— Paszporty proszę.
Zielone paszporty. „W imieniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Minister spraw zagranicznych ZSRR…”
— Proszę przechodzić.
Jest nas trzech: były kapitan, ja, wicekonsul. Były kapitan podróżuje, my dwaj go odprowadzamy. Jakoby. W rzeczywistości zapewniamy bezpośrednie ubezpieczanie. A tam dalej, przy kiosku — konsul generalny ZSRR. Ubezpieczanie ogólne. Grozić! Protestować! Osłaniać!
Teraz do samolotu. — Poczta dyplomatyczna — to o nas.
Płytą lotniska — do samolotu. Dwa kroki, nie potrzeba autobusu. TU-134. Dwa trapy. Tylny dla wszystkich. Przedni — dla szczególnie ważnych osobistości i poczty dyplomatycznej, to znaczy dla nas. Przy wejściu na schodki jeszcze jedna stewardesa, szczerzy zęby do pasażera. Nie wie, że kapitan przestał być szczególnie ważną osobistością, a uśmiecha się tylko dlatego, że go naszprycowano Błogością.
Przy trapie — kurierzy dyplomatyczni. Jest ich dwóch. Osiłki. Wiedzą, jaki wiozą dziś ładunek. Są uzbrojeni i nie kryją się z tym. Taka jest międzynarodowa praktyka dyplomatyczna. Takie są zasady ustalone już w 1815 roku na Kongresie Wiedeńskim.
Pomagają byłemu kapitanowi wgramolić się po trapie. Byłemu kapitanowi jakoś nogi się plączą, nie może trafić na stopnie. Nic strasznego. Pomożemy. Przy samym włazie dwaj kurierzy odwrócili byłego kapitana bokiem: we trzech naraz się nie zmieszczą. Znowu widzę ich twarze. Były radziecki dyplomata wojskowy uśmiecha się potulnie i dobrotliwie. Do kogo się uśmiecha? Może nawet do mnie.
Ja też uśmiecham się do niego.
Rozdział 15
Włóż — rozkazuje Nawigator. Wkładam na głowę przezroczysty hełm, on również, obaj wyglądamy jak kosmonauci. Hełmy są połączone elastycznymi i przezroczystymi rurkami.
Podsłuchanie jakiejkolwiek rozmowy w gabinecie dowódcy jest nawet teoretycznie niemożliwe. Jeżeli pomimo wszystkich istniejących zabezpieczeń i zagłuszarek Szef poleca mi użycie hełmowego interfonu, to znaczy, że ma coś niezwykle interesującego do zakomunikowania.
— Robisz postępy, nie tylko w zdobywaniu informacji. Niedawno przeszedłeś serię testów i weryfikacji zorganizowanych przez Akwarium i przeze mnie osobiście. Nie domyślałeś się niczego, ale przebyłeś wszystkie próby celująco. Tym samym przeszedłeś do najwyższej kategorii zaufania.
Jeżeli to prawda, to GRU z lekka przesadza. Mam parę grzeszków na sumieniu, nie jestem święty. A może Nawigator nie mówi mi wszystkiego. Nie na darmo nazywają go Przecherą.
— GRU powierza ci przeprowadzenie operacji najwyższej wagi. Do Wiednia przybywa agent występujący pod kryptonimem Stary Przyjaciel. Jest dla nas bezcenny, najlepszy dowód, że w Moskwie kieruje nim osobiście generał-pułkownik Mieszczeriakow. Nie wiem, kto to taki i nie mam prawa wiedzieć. Ty tym bardziej nie masz prawa. Jasne, że z takim człowiekiem nie spotykamy się osobiście. Nigdy, pod żadnym pozorem. Pracuje on w oparciu o system skrytek i umówionych sygnałów. Jednak GRU jest przygotowane do nawiązania z nim bezpośredniego kontaktu w dowolnej chwili. Musimy mieć pewność, że taki kontakt da się nawiązać w każdych warunkach i w każdej chwili. Dlatego raz na kilka lat przeprowadzamy spotkanie kontrolne. Przyjaciel otrzymuje odpowiedni sygnał i pojawia się w ustalonym miejscu. Nie nawiązujemy z nim żadnego kontaktu, tylko obserwujemy go z oddali. Jeżeli się zjawia, znaczy, że łączność funkcjonuje bez zarzutu. Poza tym sprawdzamy, czy wokół niego jest czysto. Teraz właśnie nastąpi taka operacja. Rozkazem szefa GRU zostałeś wyznaczony do jej przeprowadzenia. Zarezerwujemy ci pokój w hotelu. Przez dwie doby będziesz sprawdzał z silną grupą ubezpieczania czy nie masz ogona. Zjeździsz cały kraj wzdłuż i wszerz. Porzucisz samochód w Innsbrucku. Znikniesz. Ulotnisz się. Zjawisz się w Wiedniu jak widmo. Przeprowadzisz ostateczną kontrolę. Do hotelu wejdziesz przez restaurację, na górę do pokoju, gdzie wszystko będzie przygotowane. Dostaniesz Minoxa z teleobiektywem. Aparat będzie załadowany taśmą Mikrat-93-Tarcza. Negatyw ma dwie warstwy światłoczułe: na jednej zdjęte zostały austriackie lotniska wojskowe. Ty będziesz eksponował drugą warstwę. W razie aresztowania postaraj się wyrwać taśmę z aparatu i ją prześwietlić. Jeżeli ci się nie uda, sami ją wywołają. Otrzymają tylko zdjęcia lotnisk, bo wywoływacz automatycznie zniszczy drugą warstwę, właściwą. Niech cię mają za zwykłego szpiega, płotkę. Wszystko jasne?
