padł na pdkład. Niezmordowany kapitan kazał go przywiązać w ten sposób, aby móc dla odmiany ciskać w niego pałaszem. Gdy i ta "rozrywka" znudziła się kapitanowi, kazał położyć drugiego oficera na pokładzie i, by uniemożliwić ewentualną ucieczkę, przygnieść go do pokładu ciężarami, spod których drugi oficer uwolnił jedynie swą duszę, pozostawiając pod nimi swe zwłoki. Zagniewany z powodu pozbawienia go tak miłej rozrywki kapitan zabrał się znów do marynarza - kazał go zakuć w dyby i za chwilę poćwiartował. Wszystikim tym wyczynom kapitana przyglądali się pasażerowie. Chcąc nieco urozmaicić zabawę, kapitan urządził pantominę buntu tnąc pałaszem i strzelając do załogi z pistoletów nabitych tylko prochem. Pantomina zakończyła się ciężkim poranieniem trzynastu marynarzy. Nawet po wejściu pilota kapitan w dalszym ciągu ćwiartówał jednego z marynarzy, którego przedstawił pilotowi jako zarzewie buntu.

Ówczesny prefekt policji londyńskiej postawił kapitana przed sądem jako mordercę i sprawcę masakry niewinnych ludzi. Sąd przysięgłych wydał wyrok: "Winien i niepoczytalny". Wobec tego, że wyrok był niejasny i zbyt długi, przysięgli musieli wydać drugi krótszy. Brzmiał on tylko: "Niepoczytalny". W roku 1848 kapitan brygu "Tory" został uniewinniony.

W licznych powieściach angielskich spotyka się opisy wesołych spotkań towarzyskich, jakie miały miejsce na placach publicznej kaźni w okresie późnego średniowiecza, połączonych z pokazem mód i spożywaniem wykwintnych posiłków urozmaiconych widokiem na egzekucję.

W czterdziestych latach dwudziestego wieku prasa angielska pełna była opisów niezwykłych okoliczności, w jakich piękna pani w jednym z miast angielskich osiągnęła stan wdowi wiążąc swego małżonka i układając w wannie napełnionej wodą, by następnie za pomocą modelu małego żaglowca wyprawić go w podróż na tamten świat. Niedługo przed ogłoszeniem wyroku niezwykle piękna pani otrzymała wiele propozycji natychmiastowego zawarcia małżeństwa z amatorami podobnych "podróży morskich". Opowiadania tego typu stanowią specjalne, importowane serie "ciekawych" przygód morskich.

Ale butelki z "likworem" przeniesione na polskie statki handlowe również potrafiły dać podstawy do niezwykłych opowiadań morskich z napisem MADĘ IN POLAND, które - pomimo że w niczym nie przypominają opisanych zabaw na brygach "Mary Russel" lub "Tory" - należałoby na wszelki wypadek zakończyć dewizą Orderu Podwiązki: "HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE".