– Wyraźnie prosiłem o pistolet Heckler Koch MP-5.
– Tak, wiem, rzecz w tym, że nie miałem szans zdobyć go w tak krótkim czasie. Poza tym nie wątpię, że pistolet maszynowy Steyr-Mannlicher przypadnie panu do gustu. Jest lekki oraz łatwy do ukrycia. Zresztą, użyje go pan w ostateczności.
– Zdaje się, że nie mam wyboru.
– Jest pan szczególnie przywiązany do hecklera kocha?
Włoch trafił w sedno. Zabójca korzystał z tej broni podczas służby w SAS, ale nie zamierzał dzielić się tą informacją ze swoim rozmówcą. Owinął obydwa pistolety flanelą i ostrożnie włożył do teczki wraz z zapasowymi magazynkami i amunicją.
– Życzy pan sobie jeszcze czegoś?
Gdy Anglik zaprzeczył, Rossetti sięgnął po ołówek i przystąpił do obliczania kosztów. Sporządziwszy je w lirach, podsunął notatnik Anglikowi. Ten zerknął na rachunek, a potem na Rossettiego.
– Mogę zapłacić w dolarach?
Rossetti uśmiechnął się i przeliczył sumę na dolary po aktualnym kursie wymiany. Anglik odliczył kwotę w nowych banknotach pięćdziesięciodolarowych i dołożył pięćset dolarów ekstra. Signore Rossetti wzruszył ramionami, jakby na znak, że to niepotrzebne, a gdy jego klient nalegał, dyskretnie wsunął pieniądze do kieszeni.
Wyszli ze sklepu, wprost na lejący z nieba deszcz. Potoki wody rwące wąskimi uliczkami spływały do studzienek, niczym górskie strumienie. Włoch miał na nogach sięgające kolan kalosze; Anglik – w zamszowym obuwiu – musiał lawirować między kałużami. Wenecki jubiler obserwował go z uśmiechem.
– Pierwszy raz w Wenecji?
– Tak.
– Taka pogoda utrzymuje się od tygodnia, a mimo to turyści cały czas przyjeżdżają. Potrzebujemy ich, i to jak. Inaczej musiałbym zwinąć interes, choć niekiedy nawet ja jestem zmęczony ich obecnością.
Przed przystankiem vaporetto uścisnęli sobie dłonie.
– Muszę przyznać, że ta cała sytuacja napawa mnie głębokim niesmakiem, ale jak rozumiem, musi pan robić to, za co bierze pan pieniądze. Skrzypaczka… – Uniósł ręce w teatralnym, włoskim geście. – Cóż, skrzypaczkę można wymienić. Ale tintoretta… Tintoretta są niezastąpione. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym przyłożył rękę do ich zniszczenia.
– Zapewniam pana, signore Rossetti, że dołożę wszelkich starań, aby je oszczędzić.
– Wierzę panu. Zresztą wyobraża pan sobie, jakie przekleństwo spadłoby na człowieka, który przeszyłby kulą Zbawcę lub Dziewicę?
Jubiler przeżegnał się, odwrócił i rozpłynął w tłumie turystów.
37
Zespół Gabriela zebrał się tego samego popołudnia w salonie apartamentu Anny Rolfe. Agenci przybyli do Wenecji różnymi trasami, wyposażeni w paszporty rozmaitych państw. Zgodnie z taktyką Biura udawali zakochane pary. Operację zaplanowano i rozpoczęto tak pospiesznie, że nie miała nawet przyzwoitego kryptonimu. Gabriel zdecydował, że w takim razie przyjmą nazwę apartamentu Anny – Giorgione.
W drużynie znaleźli się Shimon i Ilana, udający francuskich nowożeńców; przyjechali do Wenecji z Lazurowego Wybrzeża. Oboje mieli ciemne oczy, oliwkową karnację, byli tego samego wzrostu i równie urodziwi. Wspólnie się szkolili w Izraelu, a ich relacje znacznie się pogorszyły, kiedy liana pokonała Shimona na strzelnicy i złamała mu obojczyk podczas ćwiczeń w sali gimnastycznej.
Icchak i Moshe, zgodnie z realiami współczesnego świata, udawali parę gejowską z Notting Hill, choć obaj byli typowymi heteroseksualistami, a Icchak wręcz przesadnie lubił kobiety.
Do drużyny skierowano także Deborah z punktu w Ottawie. Gabriel współpracował z nią w trakcie operacji Taria i był tak poruszony jej postawą, że intensywnie nalegał na włączenie dziewczyny do zespołu weneckiego. Shamron początkowo się nie zgadzał, lecz wobec kategorycznych żądań Gabriela ustąpił i przysłał ją najbliższym samolotem z Ottawy, wymyślając stosowne kłamstwo dla jej przełożonego w Kanadzie.
