Выбрать главу

— Dobrze, Suworow, ale pamiętaj: ta rozmowa nigdy nie miała miejsca. Po prostu łyknąłeś za dużo koniaku i wszystko to sobie uroiłeś. Zapamiętaj sobie, że najlepiej trzymać się z dala od tych burd, ale wówczas do końca pozostaniesz w gnoju. Walka o władzę nie zna pardonu. Kto przegrał, ten przestępca. Zwycięzcy jest wszystko jedno, czy popełniałeś przestępstwa, czy nie. Tak czy inaczej: winny. Więc lepiej już je popełniać, a jeżeli popełniać, te nie dać się złapać, a jeżeli złapią, to się nie przyznawać! a jeżeli się przyznawać, to do czynów prostych, a nie zor j ganizowanych. Każdy, kto walczy o władzę ma swoją grupę, swoją organizację, i tego nikt nie daruje rywalom. Udział w organizacji, to najstraszniejsze, do czego możesz się przyznać. Oznacza dla ciebie potworny koniec. Na najstraszliwszych torturach nie wolno ci odstąpić od tego, że działałeś w pojedynkę, bo inaczej czekają cię tortury jeszcze straszniejsze. A teraz słuchaj uważnie.

Głos zmienił mu się gwałtownie, podobnie wyraz twarzy.

— Za tydzień pójdziesz jako obserwator z grupą Specnazu. Zrzucą was na Storożenieckim poligonie. Nazajutrz grupa rozpadnie się na dwie części. Od tej chwili znikasz. Ruszasz do Kiszyniowa. Masz podróżować wyłącznie pociągami towarowymi. Tylko po nocach. W Kiszyniowie znajduje się Wyższa Szkoła Pedagogiczna. Nastroje nacjonalistyczne na uczelni wychodzą poza normę. Nocą wymalujesz na ścianie to hasło.

Podsuwa mi karteluszek cieniutkiej bibułki.

— Nie znasz mołdawskiego, więc wkuj cały tekst na pamięć. Od razu. Spróbuj napisać. Jeszcze raz. Pamiętaj. Wszystko robisz sam. Jeżeli gdziekolwiek cię zatrzymają, mówisz, że straciłeś kontakt z grupą, wypadłeś z marszruty i starasz się na własną rękę wrócić do sztabu armii. Dlatego podróżujesz nocami w wagonach towarowych. Uważaj, nie zaśpij. Wysypiaj się w dzień w lesie.

— Jakiej wielkości maj ą być litery?

— 15-20 centymetrów wystarczy, żeby strącić przewodniczącego mołdawskiego KGB.

— Jednym hasłem?

— To jest szczególny przypadek. Z nacjonalizmem na uczelni walczy od dawna i bezskutecznie. Podejmowali najbardziej drakońskie środki. Wysłali do Moskwy raport, że sytuacja została opanowana. Ty musisz pokazać, że jest inaczej. Naturalnie, podejrzenie może paść na Odeski Okręg Wojskowy, ale tamtejsze dowództwo bez trudu dowiedzie swojej niewinności. Zadajemy cios nie wprost, lecz zza węgła, z sąsiedniego okręgu. Powtarzam, działasz sam jeden. Zobaczyłeś to hasło na jakimś papierku na ulicy, nauczyłeś się go na pamięć i napisałeś na ścianie, nie rozumiejąc jego znaczenia. Lepiej być głupkiem niż spiskowcem. Hasła nie zapomniałeś?

— Nie.

VIII

Zrzucano nas z trzech tysięcy metrów. Drugiego dnia grupa rozpadła się na dwie mniejsze. Dowódcy obu podgrup wiedzieli, że od tej chwili działają samodzielnie, bez odgórnej kontroli…

IX

Pięć dni później zjawiam się w sztabie armii. Zgłaszam się do szefa wywiadu. Melduję, że w trakcie manewrów po rozdzieleniu się grupy miałem spotkać trzecią ekipę, ale do spotkania nie doszło, straciłem orientację i długi czas szukałem właściwej drogi, nie korzystając z map ani z pomocy obcych. Nieznacznym uśmiechem daję do zrozumienia, że robota wykonana. Czysta robota. Lekkim skinieniem głowy pokazuje, że zrozumiał. Ale nie uśmiecha się do mnie.

X

Linęły trzy tygodnie. Uważnie śledzę wszystkie publikacje. Jasne, że ani w prasie lokalnej, ani w centralnej nic na ten temat nie może się ukazać. Jednakże w miejscowych gazetach mógłby pojawić się artykulik pod nagłówkiem „Umacniajmy proletariacki internacjonalizm!” Nie ma takiego artykuliku…

Kładzie mi rękę na ramieniu. Zawsze podchodzi niepostrzeżenie.

