Выбрать главу

Stoimy na wąziutkim mrocznym dziedzińcu. Z czterech stron wysokie mury. Z tyłu wrota. Po obu stronach — sierżanci KGB na posterunku. Na podwórze wychodzi kilkoro drzwi. Przy jednych — również ochrona KGB, przy pozostałych nie widać nikogo. Nad naszymi głowami gołębie gruchają na gzymsie. — Proszę tędy. — Siwy pokazuje jakieś papiery. Sierżant KGB salutuje. Przejście wolne. Siwy zna drogę. Prowadzi mnie niekończącymi się korytarzami. Czerwone dywany. Sklepione stropy. Drzwi obite skórą. Ponowna kontrola przepustek. — Proszę dalej. — Winda bezgłośnie wiezie nas na trzecie piętro. Znowu korytarze. Ogromna poczekalnia. Starsza kobieta za stolikiem. — Proszę zaczekać. — Czekamy. — Proszę wejść. — Siwy lekko popchnął mnie do przodu i zamknął za mną drzwi, sam pozostając w poczekalni.

Wysoki gabinet. Okno do samego sufitu, bez widoku. Za oknem głucha ściana, gołębie na parapecie. Dębowe biurko. Za biurkiem szczupły mężczyzna w okularach w żółtej oprawie. Brązowy garnitur bez dystynkcji: żadnych medali ani orderów. Dobrze jest w wojsku — rzut oka na naramienniki i już wiesz jak się zwracać: towarzyszu majorze, towarzyszu pułkowniku… A tu jak zagaić? Po prostu przestawiam się:

— Kapitan Suworow.

— Witajcie, kapitanie. Bardzo wnikliwie was zbadaliśmy i zdecydowaliśmy przyjąć was do Akwarium, po odpowiednim przeszkoleniu, ma się rozumieć.

— Dziękuję. To dla mnie zaszczyt.

— Dziś jest 23 sierpnia. Zapamiętajcie tę datę, kapitanie, na całe życie. Począwszy od dziś wchodzicie do nomenklatury. Wprowadzamy was na bardzo wysoki jej szczebeclass="underline" do nomenklatury Komitetu Centralnego. Prócz rozlicznych wyjątkowych przywilejów uzyskacie jeden przywilej szczególny: Od dziś nie podlegacie kontroli KGB. Odtąd KGB nie ma prawa zadawać wam żadnych pytań, żądać na nie odpowiedzi, podejmować jakichkolwiek działań przeciwko wam. Jeżeli popełnicie jakiś błąd, macie zameldować waszemu przełożonemu, a on poinformuje nas. Jeżeli nie zameldujecie, dowiemy się tak czy inaczej. W każdym razie wszelka kontrola waszych poczynań należy wyłącznie do kierownictwa GRU, albo Wydziału Organów Administracyjnych KC. O każdym kontakcie z KGB macie zameldować swojemu przełożonemu. Pomyślność KC zależy od tego, w jakim stopniu struktury i poszczególne osoby należące do nomenklatury KC zdołają zachować niezależność od wszelkich innych organizacji. Pomyślność KC to zarazem wasza pomyślność, kapitanie. Możecie się szczycić zaufaniem, jakim KC darzy wywiad wojskowy i was osobiście. Życzę powodzenia.

Zasalutowałem służbiście i opuściłem gabinet.