Na kanapie obok Deborah siedział Jonathan, nonszalancko machając nogą przerzuconą przez poręcz. Małomówny i znużony, sprawiał wrażenie człowieka czekającego w kolejce na rutynowe badanie lekarskie, które nie jest mu do niczego potrzebne. Był młodszą wersją Gabriela – można rzec, że przypominał Gabriela przed tragedią z Wiednia. Shamron powiedział kiedyś: “Jonathan poważnie podchodzi do zabijania, ale nie jest rewolwerowcem. Ma sumienie, tak jak ty. Po skończonej robocie, kiedy wszyscy są już bezpieczni, wyszukuje sobie przyjemną, cichą toaletę, gdzie rzyga tak, jakby miał wypluć bebechy”. Zgodnie z przewidywaniami Shamrona, Gabriel uznał, że ten element charakterystyki Jonathana jest obiecujący.
Spotkanie trwało godzinę i piętnaście minut. Gabriel nie miał pojęcia, dlaczego zwrócił uwagę na ten fakt. Postanowił przeprowadzić ćwiczenia w Castello, sestiere leżącej na wschód od bazyliki św. Marka oraz Pałacu Dożów. Mieszkał niegdyś w Castello i dobrze znał tamtejsze kręte uliczki. Posługując się ołówkiem, pokazał na mapie trasę, którą mają pokonać, i przedstawił plan działania.
Aby zagłuszyć rozmowę, włączył taśmę z nagraniem tańców niemieckich Mozarta. Dobór muzyki najwyraźniej podziałał przygnębiająco na Jonathana, serdecznie nienawidzącego wszystkiego, co niemieckie. Jedynym narodem, którego nie cierpiał bardziej od Niemców, byli Szwajcarzy. Podczas wojny jego dziadek, chcąc zabezpieczyć swoje pieniądze, powierzył je pewnemu szwajcarskiemu bankierowi. Pięćdziesiąt lat później Jonathan próbował uzyskać dostęp do rachunku, lecz urzędnik chłodno poinformował go, że bank musi najpierw mieć dowód, iż dziadek Jonathana rzeczywiście już nie żyje. Jonathan wyjaśnił, że dziadek został zamordowany w Treblince – chłopak oparł się pokusie i nie dodał, że z użyciem gazu wyprodukowanego przez szwajcarską firmę chemiczną – a naziści, zwykle absurdalnie biurokratyczni, tym razem jakoś nie pomyśleli o sporządzeniu aktu zgonu. Urzędnik odparł, że wobec tego jest mu przykro. Nie ma aktu zgonu, nie ma pieniędzy.
Na koniec Gabriel otworzył dużą walizkę ze stali nierdzewnej i wręczył wszystkim po specjalnie zabezpieczonym telefonie komórkowym oraz beretcie kalibru.9 milimetrów. Potem poszedł na górę i sprowadził Annę, by przedstawić ją drużynie Giorgione. Shimon i Ilana wstali i nagrodzili skrzypaczkę cichymi oklaskami. Icchak i Moshe, wczuwając się w rolę, skomentowali krój jej modnych pantofli. Deborah nie spuszczała z Anny podszytego zazdrością spojrzenia. Tylko Jonathan nie okazał zainteresowania, lecz jemu można było wybaczyć: koncentrował się wyłącznie na skrytobójcy zwanym Anglikiem.
Dziesięć minut później Gabriel i Anna spacerowali po Calle dell’Ascencione. Reszta zespołu wyszła wcześniej i zajęła upatrzone pozycje: Jonathan stał na przystanku vaporetto San Marco, Shimon i liana oglądali buty w oknach wystawowych Calle Frezzeria, Icchak i Moshe siedzieli przy stoliku Caffe Quadri na placu św. Marka. Deborah, najmłodsza w grupie, otrzymała niewdzięczne zadanie karmienia gołębi w cieniu dzwonnicy. Z godną podziwu cierpliwością pozwalała ptakom włazić sobie na ramiona i kokosić się we włosach. Znalazła nawet przystojnego carabiniere, który zrobił jej zdjęcie aparatem jednorazowego użytku, kupionym przez nią w kiosku na środku placu.
Gabriel i Anna weszli na plac, zasnuty mgiełką padającego deszczu. Prognoza pogody na następne dwa dni zapowiadała większe opady, co groziło niebezpieczeństwem wystąpienia acqua alta. Ekipy robotników rozstawiały prowizoryczne pomosty dla turystów na wypadek, gdyby wysoka woda miała zmienić plac św. Marka w płytkie jezioro.
Anna była ubrana w kurtkę, na tyle obszerną, aby ukryć kamizelkę kuloodporną. Nasunęła na głowę kaptur i włożyła okulary przeciwsłoneczne, mimo zachmurzonego nieba. Gabriel wyczuwał obecność Jonathana, który deptał mu po piętach, trzymając w dłoniach otwarty przewodnik turystyczny i rozglądając się uważnie dookoła. Gabriel zerknął w lewo i ujrzał Shimona i lianę, którzy przechadzali się pod arkadami. Setki porozstawianych wokół stolików kawiarnianych przypominały zwarte szeregi defilujących żołnierzy, a masywna bazylika o imponujących kopułach sprawiała wrażenie, jakby się unosiła na wodzie.