– Miał pan pluskwy – oznajmił. – Teraz są martwe.
– Kto na litość boską je tu zainstalował?
– To nie moja sprawa. Jestem tylko dezynsektorem. – Uśmiechnął się. – Na dole czeka ktoś, kto chciałby zamienić z panem słowo.
Isherwood powędrował przez zagracony magazyn do rampy przeładunkowej. Otworzył zewnętrzną bramę i wpuścił ciężarówkę.
– Proszę zamknąć bramę – nakazał człowiek w niebieskim kombinezonie.
Isherwood wykonał polecenie. Wówczas mężczyzna uchylił tylne drzwi ciężarówki, a ze środka buchnęła chmura gęstego dymu. W głębi samochodu przykucnęło uosobienienie nieszczęścia: Ari Shamron.
Mężczyzna w roverze przejechał z Jermyn Street na King Street, również położoną w promieniu dwóch kilometrów od nadajników, które umieścił w galerii. Od pewnego czasu nie wyemitowały ani jednego dźwięku. Ostatnie słowa, które do niego dotarły, wypowiedział marszand, gdy prosił sekretarkę o przyniesienie lunchu. Mężczyzna zdziwił się, gdyż obserwowany zawsze jadał na mieście. Jego zdumienie było tak wielkie, że zapisał w notatniku, o której godzinie doszło do zajścia. Czterdzieści pięć minut później w głośnikach radia samochodowego rozległ się szum. Ktoś właśnie znalazł nadajniki. Mężczyzna zaklął cicho i pospiesznie przekręcił kluczyk w stacyjce. Odjeżdżając, wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił do Zurychu.
Prom z Hoek van Holland do Harwich miał kilkugodzinne opóźnienie z powodu niekorzystnej pogody na Morzu Północnym. W rezultacie Gabriel i Anna Rolfe dopiero późnym popołudniem zajechali na Mason’s Yard. Gabriel dwukrotnie krótko zatrąbił, a po chwili brama prowadząca do rampy przeładunkowej powoli się otworzyła. Wjechali do środka, lecz nie wysiedli z samochodu, dopóki brama nie zamknęła się za ich plecami. Dopiero wtedy Gabriel wziął z tylnej kanapy dużą skrzynkę depozytową i poprowadził Annę przez magazyn do windy. Tam czekał na nich Isherwood.
– Pani Anna Rolfe, jak mniemam. To naprawdę ogromny zaszczyt panią poznać. Miałem przyjemność wysłuchać pani koncertu podczas wieczoru Mendelssohna. Niezapomniane wrażenie.
– Miło mi to słyszeć.
– Zapraszam do środka.
– Dziękuję.
– Już tu jest? – spytał Gabriel.
– Na górze, w sali wystawowej.
– Chodźmy.
– Co jest w skrzynce?
– Za chwilę, Julian.
Shamron stał pośrodku pomieszczenia, palił swoje cuchnące tureckie papierosy i zupełnie nie zwracał uwagi na otaczające go płótna starych mistrzów. Gabriel widział, że starzec zmaga się ze wspomnieniami. Przed rokiem, w tym samym miejscu, przystąpili do ostatniego etapu operacji, która zakończyła się śmiercią Tariqa al-Houraniego. Gdy Shamron ujrzał, że do sali wchodzi Anna Rolfe, jego twarz się rozjaśniła. Wylewnie uścisnął jej dłoń.
Gabriel postawił skrzynkę depozytową i uniósł wieko. Potem wyciągnął pierwszy obraz, rozwinął go i położył na podłodze.
– Chryste Panie… – wyszeptał Isherwood. – Pejzaż Moneta.
– To dopiero początek – uśmiechnęła się Anna.
Gabriel wydobył kolejne płótno, autoportret van Gogha, i ułożył je obok Moneta.
– Dobry Boże – jęknął Isherwood.
Potem nadeszła pora na Degasa i Bonnarda, Cezanne’a i Renoira, aż w końcu na podłodze, zajmując całą długość galerii, spoczęło szesnaście obrazów. Isherwood usiadł na sofie, przycisnął dłonie do skroni i rozpłakał się.
– Niezły początek – przyznał Shamron. – Czekamy, co będzie dalej.
