Выбрать главу

— Uwaga: zapisuj historię rodziny — mówi Sirhan jednemu ze swych duchów.

Jako historyk-entuzjasta, rutynowo rejestruje wszystkie przeżycia, zarówno przed wejściem w narrację świadomości — gdyż sygnały wejściowe są najczystsze — oraz w jej strumieniu, dla zabezpieczenia przed jakimiś przyszłymi problemami z pamięcią. Babka natomiast przez dziesięciolecia niesamowicie konsekwentnie odmawiała przystosowania się do nowych możliwości zmysłów.

— Nagrywasz to, tak? — prycha.

— Babciu, nie nagrywam — odpowiada łagodnie. — Po prostu zachowuję wspomnienia dla przyszłych pokoleń.

— Ha! No, zobaczymy — mówi podejrzliwie. Potem zaskakuje go warkotliwym, raptownie uciętym śmiechem. — Nie, to ty zobaczysz. Mnie już nie będzie, więc się nie rozczaruję.

— Powiesz mi coś o dziadku?

— A po co mam się męczyć? Znam was, postludzi, pójdziesz sobie i zapytasz ducha. Nie próbuj zaprzeczać. Każda historia ma dwie strony, dziecko, a ten szmaciarz miał aż nadto uszu, które go słuchały. Mnie zostawił do wychowywania twoją matkę i nic poza tym, tylko kupę bezwartościowej własności intelektualnej i kilkanaście pozwów od Mafiji na dokładkę. Nie wiem, co ja w ogóle w nim widziałam. — Sirhan zauważa, że monitor stresu w głosie wykrywa w tym stwierdzeniu wyraźną nutkę fałszu. — To bezwartościowy śmieć i pamiętaj o tym. Leniwy kretyn, nie udało mu się założyć choćby jednej własnej firmy, zawsze musiał wszystko rozdać, wszystkie owoce swego geniuszu.

Cały czas ględząc, od czasu do czasu podkreślając słowa ostrymi dźgnięciami laski, Pamela prowadzi Sirhana na powolny, nierówny spacer ścieżką wijącą się przy jednej ze ścian muzeum, aż wreszcie trafiają pod ascetycznie skonstruowaną zabytkową rampę załadunkową.

— Powinien spróbować prawdziwego komunizmu, a nie tych rzeczy. — Odchrząkuje. — Nabrałby trochę twardości, wyzbył się tych marzycielskich pierdoł o dodatniej sumie. W dawnych czasach wiedziałeś, na czym stoisz, bez dwóch zdań. Ludzie byli prawdziwymi ludźmi, praca była prawdziwa, a korporacje były przedmiotami robiącymi, co im się każe. A to, że ona potem zeszła na złą drogę, to też wyłącznie jego wina.

— Ona? Znaczy moja matka? — Sirhan z powrotem ogniskuje swoje główne sensorium na mściwym mamrotaniu Pameli.

Ta historia ma aspekty, które nie są mu do końca znane, punkty widzenia, które musi poznać, żeby mieć pewność, że wszystko jest jak trzeba, kiedy komornicy przyjdą zająć umysł Amber.

— Wysłał jej naszego kota. To było najwredniejsze i najbardziej nieuczciwe z jego posunięć. Kot był mój, ale on go przeprogramował, żeby sprowadzał ją na manowce. I nadzwyczajnie mu się udało. Miała wtedy tylko dwanaście lat, zapewne zgodzisz się, że w tym wieku łatwo ulega się wpływom. Próbowałam wychować ją jak należy. Dzieci potrzebują bezwzględnych wartości moralnych, szczególnie w zmieniającym się świecie, nawet jeśli im się to wówczas nie podoba. Samodyscyplina i stabilność, bez tego nie da się funkcjonować jako dorosły. Obawiałam się, że po tylu upgrade’ach nie połapie się, kim jest naprawdę, że zostanie bardziej maszyną niż kobietą. Ale Manfred nigdy naprawdę nie rozumiał dzieciństwa, pewnie dlatego, że sam nigdy nie dorósł. I zawsze miał skłonności do wtrącania się w nie swoje sprawy.

— Opowiedz mi o kocie — prosi cicho Sirhan. Jedno spojrzenie na bramę rampy mówi mu, że niedawno była serwisowana. Na krawędziach wykształciła się cienka śnieżna patyna zużytych cząstek mgły, łuszcząca się jak błękitnawa wata cukrowa i odsłaniająca nagi metal pod spodem. — On chyba zaginął?

Pamela prycha.

