Выбрать главу

— Proszę — rzekł Cień. — Proszę, przestań!

Lecz badanie trwało dalej. Każde kłamstwo, które tylko wypowiedział, każdy ukradziony przedmiot, każdy ból, jaki sprawił innej osobie, wszystkie maleńkie zbrodnie i drobne morderstwa, składające się na każdy kolejny dzień — to wszystko, i jeszcze więcej, zostało wydobyte z zapomnienia i ujawnione przez sędziego umarłych o głowie szakala.

I wówczas na dłoni ciemnego boga Cień rozpłakał się boleśnie. Znów był małym dzieckiem, bezradnym i bezsilnym.

A potem, bez ostrzeżenia, wszystko się skończyło. Cień dyszał i szlochał. Ciekło mu z nosa. Wciąż czuł się bezradny, lecz ręce postawiły go ostrożnie, niemal czule na ziemi.

— Kto ma jego serce? — warknął Anubis.

— Ja — zamruczał kobiecy głos.

Cień uniósł wzrok. Bast stała obok istoty, która nie była już panem Ibisem. W prawej dłoni trzymała serce Cienia. Rubinowy blask oświetlał jej twarz.

— Oddaj mi je — polecił Thoth, bóg o głowie ibisa. Wziął w swe nieludzkie dłonie serce i ruszył naprzód.

Anubis postawił przed sobą złotą wagę.

— Teraz dowiemy się dokąd trafię? — szepnął Cień do Bast. — Do nieba, piekła, czyśćca?

— Jeśli szale się wyrównają — odparła — będziesz mógł sam dokonać wyboru.

— A jeśli nie?

Wzruszyła ramionami, jakby wolała nie rozmawiać na ten temat.

— Wówczas oddamy twoje serce i duszę Ammetowi, pożeraczowi dusz.

— Może — zaczął — może jednak czeka mnie szczęśliwe zakończenie?

— Nie ma czegoś takiego, jak szczęśliwe zakończenia — powiedziała. — Gorzej, w ogóle nie ma zakończeń.

Na jednej z szal Anubis złożył z szacunkiem pióro.

Serce Cienia umieścił na drugiej. Coś poruszyło się w mroku pod wagą, coś, czemu Cień wolał nie przyglądać się bliżej.

To było ciężkie pióro, lecz Cień miał ciężkie serce. Szalki za-kołysały się niebezpiecznie.

W końcu jednak zrównoważyły się i istota w mroku umknęła, nie zaspokoiwszy głodu.

— A zatem tak to wygląda — Bast westchnęła. — Kolejna czaszka na stosie. Szkoda. Miałam nadzieję, że przydasz się do czegoś w obecnej sytuacji. Zupełnie jakbym wyglądała zdjęcia z wypadku na zwolnionym filmie i nie mogła mu zapobiec.

— Nie będzie cię tam?

Pokręciła głową.

— Nie lubię, gdy inni ludzie wybierają za mnie moje bitwy.

I wtedy w olbrzymim pałacu Śmierci, pomiędzy wodą i mrokiem, zapadła cisza.

— Teraz mogę wybrać, dokąd pójdę? — spytał Cień.

— Wybieraj — rzucił Thoth. — Albo my wybierzemy za ciebie.

— Nie — odparł Cień. — W porządku, sam to zrobię.

— I co?! — ryknął Anubis.

— Teraz chcę odpocząć — oznajmił Cień. — Tego właśnie pragnę: niczego. Nie nieba, piekła. Niczego. Po prostu niech wszystko się skończy.

— Jesteś pewien? — spytał Thoth.

— Tak — odparł Cień.

Pan Jaquel otworzył przed Cieniem ostatnie drzwi. Za nimi była tylko nicość. Nie ciemność czy nawet zapomnienie. Nic.

Cień poczuł dziwną, gwałtowną radość. Bez wahania spokojnie przekroczył próg, wkraczając w nicość.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Na tym kontynencie wszystko dzieje się w większej skali. Tutejsze rzeki są ogromne, klimat gwałtowny, zimny i gorący, perspektywy niewiarygodne, błyskawice jakich jeszcze nie widziano. Każdy występek sprawia, że chwieją się same podstawy prawa. Tu nasze biedy, pomyłki i klęski także urastają do ogromnych rozmiarów.

