— Na wojnie obie kategorie pilotów dzieliła przepaść. Żadnego ogniwa łączącego, żadnej warstwy pośredniej. Przyczyna takiego stanu rzeczy była bardzo prosta. Wszyscy lotnicy otrzymywali jednakowe przygotowanie, stawiali się do jednostek reprezentując mniej więcej taki sam poziom. Po pierwszej walce dowódca dzielił ich na aktywnych i biernych. Ci, którzy rwali się do boju, nie chowali się w chmury, nie bali się czołowego ataku, z miejsca zostawali prowadzącymi, reszta miała osłaniać aktywnych. Nieraz selekcja aktywnych odbywała się od razu w czasie pierwszej bitwy powietrznej. Dowódcy eskadr, pułków, dywizji, korpusów i armii rzucali wszystkie siły, by wspierać aktywnych w walce, by ich ubezpieczać, chronić w najbardziej zażartych starciach. Im większe sukcesy odnosił aktywny pilot, tym bardziej asekurowano go w walce, tym bardziej mu pomagano. Widziałem w akcji Pokryszkina, gdy miał już na koncie ponad 50 zestrzelonych samolotów niemieckich. Na osobisty rozkaz Stalina aż dwie eskadry ubezpieczały go w każdej walce. Sam wyrusza na łowy, na ogonie ma skrzydłowego, za nim dwie eskadry: jedna nad nim, druga pod nim. Dziś na piersi lśnią mu trzy złote gwiazdy i jedna diamentowa, jest marszałkiem lotnictwa, ale nie myśl, że to wszystko samo spadło z nieba. Bynajmniej. Już w pierwszej walce wykazał się aktywnością i odtąd go ubezpieczano. Był bardziej zadziorny, więcej umiał i dlatego coraz więcej mu pomagano. Gdyby ta pierwsza walka potoczyła się inaczej, od początku zostałby jednym z biernych, i wiecznie osłaniających czyjś ogon, skończyłby jako młodszy lejtnant. W myśl statystyki byłby zestrzelony w piątym locie, albo i wcześniej.
Kuczumow ciągnął dalej:
— Opowiadam ci to dlatego, że nasza praca wywiadowcza prawie niczym nie różni się od walk powietrznych. Radziecki wywiad wojskowy szkoli i rzuca do walki tysiące oficerów. Życie bardzo szybko dzieli ich na aktywnych i biernych. Jedni wzbijają się na szczyty, inni spalają się na pierwszej delegacji.
…Zapoznałem się z twoim dossier, podobasz mi się. Dziś twoja praca sprowadza się wyłącznie do osłaniania innych. Ubezpieczanie jest ciężkim, niebezpiecznym i niewdzięcznym zajęciem. Ktoś wypina pierś po ordery, a ty ryzykujesz karierę, odwalając najbrudniejszą, najcięższą robotę. Zapamiętaj jedno: nikt cię od tego nie uwolni. Każdy dowódca GRU na placówce zagranicznej przyjmując świeżą partię młodych oficerów wykorzystuje ich do działań ubezpieczających. Bardzo prędko wpadaj ą w ręce kontrwywiadów; następują aresztowania, ekspulsje, a potem do końca życia wegetacja w Służbie Informacji Akwarium albo w naszych bratnich krajach. Lecz jeśli sam wykażesz się aktywnością, będziesz szukać na własną rękę odpowiednich ludzi i ich werbować, wówczas dowódca po trochu będzie cię uwalniał od pracy przy ubezpieczaniu, co więcej, zarządzi, by ciebie z kolei osłaniano, narażano się dla twoich operacji. Taka to prosta filozofia.
…Kilka lat temu nasz rezydent w Paryżu polecił pomocnikowi wojskowego attache, by poświęcił się dla dobra kilku innych agentów. Możesz być pewny, że dowódca oddał na pożarcie biernego oficera. Za nic nie dałby równie niewdzięcznego zadania aktywnemu, zdolnemu wywiadowcy. Popieramy taką postawę. Kierownictwo GRU stawia sobie za cel wychować jak najwięcej operatywnych, śmiałych, skutecznych asów. Nie martw się, nie zabraknie małodusznych, bezwolnych facetów do ubezpieczania tamtych. Nie myśl też, że mówię ci to wszystko, bo darzę cię szczególną sympatią. Wcale nie. Wszystkim wam, młodym, mówię to samo. Taką mam robotę: podnosić ducha bojowego i skuteczność działań. Niestety, nie do każdego docierają moje słowa. Mamy wielu fajnych chłopaków, którzy nigdy nie wybiją się na prowadzących, pozostaną w ubezpieczaniu, do pierwszej wpadki. Życzę ci powodzenia i pomyślnych wiatrów. Wszystko zależy od ciebie. Dokładaj starań, wtedy dwie eskadry będą cię osłaniać w walce.
W imieniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich minister spraw zagranicznych ZSRR zwraca się do rządów zaprzyjaźnionych państw oraz podlegającej im administracji wojskowej i cywilnej z prośbą, by na mocy Konwencji Wiedeńskiej z 1815 roku umożliwiły swobodny przewóz poczty dyplomatycznej ZSRR, bez poddawania jej jakiejkolwiek kontroli, w tym również celnej. Minister spraw zagranicznych ZSRR A. Gromyko…
Policjant czyta dokument, Wydrukowany na szeleszczącym papierze opatrzonym godłem i filigranami. Gdyby czegoś nie rozumiał, ma do dyspozycji wersję angielską i francuską. Krótko i jasno: poczta dyplomatyczna ZSRR. Policjant zgrzyta zębami i zerka na potężny kontener. Coś mu nie gra.
Przez Wiedeń radziecka poczta dyplomatyczna płynie nieprzerwanym potokiem. Istna Niagara. Raz na tydzień uzbrojeni kurierzy radzieccy zatrzymują się w Wiedniu, po czym ruszają w dalszą drogę: do Berna, Genewy, Rzymu. W radzieckich ambasadach zostawiaj ą przywiezione kontenery i zabierają inne, przeznaczone do Moskwy. Do ambasad wiozą zazwyczaj po pięć, czasem dziesięć 50-kilogramowych kontenerów, w drodze powrotnej — po trzydzieści lub czterdzieści. Zdarza się, że sto. Za utratę kontenera kurierom grozi śmierć.
Za każdy kontener odpowiada głową sam ambasador. Do niego należy odbiór i wysyłka poczty dyplomatycznej. My również uczestniczymy w tej procedurze. Dopóki kurier ze swoimi kontenerami podróżuje po danym kraju, stale towarzyszy mu przedstawiciel ambasady, by w razie konieczności przypomnieć komu trzeba, że na próbę zatrzymania kontenera Związek Radziecki może odpowiedzieć sankcjami, z militarnymi włącznie. Gdyby ktoś ciekawski pragnął zaznajomić się z zawartością przesyłki, kurier ma prawo własnoręcznie się z nim rozprawić. To jego przywilej. Konwencja przewiduje użycie broni celem ochrony poczty dyplomatycznej, więc kurierzy są odpowiednio wyposażeni.
Obfita jest nasza waliza dyplomatyczna. Pęka w szwach. Kontenery transportują wszystko, co zdołamy zebrać: naboje i pociski, optykę i elektronikę, odłamki pancerzy i części rakiet, i dokumenty, dokumenty. Najróżniejsze. Plany militarne, opisy techniczne, projekty nowych rodzajów broni, które wkrótce wejdą do produkcji albo trafią do lamusa. Kurierzy wiozą to, co Zachód zatwierdził i to, co odrzucił. Przyjrzymy się z bliska. Pomyślimy. Być może weźmiemy to, co Zachód odrzucił; może wymyślimy antidotum na to, co Zachód zamierza produkować. Podróżują informacje w zielonych skrzyniach. Ściśle tajne! W imieniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich! Na mocy Konwencji Wiedeńskiej z 1815 roku!
Jadą kurierzy, wiozą kontenery. Zgrzyta zębami policja.
Dziś ma szczególnie twardy orzech do zgryzienia. Dzisiaj nasi kurierzy wiozą nie jak zwykle wiele kontenerów, lecz jeden wielki — 5 ton! W imieniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich! Zgromadziło się całe policyjne naczalstwo. Klną pod nosem. Krzywo patrzą na nasz kontener. Dziś ja mu towarzyszę. Okazałem już wszystkie niezbędne papiery. W zanadrzu mam gotową formułkę: „Zatrzymanie poczty dyplomatycznej ZSRR, jak również próba jej przejęcia, kontroli, przeglądu, pociąga za sobą…” — i tak dalej.
Pusty kontener dostarczono do Wiednia osobną platformą towarową. Teraz jest załadowany. Z każdej strony czerwienieją wielkie pieczęcie: „Poczta Dyplomatyczna ZSRR. Nadawca — Ambasada ZSRR. Wiedeń”. Kontener otaczają nasi kurierzy. Są uzbrojeni. Towarzyszy im radziecki dyplomata, co prawda niewysokiej rangi, ale zawsze nietykalny przedstawiciel ZSRR. Tylko go ruszcie, spróbujcie. Napaść na dyplomatę równa się obrazie państwa, które on reprezentuje. Napaść na dyplomatę może być uznana za napaść na samo państwo. Zgrzyta zębami policyjna góra.
— Możemy sprawdzić, czy kontener jest należycie przymocowany do platformy?