— Jasne.
— Więc słuchaj dalej. O umówionej porze Stary Przyjaciel pojawi się przed wystawą sklepu z obuwiem. Będziesz go obserwował z odległości 100 metrów i z wysokości 18 metrów. Sfotografujesz moment pojawienia się Przyjaciela. Nie wiem, kto to będzie, może kobieta przebrana za mężczyznę, a może mężczyzna przebrany za kobietę. Niech cię nie peszy, że facet na przykład jest niechlujnie odziany i rozczochrany. Tak jest lepiej dla sprawy. Pół godziny przed wyznaczonym spotkaniem zacznij fotografować wszystko, co wyda ci się podejrzane. Jak go poznasz? Zjawi się o ściśle ustalonej porze w ściśle ustalonym miejscu. Zwinięta gazeta w prawej ręce to znak rozpoznawczy i zarazem sygnał, że wszystko jest w porządku. Ta sama gazeta w lewej ręce oznacza niebezpieczeństwo. Stary Przyjaciel udaje się na spotkanie. Nie wie, czy tym razem my się stawimy. Gdyby został w międzyczasie namierzony, może zapobiec spotkaniu, może uratować naszego oficera, a zarazem własną skórę. Jeżeli jest kontrolowany przez policję, to w jego własnym interesie leży zaniechanie kontaktów z nami. Jeśli w ciągu pięciu minut nikt się nie zjawi, odejdzie i ponownie zgłosi się na kontakt, gdy tylko otrzyma od nas wezwanie. Może to być za 10 lat i na drugim końcu planety. Być może tylko go sprawdzimy, nie nawiązując kontaktu bezpośredniego. Czy coś jest niezrozumiałe?
— Wszystko jasne.
— Jeszcze jedno. Czas i miejsce operacji podam ci w ostatniej chwili. Od tego momentu, aż do jej zakończenia, absolutny zakaz kontaktowania się z cudzoziemcami. O każdym przymusowym kontakcie masz mi osobiście meldować. Operacja jest ściśle tajna, nawet pierwszy szyfrant nie jest wtajemniczony. Depesza z Centrali z moim osobistym kodem jest zapieczętowana. W pokoju hotelowym nie masz prawa mieć żadnego innego aparatu oprócz tego, który ci wręczę tuż przed operacją. Za dodatkowy aparat możesz zapłacić głową. Musisz bardzo ostrożnie obchodzić się z Minoxem. Film założono w Akwarium, aparat opieczętowano. Pieczęci prawie nie widać, uważaj, żeby jej nie uszkodzić. Nie masz prawa mówić nikomu, nawet mnie, jak wygląda Stary Przyjaciel. Zapieczętowany Minox poleci pocztą dyplomatyczną do Akwarium, tam dopiero film zostanie odpowiednio wywołany. Czy masz jakieś pytania?
— Żadnych.
— W takim razie powtórz wszystko od początku.
Numer w hotelu wybrano ze znajomością rzeczy. Jest to narożny pokój, mogę więc obserwować równocześnie trzy zaciszne zaułki. O, tam znajduje się sklep obuwniczy. Na przyległych uliczkach niemal pusto, żadnego ruchu. Do pojawienia się Starego Przyjaciela mam jeszcze trzy godziny i dziesięć minut.
Czyjaś troskliwa ręka przyszykowała wszystko, co tylko może być potrzebne: teleobiektyw do Minoxa wielkości bateryjki, dużą lornetkę Zeissa, chronometr Omega, komplet filtrów, plan miasta, termos z gorącą kawą. Sam aparat przyniosłem ze sobą.
Minox. Chromowane kwadratowe pudełeczko z guziczkami i okienkami. Od dziesięcioleci wszystkie wywiady świata posługują się wyłącznie tym aparatem. Kim Philby używał Minoxa pracując dla wywiadu radzieckiego przeciw Brytyjczykom. Pułkownik Oleg Pieńkowski pracował Minoxem dla angielskich służb specjalnych przeciw radzieckim. Oto on, trzymam go w dłoni. Malutki poręczny Minox. Podłączam teleobiektyw i próbuję fotografować. Na razie tylko się przymierzam. Dla takiego małego aparatu 100 metrów tu duża odległość. Przy najlżejszym drgnieniu ręki wszystko zamazane, nieostre. Minox do tego się nie nadaje, wymyślono go do fotografowania rozłożonych na stole dokumentów.