— Lord Carlisle do George’a Selwyna, 1778

Najważniejsze miejsce w południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych reklamuje się na setkach dachów starych stodół w stanach Georgia, Tennessee, a nawet Kentucky. Jadący krętą leśną drogą kierowca mija zrujnowaną, czerwoną stodołę i widzi na dachu wymalowane słowa:

ODWIEDŹ SKALNE MIASTO

ÓSMY CUD ŚWIATA

Zaś na dachu pobliskiej obory białe litery głoszą:

OBEJRZYJ SIEDEM STANÓW ZE SKALNEGO MIASTA

PRAWDZIWEGO CUDU ŚWIATA

Kierowca może sądzić, że Skalne Miasto znajduje się gdzieś za najbliższym zakrętem, tymczasem wciąż jest od niego oddalone o cały dzień jazdy. Tuż za granicą stanu Georgia, na południowy zachód od Chattanoogi w stanie Tenneessee stoi Góra Czatów.

Góra Czatów tak naprawdę nie jest zbyt imponującą górą. Przypomina raczej niezwykle wysokie wzgórze. Gdy przybyli tam biali, wokół góry mieszkali Indianie Chickmauga ze szczepu Czirokezów. Nazywali ją Chattotonoogee, co oznaczało Góra Wznosząca się aż po Szpic.

W latach trzydziestych XIX w. Ustawa o Przesiedleniu Indian Adrew Jacksona wygnała Indian z ich ziem — Choctawów, Chicka-maugów, Czirokezów i Chickasawów. Amerykańscy żołnierze zmusili wszystkich do liczącego sobie prawie półtora tysiąca kilometrów marszu Szlakiem Łez na nowe indiańskie terytoria, które w przyszłości zostaną nazwane Oklahoma. Był to akt zwykłego ludobójstwa. Tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci zginęło w owym marszu. Zwycięzcy mają zawsze rację. Nikt nie słucha przegranych.

Ktokolwiek bowiem panował nad Górą Czatów, panował nad całą ziemią. Tak głosiła legenda. Było to w końcu święte miejsce. Podczas wojny secesyjnej stoczono tu bitwę: Bitwę nad Chmurami. A potem siły Unii dokonały niemożliwego i bez rozkazu wtargnęły na szczyt. Północ zdobyła Górę Czatów. Północ zwyciężyła.

Pod Górą Czatów rozciąga się sieć tuneli i jaskiń, niektórych bardzo starych. Obecnie większość z nich jest zasypana, choć miejscowy biznesmen odkopał podwodny wodospad, który nazwał Rubinową Kaskadą. Można do niego dotrzeć windą. To atrakcja turystyczna, choć znacznie większa atrakcja mieści się na szczycie Góry Czatów. To właśnie Skalne Miasto.

Skalne Miasto okala ozdobny ogród na zboczu góry. Goście wędrują ścieżką wiodącą między skałami, nad skałami, przez skały. Rzucają kukurydzę do zagrody jeleni, przechodzą przez wiszący most i korzystają z lornetek na monety, przez które w rzadki, pogodny dzień, gdy powietrze jest idealnie czyste, widać siedem stanów. Stamtąd zaś, niczym szlak skręcający wprost do kamiennego piekła, ścieżka prowadzi miliony turystów do jaskiń, gdzie czekają podświetlone lalki, ustawione w dioramy rodem z wierszyków dla dzieci i z bajek?

Opuszczając Skalne Miasto, turyści czują rozbawienie. Nie są pewni, po co tu przybyli i co zobaczyli ani czy bawili się dobrze, czy też nie.

* * *

Przybywali na Górę Czatów z całych Stanów Zjednoczonych. Nie byli turystami. Przybywali samochodami, samolotami, autobusami, koleją, pieszo. Niektórzy potrafili latać, nisko i tylko w nocnych ciemnościach. Kilku wybrało własną drogę pod ziemią. Wielu jechało autostopem, korzystając z uprzejmości szoferów i kierowców ciężarówek. Ci, którzy mieli własne samochody bądź ciężarówki, dostrzegali innych na poboczach, zjazdach bądź w barach po drodze i rozpoznając ich, proponowali podwiezienie.

Zjawiali się u stóp Góry Czatów zmęczeni i zakurzeni i, unosząc wzrok ku porośniętym lasem zboczom, dostrzegali — czy też zdawało im się, że dostrzegają — ścieżki, ogrody i kaskady Skalnego Miasta.