Выбрать главу

– O rogach chyba za wcześnie mówić – uśmiechnął się pod nosem Olszan, demonstracyjnie nie patrząc w moją stronę.

– Mamy pecha – zignorował go Filipiak. – Jak ktoś ma pecha, to dwie różne grupy mogą chcieć go wykończyć z dwóch różnych powodów.

– Bzdura. – Rozdrażnienie wyparło kpinę z twarzy Olszana.

– Bzdura?! – Filipiaka też poniosło. – Ktoś truł Pawlikiewicza i poderżnął mu gardło, bombarduje nas etiopski samolot, któremu najwyraźniej podano namiary, a polski granat zabija Giełzę i omal nie rozwala radiostacji! Jakiś Mi-28, który w ogóle nie ma prawa być w Afryce, urządza na nas polowanie, po czym tak po prostu znika, zamiast wesprzeć Sabaha i załatwić nas w pięć minut! Sabah obiecuje odejść, jeśli oddamy dziewczynę… i co? I odgraża się przy tym sądem nad morderczynią! Kastruje Giełzę! Przecież po czymś takim nikt normalny nie pozwoli się oddać w jego ręce! A gdyby pozwolił, to jakby wymachiwał nam przed nosami szpiegowską legitymacją!

– Myśli pan, że dziewczyna jest w porządku? – podsumował Morawski.

– Jeśli chodzi o jej układy z Sabahem? Chyba tak. Wie pan, dlaczego żyjemy? Bo wierciła mi dziurę w brzuchu o te okopy na górze.

– Wołynow też. A jemu pan nie ufa.

– Nie słucha pan – uśmiechnął się krzywo Filipiak. – Powtarzam: dwie niezależne sprawy. Rosyjski śmigłowiec, może Wołynow, może Mengesza, no i ten pseudoetiopski iliuszyn to grupa A. Sabah, migi, być może Mengesza: grupa B. Jednym chodzi o śmigłowiec, drugim o urażone ambicje. Albo po prostu: o świętą wojnę z Zachodem. Słyszał pan, co się dzieje w kraju. Może po prostu tu kogoś poniosło i zaczął trochę wcześniej.

– Rosjanie od zawsze sprzedawali broń różnym mętnym typom. Świat się do tego przyzwyczaił. Niby dlaczego teraz mieliby angażować się w tak karkołomne operacje? Zadzierać z ONZ, bo po cichu opchnęli Somalijczykom parę śmigłowców? Nie kalkuluje się.

– Kto by tam nadążył za ruskim politykiem – wzruszył ramionami Olszan. – A tak w ogóle, to przypominam, że Mengesza zmył się z kompletem dowodów. Możemy się teraz zaklinać, że widzieliśmy wrak cały w czerwonych gwiazdach, a i tak nikt poważny nie oskarży Rosji. Sprawa zamknięta. Nawet jak mają tu agenta, to agent zrobił swoje i teraz z całego serca wspiera nas przeciw Sabahowi. A, i jeszcze jedno: jeśli wszystko zaczęło się od tajnego latania tajnych śmigłowców, to najbliżej tego był świętej pamięci Zanetti.

– Zanetti rosyjską wtyczką? – zdziwił się Ciołkosz.

– Nie myślmy stereotypowo. Rubel jest wymienialny. Wszystko się globalizuje, a lewe interesy najszybciej. Gdybym chciał ukryć przed światem, że nad Etiopią latają nielegalnie moje maszyny, to kogo werbowałbym do współpracy? Właśnie takiego gościa jak Zanetti.

Milczeliśmy jakiś czas. Na zewnątrz wybuchały pociski.

– Wiemy, że gówno wiemy – podsumował Filipiak. – Umówmy się, że będziemy zwracać uwagę na wszelkie dziwne zachowania. Zwłaszcza Wołynowa i Asmare. A wracając do rzeczy… Są konkretne powody, by ją posłać do Werder. Po pierwsze, zna język.

– To spory garnizon – zaprotestowałem. – Na pewno mają kogoś, kto zna angielski. A jak nie, to wystarczy, by mieli radio.

– Tłumacz może się przydać w drodze.

– Zakładaliśmy, że przemkną przez nikogo niezauważeni.

– Dobrze, zostawmy to. Punkt drugi: nie wiem, czy to ona miałaby pomagać Joli, czy na odwrót, ale we dwie gwarantują jakąś opiekę. Pojedynczo żadnej wolałbym nie dopuszczać do swoich rannych.

– Gabriela robi to, co jej każę. Żaden z niej medyk.

– Nie mdleje i nie rzyga na widok Juszczyka. Ja tak. Nawiasem mówiąc cholernie twarda z niej sztuka.

– Dobry materiał na szpiega, co?

– Dobry materiał na przewodnika. Ta dziewczyna przejechała na ośle pół Etiopii i czort wie ile frontów. Przyda im się.