VIII

Rozległe jezioro ukryte w lasach. Brzegi porośnięte trzciną. Brzozy nad urwiskiem. Tam, za wysokim płotem, mieści się nasza dacza. Miniaturowa plaża. Łódki odwrócone do góry dnem. Na przeciwległym brzegu też jakieś drewniane zabudowania, też za zielonym ogrodzeniem, też pod ochroną. Specjalny teren wydzielony na dacze, ale tylko dla wąskiego kręgu wybranych towarzyszy. Nie tak łatwo tutaj trafić. Dębowe zagajniki, jeziora, gęste lasy. Gdzieniegdzie czerwone dachy. Znów zielone płoty. Do naszego jeziora prowadzi tylko jeden dojazd. Innej drogi nie ma. Możesz kręcić w kółko do woli, a tak czy inaczej stale natykasz się na zielone ogrodzenia. Za naszymi płotami też czyjeś letniska. Słychać, jak grają w siatkówkę. Nie powinniśmy wiedzieć, kto tam piłkę odbija. Im do nas też nie wolno zajrzeć. Płot po lewej nieco wyższy niż po prawej. Stamtąd dochodzą wieczorami dźwięki muzyki. Bardzo przyjemna melodia: tango. Nasz ośrodek jest całkiem spory. Mieszkają tu 23 osoby, a miejsca starczyłoby dla trzydziestu. Każdy ma osobny pokoik. Ściany z sosnowych belek. Zapach żywicy. Na ścianie malutki pejzaż. Ogromne, wygodne łóżko. Półka z książkami. Na dole hali wyłożony wielkim wschodnim dywanem. Wstajemy, kiedy chcemy i robimy, co nam się żywnie podoba. Syte śniadanie. Skromny obiad. Wystawna kolacja. Wieczorami siedzimy przy kominku. Pijemy. Gawędzimy. W poprzednim życiu wszyscy byliśmy oficerami średnich szczebli w radzieckim wywiadzie wojskowym. W grupie jest jeden podpułkownik, dwóch majorów i starszy lejtnant. Cała reszta to kapitanowie. Jeden z nas był poprzednio pilotem myśliwca, dwaj służyli w jednostce rakietowej , jeden w desancie, jeden był dowódcą kutra rakietowego. Jest też lekarz wojskowy oraz prawnik. W sumie barwne towarzystwo. Służyliśmy pod rozkazami różnych dowódców. Z rozmaitych względów każdy z nas wpadł w oko jakiemuś oficerowi wywiadu dywizji, armii albo jeszcze wyższego stopnia. Każdego z nas ktoś wyłuskał do swojej grupy. Właśnie spośród tych grup Akwarium dobiera swoich kandydatów. Zrozumiałe, że zabierając ludzi szefom wywiadów niższego szczebla Akwarium nie dąży do tego, by zagarnąć wszystkich albo najlepszych. Nie, jeżeli dziś Akwarium pozbawi Krawcowa wszystkich jego orłów, to jutro Krawców nie będzie już tak pieczołowicie kompletować własnej grupy. Dlatego Akwarium bardzo ostrożnie zabiera ludzi, żeby nie zniechęcić tego czy innego dowódcy do dalszej skrupulatnej selekcji.

Dużo śpię. Dawno już nie sypiałem równie twardym i błogim snem. Budzę się późno i idę nad jezioro. Pogoda pochmurna, ale woda ciepła. Pływam godzinami. Wiem, że ten sen i ta swoboda nie potrwają długo. Po prostu pozwalają nam odprężyć się po egzaminach i przed rozpoczęciem roku akademickiego. Więc się odprężam.

IX

Szybko zawiązana przyjaźń kończy się często wrogością. Wiem to doskonale. Moi towarzysze z grupy też to wiedzą. Dlatego bez pośpiechu bardzo ostrożnie badamy się wzajemnie. Gadamy o głupstwach. Dowcipy opowiadamy niezbyt ostre. Pełny luz. Na razie możemy popijać. W imponującym barze obfitość trunków: pij, ile dusza zapragnie. Ale pijemy z umiarem. Kiedyś zostaniemy przyjaciółmi. Kiedyś będziemy sobie ufać. Kiedyś będziemy się wzajemnie wspierać. Wtedy dopiero zaczniemy pić na serio. Jak na prawdziwych oficerów przystało. Ale jeszcze nie dziś.

Obmierzono nas dokładnie i wszyscy paradujemy w cywilnych garniturach. Niektórym z nas przyjdzie wrócić do munduru, kiedy zostaną generałami. Innym wypadnie pozostać po cywilnemu, nawet gdy zdobędą generalskie szlify. Taka służba.

X

Nazywam się pułkownik Piotr Fiodorowicz Razumow — przedstawił się korpulentny osobnik w dresie sportowym i z piłką siatkową w ręce. — Mam 51 lat, z czego 23 służę w Akwarium. Pracowałem w trzech krajach. Za granicą spędziłem 16 lat. Mam na koncie 7 werbunków. Byłem odznaczony czterema orderami bojowymi i kilkoma medalami. Będę szefem-łnstrukto-rem waszej grupy. Oczywiście, wymyślicie mi jakąś ksywę. Żebyście nie musieli łamać sobie głowy, zdradzę wam kilka moich nieoficjalnych przezwisk. Jedno z nich brzmi Słoń. Tak przezywa się wszystkich wykładowców i profesorów Wojskowej Akademii Dyplomatycznej. Na samą Akademię mówi się Konserwatorium, jeśli dotyczy to was, młodzieży, lub też Cmentarzysko Słoni, jeśli mowa jest o nas, profesorach i wykładowcach. Być może któryś z was też zostanie słoniem i przyjdzie tu, by szkolić młode słoniątka. Tymczasem chciałbym pogadać z każdym z was z osobna. Kapitan Suworow.

— Jestem, towarzyszu pułkowniku.

— Zwracajcie się do mnie zwyczajnie: Piotr Fiodorowicz.

— Tak jest.

— Zapomnijcie, że istnieje zwrot „tak jest”. Pozostajecie oficerem Armii Radzieckiej, co więcej, wznosicie się na jej najwyższe piętro: do Sztabu Generalnego. Ale mimo to na jakiś czas wyrzućcie z pamięci to „tak jest”. Czy rozmawiając z przełożonymi potraficie nie strzelać obcasami?