Spalony as wywiadu włącza aparaturę ochronną, co powoduje lekką wibrację ścian pomieszczenia, po czym przystępuje do wykładu:
— Tak oto wygląda szpieg. — Na dużym plakacie barczysty osobnik w prochowcu, ciemne okulary, postawiony kołnierz, ręce w kieszeniach. — Tak przestawiają szpiegów autorzy sensacyjnych powieści i filmów, tak też widzi ich szeroka publiczność. Zapamiętajcie: nie jesteście szpiegami, jesteście dzielnymi radzieckimi wywiadowcami. Nie przystoi wam przypominać szpiega, dlatego kategorycznie zabrania się:
a) nosić ciemne okulary, nawet w upalny, słoneczny dzień;
b) nasuwać kapelusz na oczy;
c) trzymać ręce w kieszeniach;
d) stawiać kołnierz palta lub płaszcza.
…Sposób poruszania się, rozglądania, oddychania będzie poddany długotrwałym ćwiczeniom, ale od samego początku musicie zapamiętać, że w żadnym wypadku nie możecie być napięci. Spojrzenie spode łba, zerkanie ukradkiem przez ramię: to odwieczny wróg wywiadowcy. Podczas treningów będziecie karani za takie odruchy równie bezwzględnie, jak za błędy zasadnicze. Wasz wygląd nie powinien w najmniejszym stopniu kojarzyć się z ustalonym stereotypem szpiega. Wasze otwarte, uczciwe twarze były jednym z najważniejszych argumentów przy selekcji. Długi czas badaliśmy tysiące oficerów, potencjalnych kandydatów GRU. Niektórych po kilka lat trzymaliśmy pod obserwacją. Przez ten czas każdy z nich dziesiątki razy latał jako cywilny pasażer na normalnych trasach. Ten, którego policja choć raz skontrolowała przed wejściem do samolotu, odpadał. Potrzebujemy ludzi niepozornych, na których żaden policjant nie zwróci uwagi. Spójrzcie teraz na siebie: miłe, proste robotniczo — chłopskie twarze, żadnych inteligencików w okularkach, żadnych Jamesów Bondów. Doskonale. To dowodzi, że sekcja rekrutacyjna spisuje się na medal.
…Wygląd to nie wszystko, liczą się także metody pracy. Autorzy kryminałów najczęściej ukazują agenta jako pierwszorzędnego strzelca i specjalistę od łamania kości. W większości przyszliście do Akwarium z niższych szczebli wywiadu w jednostkach Specnazu albo Floty Wojennej. Tam wszystkie te metody miały swoje uzasadnienie. Ale tutaj, na górze, w strategicznym wywiadzie agenturalnym Sztabu Generalnego, nie będziemy uczyć was strzelania ani rozbijania cegieł ciosami karate. Osiągnęliście najwyższy możliwy pułap pracy wywiadowczej, i to, co teraz przyda wam się najbardziej, to wasze głowy. Będziecie użyci do niezwykle trudnych zadań; jeżeli zawiedzie was kiedyś rozum, nie liczcie, że pistolet albo pięść wam pomogą.
…Japońskie chwyty samoobronne, pistolety i noże przypominają pasy bezpieczeństwa, stosowane przy pracy na dużych wysokościach. Zauważcie: tylko mało doświadczony młodzik używa takiej uprzęży. Stary wyga nigdy. Pas daje złudzenie bezpieczeństwa. Wystarczy raz zapomnieć, i po tobie. Kto pasa nie używa, nie ma złudzeń, stale jest świadomy niebezpieczeństwa i ma się na baczności. Ciągła asekuracja osłabia czujność i dlatego radziecki wywiad strategiczny nie daje swoim zuchom pasów bezpieczeństwa.
…Niech tylko zdarzy wam się popełnić błąd, z miejsca kontrwywiad przeciwnika rzuci przeciwko wam śmigłowce, gaz, psy, supernowoczesną technikę, sto samochodów, trzystu zawodowych policjantów. Na nic zda się wtedy pistolecik. Stwarza tylko złudne poczucie bezpieczeństwa. Pragniemy pozbawić was wszystkich złudzeń. Możecie liczyć tylko na własną głowę, na własną inteligencję. Nie macie żadnej asekuracji. Jeden fałszywy krok, i lecicie w dół. Na tym polega różnica między wami i przysłowiowym szpiegiem w ciemnych okularach. Osiągnięcia, jakimi może się poszczycić Akwarium są wymownym dowodem właściwego wyboru metod działania.
…Temat dzisiejszego 6-godzinnego seminarium brzmi: „Metody agenturalnej penetracji”.