– To wszystko?

– Nie, jeszcze sprawa najważniejsza. Żołnierze nie chcą za nią ginąć. Dla nich sprawa jest oczywista. Nawet jak zaczniemy rozpowiadać o sabotażu, rosyjskich agentach i wszystkich naszych podejrzeniach, mało kogo przekonamy. I dlatego chcę się pozbyć dziewczyny, zanim ktoś zrobi coś głupiego.

Jakiś zabłąkany granat rąbnął w bok transportera. Nieszkodliwie, ale wszyscy podskoczyli z wrażenia.

– Jassssny gwint – zasyczał Olszan. – Jakby tak w okop…

– Sam pan widzi, doktorze. – Filipiak, jak na dobrego żołnierza przystało, wykorzystał okazję. – Jest źle, a będzie gorzej. Z nami wcale nie będzie bezpieczniejsza.

– I my z nią – dorzucił Ciołkosz.

Obaj mieli rację. Nie znałem Gabrieli Asmare.

Ale chciałem poznać.

– Wolałbym wierzyć, że nie ma czwartego powodu.

– Czwarty powód? – Filipiak uniósł brwi.

– Gdyby ją tamci złapali, mielibyśmy święty spokój.

Przyglądał mi się jakiś czas, a ja rozmyślałem o głupocie ludzi, wieszających psy na współczesnym świecie. Sto lat temu po takiej sugestii musielibyśmy posłać po szpady lub pistolety. Inna sprawa, że sto lat temu żaden dżentelmen nie wpadłby na absurdalny pomysł pojedynkowania się z powodu czarnucha.

– Chce pan powiedzieć, że celowo ją wystawiam? – nazwał rzeczy po imieniu. – Składam w ofierze, dorzucając swoich rannych?

– Powiedziałem, że… – Urwałem, uświadamiając sobie, że dobrze słyszał, co powiedziałem. I że za daleko mnie poniosło. – Przepraszam. Nie wziąłem tego pod uwagę.

– Rannych nie poślę na śmierć, ale Murzynkę już tak? – uśmiechnął się cierpko.

– To nie… Ma pan prawo podejrzewać ją o różne…

– Miłe, że w końcu to przyznałeś – uprzedził porucznika Morawski.

– Jak jest takim czarnym charakterem, to może lepiej nie wysyłać jej z Lesikiem i Jolą? – uśmiechnął się cierpko Olszan. – Ma z nimi na pieńku. Sami się pozabijają.

– Mógłbyś zrobić sobie małą przerwę w robieniu jaj? – zapytał uprzejmie Morawski.

– No dobra, więc serio: ja bym ich razem nie puszczał. Są na noże. Jak Gabriela powie: „Jedźmy w lewo”, to pojadą w prawo, choćby miny leżały i lwy biegały. A w ogóle to za bardzo racjonalnie do tego podchodzicie. Mówił pan: dwie różne sprawy – zwrócił się do porucznika. – A jak ta druga to nie żaden ruski spisek, nie zacieranie śladów, tylko prozaiczna zemsta? Zestrzeliliście śmigłowiec, zabiliście czyichś kumpli. Jakim cudem nikomu nie przyszło do głowy, że ta druga załoga mogła po prostu chcieć wziąć odwet za kolegów? Wzięła, rozwaliła nam ciężarówkę i wróciła do domu. Nikt nie zauważył, że więcej się nie pojawili? Gdyby mieli nas uziemić jako świadków, walczyliby tu ramię w ramię z Sabahem. Dlaczego tego nie robią, skoro to taka gardłowa sprawa dla jakiegoś rządu?

Nie doczekał się odpowiedzi. Zamiast słów rozległo się stłumione łomotanie. Miękkie. Ktoś, kto walił w podwójne, kryjące dodatkowe zbiorniki drzwi bewupa, posłużył się gołą pięścią.

– Co za kretyn? – Filipiak poprzedził tę uwagę rzutem oka na ukaefkę, zawieszoną przy odsłoniętym otworze strzelniczym z anteną wychyloną na zewnątrz. Znajdowaliśmy się pod ogniem i nikt, kto nie musiał, nie wychylał z ukrycia nawet palca. Ci, którzy musieli, bo wyznaczono ich do obserwacji przeciwnika, mieli takie same jak dowódca nadajniki do utrzymywania łączności.

Olszan pochylił się ku drzwiom.

– Stop. – Morawski sięgnął do kabury. – Jakiś desperat mógł się prześliznąć.

Nikt więcej nie wycelował niczego w stronę drzwiczek, ale też nikt nie wyśmiał jego obaw.

Spod progu wysunęło się popiersie Gabrieli. Kuliła się za tarczą bewupa, bo tak nakazywał rozsądek, ale to nie rozsądek ją tu przygnał. Od razu zrozumiałem, że stało się coś niedobrego.