Выбрать главу

— Wybaczcie, towarzyszu lejtnancie — stary wyga robi speszoną minę. — Niedopatrzenie.

Jest zawiedziony, że nie jestem w armii od wczoraj, że znam te wszystkie oklepane kawały i wykazałem czujność. Wzywa swojego pomocnika, młodziutkiego żołnierzyka, i w mojej obecności strofuje go za nieuwagę. I on i ja rozumiemy doskonale, że młodzik nie ma z tym nic wspólnego, że „łyżkę szkoleniową” podsunął mi sierżant we własnej osobie. Sierżant rozkazuje z miejsca wyrzucić łyżkę, żeby uniknąć głupich żartów na przyszłość. Wiem, rzecz jasna, że nie pozbędą się jej za żadne skarby. Posłuży jeszcze wielu pokoleniom żołnierzy Specnazu. Ale porządek musi być. Sierżant musi wydać odpowiednie dyspozycje, a młody żołnierz musi zostać skarcony. Sierżant natychmiast podaje mi inną łyżkę. Żart się nie udał, ale widzi, że mam poczucie humoru, znam się na żołnierskich dowcipach i starych tradycjach: w wojsku nie należy obrażać się na żarty. Znowu jest poważny i rzeczowy:

— Powodzenia, starszy lejtnancie.

— Dziękuję, sierżancie.

II

W Armii Radzieckiej każdy składa swój spadochron własnoręcznie. Odnosi się to także do generałów; nie wiem, czy Margiełow skakał po tym, jak został mianowany generałem armii, ale będąc jeszcze generałem-puł-kownikiem — skakał. Wiem to na sto procent. Prócz Margiełowa w wojskach powietrznodesantowych jest bardzo wielu generałów, i wszyscy skaczą. Są również dziesiątki generałów w wywiadzie wojskowym, i ci z nich, którzy jeszcze skaczą, sami składają swoje spadochrony. To bardzo rozsądne. Jeżeli walniesz w kalendarz, będzie to wyłącznie twoja wina. A żywi nie ponoszą za ciebie żadnej odpowiedzialności.

Wszystkie spadochrony są przechowywane w magazynie, złożone, zapieczętowane, zawsze gotowe do użycia. Na każdym spadochronie — napis na jedwabiu: „Szeregowiec Iwanów. Spadochron składałem osobiście”.

Jeśli nie zrywa nas nocny alarm, jeśli udajemy się na zaplanowane ćwiczenia, z pełnym cyklem przygotowawczym, to wszystkie spadochrony zostaj ą rozłożone i złożone od nowa. I znowu każdy podpisuje: „Spadochron składałem osobiście”.

Składanie odbywa się w warunkach identycznych jak te, w jakich wypadnie skakać. A skakać trzeba będzie na mrozie, toteż składamy na mrozie. Szósta rano.

Dziś cały batalion składa spadochrony. Na szerokim placu, odgrodzonym wysokim płotem od ciekawskich spojrzeń postronnych żołnierzy.

Rozłożyliśmy spadochronowe stoły. Stół spadochronowy to nie zwyczajny stół. Jest to po prostu podłużna płachta brezentu, rozścielonego na betonie i umocowanego za pomocą specjalnych kołków. Składanie odbywa się dwufazowo. Najpierw we dwóch składamy twój spadochron: ty kierujesz, ja pomagam. Następnie złożymy mój, i role się odwrócą. Później złożymy twój zapasowy, znowu ty będziesz dyrygować, wreszcie mój zapasowy, i wtedy kieruję ja. Niektórych z nas zrzucą nie z dwoma, ale z jednym spadochronem. Komu przypadnie to w udziale — na razie nie wiadomo. I dlatego każdy szykuje dwa spadochrony.

Zaczęło się.

Czynność numer jeden: rozciągamy czaszę i linki na stołach spadochronowych. Do każdej kompanii przydzielony jest oficer, pełniący obowiązki zastępcy dowódcy kompanii ds. służby spadochronowo-desantowej — zastępca ds. SSD. On wydaje komendy. On też kontroluje dokładność ich wykonania. Po sprawdzeniu, że wszyscy wykonali pierwszy rozkaz, wydaje następny: — Zamocować szczyt czaszy! — I znowu rusza wzdłuż rzędów, kontrolując jego należyte wykonanie. Każdy z nas ma za sobą wielkie doświadczenie w układaniu spadochronów. Ale jesteśmy tylko ludźmi. Każdy może się omylić. Jeżeli błąd zostanie odkryty, spadochron będzie ponownie rozłożony i zacznie się układanie od początku. Pierwsza czynność. W porządku. Druga czynność… Kompania cierpliwie czeka, nim ten kto się pomylił wykona wszystko od początku i dogoni pozostałych. Czynność siedemnasta. A mróz — trzaskający…

Razem z całym batalionem w układaniu spadochronów biorą udział oficerowie wydziału wywiadowczego Armii. Zostaliśmy wyznaczeni na obserwatorów. A więc i nas czeka wielotygodniowy marsz przez śniegi z żołnierzami Specnazu…

