Выбрать главу

Schodzę pierwszy na dół i z obojętną miną pogrążani się w porannej prasie.

Oto schodzi na śniadanie starsze małżeństwo. Po chwili kobieta w nieokreślonym wieku, nieokreślonej narodowości z głupim, napastliwym pieskiem. Oto grupa Japończyków. A oto i mój człowiek. Uśmiecham się, kiwam mu głową. Poznaje mnie, odpowiada na pozdrowienie…

Po śniadaniu wracam do pokoju. Sprzątanie jeszcze się nie zaczęło. Wywieszam na drzwiach tabliczkę „Nie przeszkadzać”, zamykam drzwi na klucz, spuszczam żaluzje i w półmroku z rozkoszą wyciągam się na łóżku. Dawno marzyłem o takim dniu, kiedy nigdzie nie trzeba się spieszyć. Staram się odtworzyć w pamięci szczegóły z poprzedniego dnia, lecz tylko błogi uśmiech wypływa na mojej twarzy. Z tym uśmiechem najpewniej zasypiam.

Wieczorem tańczę zapamiętale. On siedzi na tym samym miejscu, co wczoraj. Jest sam. Ujrzawszy go uśmiecham się przyjaźnie. Puszczam do niego oko i na migi zapraszam do rozochoconego tłumu. Uśmiecha się i gestem odmawia.

Następnego ranka znów jestem pierwszy w holu. Zjawia się tuż po mnie.

— Dzień dobry — mówię, podsuwając mu poranną prasę.

— Dzień dobry — odpowiada uprzejmie.

Na pierwszych stronach wszystkich gazet prezydent Ugandy Idi Amin. Zamieniamy kilka słów i idziemy na śniadanie.

Teraz najważniejsze, żeby go nie spłoszyć. Można, ma się rozumieć, chwycić byka za rogi, ale mam kilka dni w zapasie i dlatego stosuję „kontakt stopniowy”. Wiele stron jego osobowości pozostaje dla nas tajemnicą, ale nawet kilkudniowa obserwacja dostarcza masy bardzo ważnych informacji: jest sam, nie ugania się za spódniczkami, nie szasta pieniędzmi, ale też nie liczy się z każdym dolarem. Ma wesołe usposobienie, co nie jest bez znaczenia: najgorzej werbować ponuraka. Nie spija się, ale sączy regularnie. Dużo czyta. Uważnie ogląda dziennik telewizyjny. Ma poczucie humoru, ceni dobry dowcip. Ubiera się starannie, bez luksusu. Nie nosi drogich ozdób. Włosy nie zawsze ma nienagannie uczesane: ten szczegół też wymownie świadczy o pewnych cechach. Często zaciska szczęki, co sugeruje wewnętrzną samokontrolę, dyscyplinę, siłę woli. Trudno takiego zwerbować, za to potem łatwo się z nim pracuje. Długo śledzę ukradkiem jego twarz. Szczególnie interesują mnie oczy, każdy szczegół jest ważny: szeroki rozstaw, niewielkie worki pod oczami. Źrenice poruszają się wolno, na długo zatrzymując się w jednej pozycji. Powieki opuszcza bardzo wolno i równie wolno podnosi. Spojrzenie przeciągle, nie zawsze wnikliwe, najczęściej nieobecne, rzadziej badawcze. Analizując czyjąś osobowość należy pilnie obserwować mięśnie ust w różnych sytuacjach: śmiech, gniew, rozdrażnienie, relaks. Uśmiech może być pobłażliwy, wzgardliwy, szczęśliwy, ironiczny, sarkastyczny, bywa uśmiech zwycięzcy i uśmiech zwyciężonego, uśmiech człowieka speszonego i uśmiech złowrogi. Wszystko to zależy od mięśni twarzy; ich praca jest jakby zwierciadłem duszy. Wszystkie te szczegóły są o wiele ważniejsze niż znajomość finansowych i służbowych kłopotów delikwenta, choć i te mają swoje niewątpliwe znaczenie…

Nocą rzucam do bagażnika plecak, gumiaki, wędki i jadę nad odległe jezioro na ryby. O brzasku z sitowia wyłania się Pierwszy Zastępca. Siada koło mnie i zarzuca spławik. Dokoła żywej duszy. Woda jest ciepła, lekko paruje, różowa poświata zapowiada rychły świt, choć słońca jeszcze nie widać.

Zastępca Nawigatora nienawidzi wędkarstwa. Zwłaszcza mierzi go myśl, że są na świecie ludzie, którzy dobrowolnie gołymi rękami nabijają robaka na haczyk. Boi się tknąć rosówkę palcem. Gdyby był rozkaz, to co innego. Tutaj jednak on jest szefem i nie musi brać ich do ręki, dlatego zarzuca pusty haczyk. Jest bardzo zmęczony, oczy ma przekrwione, szarą cerę. Dla tej krótkiej rozmowy ze mną spędził całą noc za kierownicą, a ma przecież na głowie masę ważnych spraw. Słuchając mnie nie jest w stanie pohamować ziewania. Co prawda pod koniec opowieści przestaje ziewać i nawet się rozpogadza.