— Kiedy twoja matka uciekła, kot przetransferował się na jej statek i skasował ciało. Tylko on miał jaja, żeby to zrobić, a może obawiał się, że ja wezwę go do sądu, żeby świadczył przeciwko niemu. Ewentualnie, tego też nie można wykluczyć, twój dziadek wbudował mu odruch samobójczy. Był na tyle złym człowiekiem, że mógł to zrobić, w końcu nawet sam siebie przeprogramował, żeby uważać mnie za śmiertelnego wroga.

— Czyli kiedy moja matka umarła, żeby uniknąć bankructwa, ten kot… nie ocalał? W ogóle? Niesamowite. — Nie chce mu się dodawać „niesamowicie samobójcze”, ale co to za sztuczna istota, która transferuje swój wektor stanu do jednokilogramowej sondy międzygwiezdnej, znajdującej się w trzech czwartych drogi do Alfy Centauri, nie mając jednocześnie żadnej kopii zapasowej ani sposobu na powrót? W jej fabryce obiektów musi brakować więcej niż paru metod.

— To mściwy zwierzak. — Pamela mocno dźga ziemię laską, mruczy jakieś polecenie i unosi ją. Staje obok Sirhana i wykręca szyję w bok, żeby na niego spojrzeć. — Jezu, jaki wysoki z ciebie chłopak.

— Osoba — poprawia odruchowo. — Przepraszam, nie powinienem.

— Osoba, chłopak, przedmiot, obojętne. Płeć masz, prawda? — pyta ostro, czekając aż niechętnie potwierdzi. — Nie wierz nikomu, kto nie może się zdecydować, czy ma być mężczyzną, czy kobietą — mówi ponuro. — Nie można na nich polegać.

Sirhan, który wyłączył swój układ rozrodczy do czasu, aż będzie go potrzebował, gryzie się w język.

— Ten cholerny kot — narzeka babka — przemycił do mojej córki plan biznesowy twojego dziadka, a potem wywiózł ją w kosmos. To on nastawił ją wrogo do mnie. To on namówił ją do udziału w budowie tego spekulacyjnego bąbla, która zakończyła się restartem rynku i upadkiem Imperium Pierścienia. A teraz on…

— On jest na statku? — pyta Sirhan, trochę zbyt skwapliwie.

— Niewykluczone. — Patrzy na niego zmrużonymi oczyma. — A co, jego też chcesz zwywiadować?

Sirhanowi nie chce się nawet zaprzeczać.

— Babciu, ja jestem historykiem. A ta sonda była w miejscu, którego nie oglądało żadne inne ludzkie sensorium. Może to żadne odkrycie, a na jej załogę być może czatują tutaj dawne pozwy sądowe, ale… — Wzrusza ramionami. — Interes to interes, a ja interesuję się ruinami.

— Ha! — Babka wpatruje się w niego przez chwilę, potem bardzo powoli kiwa głową. Pochyla się, żeby oprzeć na lasce dłonie. Stawy ma jak woreczki z wysuszonymi orzechami włoskimi: endoszkielet ubrania poskrzypuje, dopasowując się do pewnej siebie postawy. — Dziecko, dostaniesz co twoje. — Zmarszczki wyginają się w złowrogi uśmiech, gromadzona od sześćdziesięciu lat gorycz wreszcie będzie miała w zasięgu jakąś ofiarę. — I ja też. Między nami mówiąc, weźmiemy twoją matkę z zaskoczenia.

* * *

— Spoko. Między nami mówiąc, weźmiemy twoją matkę z zaskoczenia — mówi kotka, szczerząc do królowej na tronie ząbki jak igiełki. Tron jest wyrzeźbiony z jednej bryły obliczeniowego diamentu; królowa zaciska zbielałe palce na wyłożonych szafirem poręczach. Wokół zaś stoją jej słudzy, kochankowie, przyjaciele, załoga, udziałowcy, blogerzy i przedstawiciele rozmaitych dworskich stronnictw. I Ślimak. — To po prostu kolejny pozew. Dasz sobie z nim radę.

— Skoro się nie znają na żartach, to pies ich jebał — mówi trochę markotnie Amber. Choć jest władczynią tej zagnieżdżonej przestrzeni i ma jej model rzeczywistości pod całkowitą kontrolą, pozwoliła sobie zestarzeć się do dystyngowanych dwudziestu paru lat. Ubrana w luźne szare swetry, zupełnie nie przypomina niegdyś potężnej władczyni jowiszowego księżyca, ani choćby zbuntowanej dowódczyni zbankrutowanej wyprawy międzygwiezdnej. — Okej, może zapodasz mi to jeszcze raz. Chyba że ktoś ma jakieś pomysły?