Выбрать главу

— Dzięki, Aineko. — Amber kiwa do małpy głową. — I jak ci w nim jest?

Aineko człapie ku nim, z mruczącą kotką udrapowaną na barku, i zastanawia się nad pytaniem.

— Inaczej — odpowiada po dłuższej chwili. — Ale nie lepiej.

— Ach. — Dla zdezorientowanych uszu Sirhana brzmi to jak rozczarowanie. Przechodzą pod witkami wierzby płaczącej, obchodzą brzeg stawu obok przerośniętego hibiskusa, kierując się do głównego wejścia.

— W jednej kwestii Annette miała rację — mówi cicho. — Nikomu nie wierz. Chyba czas wywołać ducha tatusia. — Osłabia uścisk na łokciu Sirhana, który wyrywa go i patrzy jej w oczy. — Wiesz, kim są ci komornicy?

— Ci co zawsze. — Gestem wskazuje korytarz za frontowymi drzwiami. — Miasto, proszę puścić ultimatum.

Powietrze drży od staroświeckiego pola holograficznego, wyświetlając wynik skompresowanej prezentacji wizualnej przystosowanej do ludzkiego wzroku. Człowiek o wyglądzie pirata, w obszarpanym i mocno połatanym skafandrze kosmicznym, łypie pożądliwie w kamerę z fotela pilota wiekowej kapsuły Sojuz. Jedno jego oko jest całkiem czarne, widać, że ma w nim wysokoprzepustową wszczepkę. Nad górną wargą wyrasta mu rachityczny wąsik.

— Witamy i poh-drawiamy — bulgocze. — Hep-hezentujemy h-wardię radonową Kalafonii i mamy liszt kaperski od kongresu Sztanów Jednonożnych Ahma-hyki.

— Gada jak pijany! — Amber wytrzeszcza oczy. — O co…

— Nie pijany. Po terapii neuronalnej dostosowującej do Ekonomii Dwa Zero często występują objawy Creutzfeldta-Jakoba. Odwrotnie jak w tym starym powiedzeniu, żeby tam pracować, naprawdę trzeba być porąbanym. Słuchaj dalej.

Miasto, które zatrzymało nagranie na czas wybuchu Amber, pozwala sobie je wznowić.

— U-kurywacie zbiegłą Amber Macx i jej man-gicznego kota. Nam trzeba kota. Dziewczyna wasza. Dajemy jedno ochążenie. Dajecie tego kota, a nie szczelamy.

Ekran gaśnie.

— Oczywista ściema — dodaje Sirhan, patrząc do wewnątrz siebie, gdzie duch właśnie integruje zapisy pamięciowe pochodzące z systemu mechaniki orbitalnej miasta. — Schodząc tutaj, hamowali aerodynamicznie, przez prawie pół minuty mieli dziewięćdziesiąt g. A to wysłali potem. To tylko machinimowy awatar, z człowieka zostałaby miazga po takim opóźnieniu.

— Czyli ci egzekutorzy to… — Amber ma wyraźne trudności z ogarnięciem sytuacji.

— Nie są ludźmi — dodaje Sirhan, czując nagłe ukłucie… nie, nie czułości, na razie wystarczy sam brak wrogości… wobec tej młodej kobiety, niebędącej matką, której z przyjemnością nienawidzi, ale w innym świecie mogłaby się nią stać. — Wchłonęli masę tego co ludzkie, ale i tak widać ich korporacyjne korzenie. Choć działają w jednogodzinnym cyklu księgowym, a nie dostosowanym do cyklu produkcyjnego biednego jak mysz kościelna sumeryjskiego chłopa, choć mają zainstalowane rozmaite łatki z etyką i praktykami biznesowymi, pod spodem nie są ludźmi. To spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

— I czego one chcą? — pyta Pierre.

Sirhan, w poczuciu winy, aż podskakuje. Nie wiedział, że Pierre umie się poruszać tak cicho.

— Pieniędzy. W Ekonomii Dwa Zero pieniądze to skwantowana oryginalność — cecha, która pozwala jednej świadomej istocie wymanewrować drugą. Sądzą, że twoja kotka ma coś takiego, i chcą to dostać. Pewnie wasze mózgi też by chętnie zeżarły, ale… — Wzrusza ramionami. — Przestarzała żywność to nieświeża żywność.

— Ha. — Amber patrzy znacząco na Pierre’a, który potakuje.

— Co tam? — pyta Sirhan.

— Gdzie ta, hm, kotka? — pyta Pierre.

— Aineko chyba ma rację. — Amber się zastanawia. — Myślisz to, co ja?