Anna słyszała już opowieść Gabriela, dlatego teraz odeszła na bok i zajęła się pocieszaniem Isherwooda, który nie mógł oderwać oczu od obrazów. Gabriel wyjawił wszystko, co wie o Augustusie Rolfem i jego kolekcji, a także opowiedział o liście, który znalazł w skrytce depozytowej w Zurychu. Następnie nakreślił Shamronowi plan odzyskania pozostałej części kolekcji Rolfego: dwudziestu arcydzieł skradzionych z podziemi willi w Zurychu. Gdy skończył, Shamron zgniótł papierosa i powoli pokręcił głową.
– Ciekawy pomysł, Gabriel, ale ma pewną zasadniczą wadę. Premier nigdy nie wyrazi na to zgody. Jeśli dotąd nie zauważyłeś, przypominam, że wojnę prowadzimy z Palestyńczykami. Premier w żadnym wypadku nie zaaprobuje tego typu operacji tylko po to, żeby odzyskać kilka obrazów.
– Chodzi o coś więcej niż kilka obrazów. Rolfe sugeruje istnienie organizacji szwajcarskich bankierów i biznesmenów, gotowych na wszystko, byleby tylko ochronić stary porządek. A my dysponujemy dowodami na jej istnienie. Poza tym są trzy trupy: Rolfe, Muller i Emil Jacobi. I w dodatku usiłowali zabić także i mnie.
– Sytuacja jest zbyt wybuchowa. Nasi kapryśni przyjaciele – tu, w Europie – i tak już się na nas rozzłościli. Nie musimy dolewać oliwy do ognia, organizując tego typu akcję. Przykro mi, Gabriel, ale nie zaaprobuję jej i nie będę zabierał czasu premierowi, prosząc go o zgodę.
Anna podeszła do nich, aby posłuchać, o czym dyskutują.
– Myślę, że istnieje dość proste rozwiązanie tego problemu, proszę pana – zwróciła się do Shamrona.
Starzec spojrzał na Annę, rozbawiony, że szwajcarska skrzypaczka ośmiela się wygłaszać opinie na temat operacji izraelskiego wywiadu.
– Mianowicie?
– Niech pan nic nie mówi premierowi.
Shamron odchylił głowę i wybuchnął śmiechem, a Gabriel po chwili mu zawtórował. Gdy się uspokoili, na moment zapadła cisza, raptem przerwana przez Juliana Isherwooda:
– Jezus Maria, nie wierzę!
Trzymał w rękach Renoira, portret młodej dziewczyny z bukietem kwiatów. Obracał płótno, spoglądając to na przednią, to na tylną stronę.
– Co z tobą, Julian? – zdumiał się Gabriel.
Isherwood podniósł Renoira w taki sposób, aby Gabriel i pozostali widzieli wizerunek dziewczyny.
– Niemcy wszystko skrupulatnie opisywali. Każdy obraz sortowano, katalogowano i oznaczano: swastyką, numerem seryjnym oraz inicjałami kolekcjonera lub marszanda, któremu je odebrano.
Odwrócił płótno, prezentując jego tył.
– Ktoś usiłował usunąć oznakowania, lecz niespecjalnie mu się to udało. Przyjrzyjcie się lewemu dolnemu rogowi. Są tu ślady swastyki, numer seryjny oraz inicjały pierwotnego właściciela: S.I.
– Kim jest S.I? – spytała Anna.
– S.I. to Samuel Isakowitz, mój ojciec… – Głos Isherwooda się załamał. – Ten obraz naziści zabrali z galerii mojego ojca przy rue de la Boetie w Paryżu w czerwcu 1940 roku.
– Jest pan pewien? – dopytywała Anna.
– Mogę się założyć o wszystko.
– Wobec tego proszę go przyjąć wraz z najszczerszymi przeprosinami ze strony rodziny Rolfe. – I ucałowawszy go w policzek, dodała: – Ogromnie mi przykro, panie Isherwood.
Shamron popatrzył na Gabriela.
– Wiesz co, przedstaw mi swój plan jeszcze raz.
Zeszli na dół do gabinetu Isherwooda. Gabriel zajął miejsce za biurkiem, a Shamron krążył po całym pokoju.
– Co mam powiedzieć premierowi?
– Słyszałeś, co sugerowała Anna. Nic mu nie mów.
– A jeśli wszystko obróci się przeciwko mnie?
– Nic podobnego ci nie grozi.
– Takie historie zawsze się obracają przeciwko mnie, Gabriel, i mam na to dowody w postaci blizn. Ty także. Powiedz mi jedną rzecz. Czy mam wybujałą wyobraźnię, czy też dzisiaj wieczorem poruszałeś się bardziej sprężyście niż zwykle?