— Wszystko w porządku, Wiktor.

— Myślicie, że można werbować?

Trzeci raz w życiu obdarzył mnie spojrzeniem, jakim zmęczony nauczyciel patrzy na wyjątkowo niepojętnego ucznia. Nauczyciel trze opuchnięte z niewyspania oczy.

— Słuchaj, Suworow, mam wrażenie, że ty czegoś nie rozumiesz. Przecież w takiej sprawie zwyczajnie nie masz prawa pytać o zgodę. Jeżeli zapytasz, powiem nie. Kiedyś zostaniesz Pierwszym Zastępcą albo nawet Nawigatorem, ale zapamiętaj: nawet wtedy nie powinieneś nikogo pytać. Wyślesz szyfrówkę do Akwarium, a odpowiedź z pewnością spóźni się z przyczyn technicznych. Mogę bardzo dużo wiedzieć o twoim człowieku, ale przecież nie mogę go wyczuć. To ty z nim rozmawiasz i tylko twoja intuicja może przyjść ci z pomocą. W tej sytuacji ani ja, ani Nawigator, ani Akwarium: nikt z nas nie ma ochoty brać na siebie odpowiedzialności. Jeżeli go nie zwerbujesz, będzie to twój błąd, który nieprędko zostanie ci zapomniany. Jeżeli przypadkiem zostaniesz aresztowany w chwili werbunku, to też nie będzie ci wybaczone. Decyzja należy wyłącznie do ciebie. Zwerbujesz, zarobisz na swój własny order. Będzie to twój sukces i twoja kariera. Wtedy wszyscy staniemy za tobą. Zapamiętaj: Akwarium ma zawsze rację. Zapamiętaj: Akwarium zawsze jest po stronie tych, co odnoszą sukcesy. Jeżeli złamiesz reguły i wpadniesz, staniesz przed trybunałem GRU. Jeśli będziesz postępować zgodnie z regułami i wpadniesz, oskarżą cię o dogmatyczne stosowanie regulaminu. Jeżeli odniesiesz sukces, wszyscy cię poprą i wszystko ci wybaczą, łącznie z naruszaniem elementarnych reguł. „Twórczo i elastycznie wykorzystał regulamin, odrzucając przestarzałe, zdezaktualizowane zasady”. Jesteś pewny sukcesu, idź i werbuj. Nie jesteś pewny, wycofaj się już teraz. Poślę kogo innego, każdy wywiadowca tylko marzy o takiej okazji. Twoja sprawa.

— Będę werbować.

— To już inna rozmowa. I zapamiętaj: ani ja, ani Nawigator, ani Akwarium nie zaaprobowaliśmy twoich zamiarów. Najzwyczajniej w świecie ich nie znamy. Pomylisz się, powiemy, żeś głupi szczeniak, który przekroczył swoje uprawnienia i zasługuje wyłącznie na kosmodrom w Plesiecku.

— Rozumiem.

— W takim razie powodzenia.

Zabrał kilka złowionych przeze mnie rybek i skrył się w szuwarach.

VI

Wieczorem pijemy z Siedemset Trzynastym. Nie podejrzewa, że od dawna ma swój numer, że centralny komputer poświęcił mu szczególną uwagę, że dookoła górskiego hotelu zgromadzono niebagatelne siły GRU, że z Akwarium przybył jeden z czołowych psychologów II Zarządu Głównego pułkownik Streszniew, który dokonał wnikliwej analizy nakręconego przeze mnie króciutkiego filmu. Siedemset Trzynasty nie wie, że pracę mięśni jego twarzy badali być może najlepsi psychiatrzy tajnego świata wywiadu.

Pijemy i żartujemy. Rozmawiamy o wszystkim: o pogodzie, o pieniądzach, o kobietach, o sukcesie, o władzy, o obronie pokoju i zapobieganiu światowej katastrofie nuklearnej. Musi się znaleźć,jakiś temat, który on podchwyci i sam zacznie mówić. Najważniejsze, żeby mówił więcej ode mnie. Trzeba tylko znaleźć właściwy kluczyk, właściwy temat. Znowu pijemy i opowiadamy zabawne historyjki.

Kluczyk już jest. Interesują go rekiny. Pyta, czy widziałem film „Szczęki”? Nie, jeszcze nie. Ach, co za film! Paszcza rekina pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. Efekt piorunujący! Opowiada mi o zwyczajach rekinów. Zdumiewające istoty… Śmiejemy się. Stara się odgadnąć moją narodowość. Grek? Jugosłowianin? Czech skrzyżowany z Włochem? Turek z Niemcem? Nie, jestem Rosjaninem. Obaj wybuchamy śmiechem. Cóż ty, Rusku, tutaj porabiasz? Jesteś szpiegiem? Chcesz mnie zwerbować? Tak! Ryczymy ze śmiechu.