— Czas wypuścić pasażera. — Pierre kiwa głową. — Jeśli tylko się zgodzi…

— Może byście wyrażali się jaśniej? — wtrąca Sirhan, ledwo się opanowując.

Amber uśmiecha się szeroko, patrząc na zawieszoną nad nimi kapsułę Mercury.

— Goście od spiskowej teorii mają trochę racji. Aineko jeszcze w Mrocznych Czasach złamała szyfr drugiego przekazu od obcych. Byliśmy prawie pewni, że coś tam znajdziemy, tylko nie wiedzieliśmy co dokładnie. W każdym razie, w tej chwili w ciele kotki nie siedzi Aineko, tylko nasz tajemniczy pasażer. Pasożyt zarażający inne organizmy. No cóż, po drugiej stronie routera natrafiliśmy na coś całkiem podobnego do Ekonomii Dwa Zero i mają tam pasożyty. Nasz pasażer jest właśnie czymś takim, w zrozumiałym dla człowieka uproszczeniu, to coś w rodzaju piramidy finansowej skrzyżowanej z nigeryjskim przekrętem, w wersji pod Ekonomię Dwa Zero. Tak się składa, że większość zdziczałych korporacyjnych duchów po drugiej stronie routera nie nabiera się już na takie sztuczki, więc zhackował system zasilania routera, żeby zapewnić nam promień napędowy na powrót do domu, w zamian za azyl. I to tyle.

— Czekaj. — Sirhan wytrzeszcza oczy. — Coś tam znaleźliście? Przywieźliście prawdziwego obcego?

— No chyba. — Amber ma zadowoloną minę.

— Ale… to wspaniale. To wszystko zmienia. Niesamowite! Nawet w Ekonomii Dwa Zero musi być wart kupę forsy! Tylko pomyślcie, czego można by się od niego nauczyć.

— Oui. Nowego sposobu wkręcania korporacji w inwestowanie w bąble kognitywne — przerywa cynicznie Pierre. — Na oko, czynisz dwa nieuprawnione założenia: że nasz pasażer zechce być przez nas wykorzystany oraz że przeżyjemy to, co się stanie po przybyciu komorników.

— Ale, ale… — Sirhan omal się nie zapluwa, wysiłkiem woli powstrzymując się od gorączkowej gestykulacji.

— Zapytajmy jego, co by zrobił — proponuje Amber. — Masz współpracować — ostrzega Sirhana. — Twoimi planami zajmiemy się, kurna, później. Najpierw ważne sprawy. Trzeba się uwolnić od tych piratów.

* * *

Kiedy wracają na przyjęcie, w skrzynce Sirhana piętrzą się wiadomości od wszystkich na orbicie Saturna — od innych kustoszy na pokładzie innych nenufarów, rozsianych chaotycznie po olbrzymiej atmosferze, od nielicznych górników z pierścienia, którzy jeszcze pamiętają, jak to było być człowiekiem (choć teraz są przeważnie mózgami w słoikach albo transferami w napędzanych atomowo ciałach z ceramiki i metalu), nawet z małych orbitalnych miasteczek wokół Tytana, gdzie ryczące hordy blogerów licytują z obłędem w oczach zapisy wizyjne członków załogi Wędrownego cyrku. Wygląda na to, że informacja o powrocie statku stała się taka ważna dopiero, kiedy się rozniosło, że ktoś uznał ich za niezły obiekt do rabunku. Teraz, gdy ktoś rozpaplał o obcym pasażerze, sieci po prostu zwariowały.

— Miasto — szepcze — gdzie ten pasażer? Powinien być w ciele kotki mojej matki.

— Kotki? Jakiej kotki? — odpowiada miasto. — Nie widzę tu żadnej kotki.

— No tak, wygląda jak kotka, ale… — Do głowy przychodzi mu okropna myśl. — Może znowu ktoś się do ciebie włamał.

— Na to wygląda. — Zgadza się entuzjastycznie miasto. — Można mieć dość, prawda?

— Chole… o, zaraz. Halo! — woła do Amber, wypączkowując kilka duchów, żeby poszukały zaginionego stworzenia, przechodząc przez tysiące zainstalowanych w różnych osobach sensorów wzrokowych — to kłopotliwy proces, trochę mniej kontrowersyjny, odkąd duchy są autystyczne. — Grzebaliście w mojej infrastrukturze od bezpieczeństwa?

— My? — Amber wygląda na zirytowaną. — Nie.

— Ale ktoś grzebał. Najpierw myślałem, że to ta walnięta Francuzka, ale teraz nie jestem pewien. To poważny problem. Jeśli komornicy dowiedzą się, jak wejść tu bokiem przy użyciu rootkita, nie będą nawet musieli nas podpalać, po prostu opanują cały habitat.