— Nie trać czasu. Nic się nie wydarzy.

— Dlaczego?

— Dlatego, że to, co wysmarowałeś na murze zda się psu na budę. Tekst był zupełnie nieszkodliwy.

— Więc po co malowałem go na ścianie?

— Po to, żebym mógł cię sprawdzić.

— Byłem cały czas pod obserwacją?

— Prawie cały czas. Znałem w przybliżeniu twoją trasę, znałem punkt docelowy, starczyło więc pchnąć dziesięciu chłopa na kontrolę, i niemal każdy twój krok został zarejestrowany. Kontrolerzy, rzecz jasna, nie mieli pojęcia, co robią… Kiedy człowiek jest w napięciu, mogą mu wpaść do głowy najgłupsze pomysły. Trzeba go kontrolować. No więc cię kontrolowałem.

— Po co mi powiedzieliście, że byłem pod kontrolą?

— Aby również na przyszłość nie przychodziły ci do głowy głupie pomysły. Będę ci zlecać od czasu do czasu podobne drobiazgi, ale nigdy nie będziesz mieć pewności, czy podejmujesz śmiertelne ryzyko, czy cię po prostu sprawdzam. — Uśmiechnął się do mnie szeroko i przyjaźnie. — I wiedz jedno: mam na ciebie taki materiał, że w każdej chwili mogę zrobić z ciebie „kukłę”.

XI

Krawcow patrzy na mnie wyczekująco, potem nalewa po pół szklanki zimnej wódki i w milczeniu wskazuje jedną z nich.

— Z szefem też się czasem można napić. Nie bój się, to nie ty narzucasz mi się ze swoją przyjaźnią, to ja cię wezwałem. Pij.

Ujmuję szklankę, podnoszę na wysokość oczu, uśmiecham się do mojego szefa, i powoli wypijam. Wódka to ożywczy napój.

Ponownie nalewa po pół szklanki:

— Słuchaj, Suworow, swój wzlot zawdzięczasz tylko i wyłącznie mnie.

— Zawsze o tym pamiętam.

— Obserwuję cię od dawna i staram się ciebie zrozumieć. Na moje oko jesteś urodzonym przestępcą, choć się tego nie domyślasz i nie przeszedłeś kryminalnej szkoły życia. Nie protestuj, znam się na ludziach lepiej od ciebie. Widzę cię na wskroś. Pij.

— Wasze zdrowie.

— Zakąszaj ogóreczkiem.

— Dziękuję.

Ma posępny wyraz twarzy. Zapewne jeszcze przed moim przyjściem zdążył łyknąć co nieco. A po wypiciu zawsze robi się ponury. Zupełnie jak ja. Widocznie już to zauważył i na tej podstawie, a także innych prawie niezauważalnych cech szkicuje mój portret, będący projekcją jego samego.

— Gdybyś trafił, łotrze, pomiędzy knajaków, przyjąłbyś się, jak nic. Wzięliby cię za swego, a po kilku latach cieszyłbyś się w bandzie wyraźnym autorytetem. Bierz kiełbaski, nie krępuj się. Przywożą mi ze specjalnego rozdzielnika. Pewnie w ogóle nie wiedziałeś, że taka kiełbasa istnieje, zanim cię wziąłem do siebie. Pij…

Ponad pół metra wódki pochłonął. Stopniowo zaczyna działać. Widelec w jego dłoni utracił precyzję ruchów, ale głowa nie poddaje się działaniu alkoholu. Mówi jasno i wyraźnie, myśli tak samo.

— Jednego nie mogę w tobie, Suworow, zrozumieć: naprawdę nie sprawia ci przyjemności męczenie innych, czy tylko udajesz? Mamy szerokie możliwości rozkoszować się swoją siłą. Wańkę-pederastę można dręczyć, ile dusza zapragnie. Ale ty stronisz od tych uciech. Dlaczego?

— Nie bawią mnie męczarnie.

— Szkoda.

— Czy to źle w naszym fachu?

— W ogóle to nie. Na świecie jest astronomiczna liczba prostytutek, lecz tylko nieliczne delektują się swoją sytuacją. Dla większości jest to tylko ciężka fizyczna praca. Ale niezależnie od tego, czy kurwa lubi swój fach, czy nie, jakość świadczonych usług pozostaje w znacznym stopniu funkcją jej stosunku do wykonywanej pracy, poczucia odpowiedzialności, pracowitości. Niekoniecznie trzeba rozkoszować się swoją profesją, niekoniecznie trzeba ją lubić, ale w każdej sytuacji należy być pracowitym. Czego zęby szczerzysz?