Otworzyliśmy notesy. Szkolenie oficerów w GRU odbiega diametralnie od tego, co można wyczytać w sensacyjnych powieściach. W ciągu następnych trzech lat studiów w Wojskowej Akademii Dyplomatycznej czekało nas jeszcze wiele zaskakujących odkryć.
Człowiek może dokonywać cudów. Może trzykrotnie przepłynąć kanał La Manche, może wypić na raz sto kufli piwa, chodzić boso po rozżarzonych węglach, może opanować trzydzieści języków, zostać mistrzem olimpijskim w boksie, wynaleźć telewizor albo rower, zostać generałem GRU albo miliarderem. Wszystko jest w zasięgu jego możliwości. Po prostu chcieć — to móc. Najważniejsze — chcieć, reszta jest kwestią treningu. Jednak regularne ćwiczenie pamięci, mięśni lub charakteru samo w sobie do niczego nie prowadzi. Regularność treningu jest ważna, ale nie decydująca. Pewien dziwak ćwiczył bardzo regularnie. Przez dziesięć lat raz dziennie podnosił żelazko, a mimo to nie rozwinęła mu się muskulatura. Sukces przychodzi tylko wówczas, kiedy każde ćwiczenie (pamięci, mięśni, psychiki, siły woli, wytrwałości) doprowadza człowieka do kresu jego możliwości. Kiedy trening staje się pod koniec torturą. Kiedy człowiek krzyczy z bólu. Trening jest skuteczny tylko wtedy, gdy człowiek jest świadomy swoich możliwości, wie, że może skoczyć wzwyż na 2 metry, zrobić 153 pompki, zapamiętać dwie strony tekstu w obcym języku. Każdy następny trening ma sens tylko, jeżeli stanowi próbę pobicia rekordu z poprzedniego dnia: zdechnę, ale zrobię 154 pompki…
Chodzimy na treningi przyszłych mistrzów olimpijskich. Oto oni, 15-letni bokserzy, 5-letni akrobaci, 3-letni pływacy. Spójrzcie na ich wyraz twarzy. Poczekajcie do końca treningu, do ostatniej chwili, kiedy na malutkiej dziecinnej twarzyczce pojawi się wściekła determinacja, pragnienie pobicia wczorajszego wyniku. Patrzcie na nich! To właśnie oni przyniosą kiedyś olimpijskie złoto pod wielką czerwoną flagę z sierpem i młotem. Spójrzcie na tę twarz! Ile w niej napięcia. Jakaż męka! To droga ku sławie. To droga do sukcesu! Championem może być tylko człowiek, który wie, że za moment sztanga zwali mu się na głowę — i wyciska ją dalej. W tym życiu wygrywa tylko ten, kto pokonał samego siebie. Kto pokonał swój strach, swoje lenistwo, swoją nieśmiałość.
Słoń przyprowadził nas na trening młodych olimpijczyków.
— Tak właśnie nasz kraj przygotowuje zastępy obrońców jego sportowej chwały. Czyżbyście chłopcy, sądzili, że mniej poważnie traktuje przygotowanie wywiadowców?
Rozdział 7
Niezapomniany luty 1971 roku. Szef GRU generał-pułkownik Piotr Iwaszutin otrzymał stopień generała armii. Akwarium szaleje z zachwytu. Cały Sztab Generalny nie posiada się z radości. Wywiad wojskowy górą! Przewodniczący KGB Jurij Andropow nadal będzie tylko generałem-pułkownikiem. Co za afront!
Wiemy doskonale, że Komitet Centralny świadomie dolewa oliwy do ognia i zderzenie KGB — GRU jest nieuniknione. Jakiś czas temu doszło do zachwiania równowagi między KGB i wojskiem, i oto KC stara się skorygować przeoczenie. Rozpoczęła się czystka w średnim aparacie KGB. Trwają masowe dymisje pułkowników i generałów-majorów KGB. Towarzyszą im promocje oficerów i generalicji GRU, całego Sztabu Generalnego, całej Radzieckiej Armii. Głównodowodzącego Północno-Kaukaskiego Okręgu Wojskowego generała-lejtnanta wojsk pancernych Litowcewa awansowano do rangi generała-pułkownlka. Czy pamiętacie, towarzyszu generale, wasz trudny start na tym stanowisku? Ktoś wam wówczas przyszedł z pomocą, ryzykując własną głową. Za tę pomoc zostałem przedterminowo kapitanem. Przecież wy także, towarzyszu generale, po cichutku komuś pomagaliście i nadal pomagacie, inaczej nikt by was nie popierał. Nie zalśniłyby na waszych naramiennikach trzy generalskie gwiazdy. Powodzenia, generale.