Zimą wcześnie zapada zmrok. Kończymy składanie spadochronów przy świetle reflektorów, w mroźnej mgle. Za chwilę ruszymy do ciepłych koszar, a nasze spadochrony pozostaną na mrozie, pilnie strzeżone przez wzmocnioną wartę. Gdyby wniesiono je do zamkniętego pomieszczenia, na wyziębionym materiale osiadłyby niedostrzegalne gołym okiem kropelki wilgoci. A nazajutrz, na mrozie, te kropelki zamieniłyby się w drobniutkie lodowe igiełki, które wpiłyby się w warstwy jedwabiu. To śmierć. Prosta wydawałoby się sprawa. Oczywista dla każdego, nawet najmłodszego żołnierza. A jednak zdarza się czasem, że giną żołnierze Specnazu wszyscy jak jeden mąż. Całym plutonem, całą kompanią. Omyłek, możliwych podczas układania i składania są setki. Zapłata zawsze ta sama — życie.

Skostniałą ręką podpisuję się na jedwabnych paskach obu moich spadochronów: „Starszy lejtnant Suworów. Spadochron składałem osobiście”. Roztrzaskam się, a winnego znajdą. Będę to, oczywiście, ja sam.

III

Grzejemy się w przytulnym cieple koszar. Potem późna kolacja. Wreszcie ostatnie przygotowania. Wszyscy są już ostrzyżeni na zero. Teraz kolej na łaźnię. Wygrzejcie, chłopcy, swoje kosteczki, nieprędko nadarzy się wam następna okazja na ciepłą wodę. I spać. Już jest grubo po północy. Każdy musi wyspać się na zapas na wiele tygodni. Dla każdego po dziesięć godzin snu. Okna w koszarach szczelnie zasłonięte, żeby rano nikt się nie obudził. Każdy ma spać głębokim snem. Jest na to sposób. Położyć się na plecach, wyciągnąć się, rozluźnić całe ciało, zamknąć oczy i pod zamkniętymi powiekami wywrócić źrenice do góry. Jest to normalny stan oczu podczas snu. W tej pozycji człowiek zasypia bardzo szybko, łatwo i głęboko. Zbudzą nas bardzo późno. Nie będzie krzyku: „Kompania — pobudka! Za 30 sekund zbiórka!” Przeciwnie, kilku żołnierzy i sierżantów, którzy tym razem nie skaczą, którzy stój ą na straży kompanii, jej uzbrojenia i spadochronów, będzie cichutko podchodzić do każdego z osobna i ostrożnie budzić: „Wstawaj Kola, już czas”. Czas. Czas. Czas. Wstawajcie, chłopcy. Na nas czas.

IV

Czterdziesta trzecia grupa dywersyjna 296. wydzielonego batalionu zwiadowczego Specnazu liczy 12 osób. Ja, oficer informacji, idę z grupą jako trzynasty. Jestem obserwatorem, kontrolującym jej działania. Mam najłatwiejsze zadanie. Nie muszę podejmować żadnych decyzji. Moja rola ogranicza się do tego, by w najbardziej nieoczekiwanych momentach zadawać pytania — a to żołnierzom, a to dowódcy grupy, a to jego zastępcy. Mam ze sobą kartkę z setką pytań. Na wiele z nich nie znam na razie dokładnych odpowiedzi. Później oficerowie z trzeciej grupy pod kierownictwem pułkownika Krawcowa ustalą, kto się mylił, a kto nie.

Grupa dywersyjna dźwiga ze sobą dwie radiostacje R-351-M, aparaturę szyfrującą, aparaturę do ultraszybkiej transmisji sygnałów.

Dziś w nocy zostanie przeprowadzona potężna operacja mająca na celu oślepienie, neutralizację stacji radiolokacyjnych 8. Gwardyjskiej Armii Pancernej, przeciw której prowadzimy obecnie działania. Równocześnie na-stąpi zmasowane uderzenie rakietowe i lotnicze wymierzone w jej punkty dowodzenia i zgrupowania wojsk. W trakcie operacji zostanie zrzucony desant dwudziestu ośmiu czołowych grup dywersyjnych naszego batalionu Specnazu. Grupy mają różne zadania i zróżnicowany skład: od trzech do czterdziestu ludzi. Na czele jednych stoją sierżanci, na czele innych oficerowie. Każdej nocy będą się odbywać kolejne desanty. Od trzech do ośmiu grup w ciągu jednej nocy. Zrzuty mają się odbywać w różnych rejonach, z różnych kierunków i wysokości. ; Dziś mamy skakać z bardzo niskiego pułapu. Bardzo niski pułap — to znaczy 100 metrów. Każdy z nas ma tylko jeden spadochron. Otwarcie nie swobodne, lecz wymuszone. Przy bardzo niskim pułapie zapasowy spadochron jest zbędny.