Выбрать главу

– Ale my nie jesteśmy właściwymi osobami do poszukiwania Doliny – powiedziała Vinga.

– To prawda. I współczuję temu, kto będzie musiał podjąć to wyzwanie.

Tula miała wrażenie, że rosną jej uszy, tak uważnie wsłuchiwała się w ich rozmowę.

Vinga dokończyła myśl Heikego:

– Ten, kto będzie obdarzony większymi nadprzyrodzonymi zdolnościami niż wszyscy inni… Wiesz, Heike, czasami zadaję sobie pytanie, czy to nie o ciebie chodzi?

– O mnie? Powinnaś była zobaczyć, jak żałośnie się spisałem w domu Gunilli i Erlanda! Wszyscy nasi przodkowie musieli chronić mnie i Tulę, leżałem ciśnięty na podłogę jak rękawiczka!

– A więc to nie ty – uśmiechnęła się Vinga. – Bardzo się z tego cieszę.

A może ja? zastanawiała się Tula. Nie, to niemożliwe, stając twarzą w twarz z Tengelem Złym jeszcze mniej znaczyłam niż Heike!

Była jedynie bezwolnym narzędziem w jego ręku, jak więc mogła sobie wyobrażać, że go pokona?

– Wszyscy, którzy trafili do Doliny, zdecydowanie ostrzegali przed wyruszaniem tam, kiedy nie ma się pewności powodzenia – powiedział Heike. – Kolgrim i Tarjei zginęli, Ingrid, Dan i Ulvhedin przestraszyli się do szaleństwa. Nawet Sol była wstrząśnięta. Musimy więc czekać.

– Dobrze, ale jak długo ma to się jeszcze ciągnąć? – poskarżyła się Vinga. – Mamy rok tysiąc osiemset szesnasty. Tengel Zły żył w trzynastym wieku…

– On nadal żyje – poprawił ją Heike.

– Wiemy, nie musisz przypominać tego makabrycznego szczegółu! Nasza rachuba czasu zaczyna się od roku tysiąc pięćset osiemdziesiątego pierwszego, kiedy to Tengel Dobry spotkał Silje, prawda? Od tamtej pory wszyscy żyli ze świadomością, że pewnego dnia przyjdzie na świat dotknięty lub wybrany, który podejmie walkę. Ale jeśli mu się nie powiedzie? Co będzie wówczas?

– Ciężkie czasy nastaną dla świata. Wraz z Tengelem Złym bowiem wyjdzie z ukrycia wszelkie zło i przejmie władzę nad światem. Pamiętaj, że on przecież dotarł do ciemnego źródła i nabrał z niego wody zła.

– Która teraz jest gdzieś ukryta w Dolinie Ludzi Lodu. A on sam znajduje się w Słowenii, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałeś. Co za galimatias!

A ja usiłowałam zbudzić Tengela złego, myślała Tula zgnębiona. I to zupełnie nie w porę! Byliśmy przecież całkiem nie przygotowani na spotkanie z nim!

Czy zresztą kiedykolwiek będziemy do tego gotowi? Najpierw trzeba odnaleźć naczynie z ciemną wodą zła i zneutralizować ją jasną wodą Shiry.

Ta woda znajduje się teraz na Grastensholm wraz z resztą skarbu Ludzi Lodu.

Znów zaswędziały ją palce, ogarnęła nieprzemożona ochota, by posiąść cały skarb wraz z flaszeczką jasnej wody. Była jedną z dotkniętych i jako tako podświadomie zawsze pragnęła, by skarb należał do niej. Chciała również zdobyć mandragorę, będącą własnością Heikego. Teraz, gdy z każdą chwilą zbliżali się do Grastensholm, żądza posiadania skarbu stawała się wprost nie do wytrzymania.

W jaki sposób zdoła ją ukryć?

Gorączkowo starała się skierować rozmowę na inny temat.

– Jakże się cieszę, że znów zobaczę Eskila! Tyle czasu już upłynęło od chwili, gdy ostatni raz go widziałam, ale pamiętam, że go uwielbiałam. Był moim ideałem, najwspanialszym bohaterem. Jest chyba teraz w domu, w Grastensholm?

– Przynajmniej powinien tam być – cierpko odparł Heike. – Odpowiedzialny jest przecież za wszystkie trzy dwory, choć dwa z nich oddane są w dzierżawę. Ale z tym chłopakiem nigdy nic nie wiadomo.

– To żywe srebra – westchnęła Vinga nie bez dumy w głosie. – Nigdy nie wiadomo, gdzie jest i co nowego wymyśli. Wydaje się, że dzień jest dla niego za krótki.

– Nasi biedni służący uciekają i kryją się po kątach, gdy widzą, jak nadchodzi milowym krokiem ze szczególnym wyrazem twarzy – opowiadał Heike. – Ostatnio, tuż przed naszym wyjazdem, skonstruował jakiś bardzo wyrafinowany podnośnik, który miał ułatwić rąbanie drzewa. W efekcie zawalił się oczywiście cały sąg opału i jeden z parobków poważnie zranił się w ramię.

Tula z trudem powstrzymywała się od uśmiechu. To był taki Eskil, jakiego pamiętała! Nie wypadało jednak śmiać się z wypadku biednego parobka…

Heike mówił dalej:

– Największym zmartwieniem chłopaka jest fakt, że nie jest wybranym. Czasami wmawia sobie, że tak właśnie jest, ku rozpaczy wszystkich, bo to, co wymyśla za każdym razem, gdy twierdzi, że posiadł tajemną moc…

Tego nie da się nawet opowiedzieć.

– Jest chyba inteligentny, prawda? – dopytywała się Tula.

– O, tak – pospieszyła z zapewnieniem Vinga. – Ale nie sposób pojąć, dlaczego taki mądry chłopiec może zachowywać się jak szaleniec.

Tula usadowiła się wygodniej, lekko się uśmiechając.

– Naprawdę cieszę się, że znów go zobaczę!

Podróż upływała spokojnie. Tula zachowywała się powściągliwie, uprzejmie, miło gawędząc z Heikem i Vingą. Wiedziała, że nie palnęła żadnego głupstwa, nie dała powodów do podejrzeń, że jest jedną z dotkniętych z Ludzi Lodu. Pewnego razu, kiedy nocowali w eleganckim zajeździe w Tanumshede, przejrzała się w lustrze w swoim pokoju. Długo i starannie badała swoje oczy, nie spostrzegła w nich jednak nawet śladu choćby jednej żółtej plamki.

Naprawdę miała szczęście.

Oczywiście siedzenie w niemiłosiernie trzęsącym powozie okazało się dość męczące. Dla Tuli jednak wszystko było nowe i przez to wspaniałe. Ten luksus, kiedy w zajazdach podawano tej takie pyszne potrawy! A przede wszystkim radowała się odkryciem, że mężczyźni – w gospodach i stacjach, gdzie zmieniali konie – bardzo się nią interesowali. Posyłali jej długie, pełne uznania spojrzenia, na które odpowiadała poruszając się bardziej kołyszącym, wyzywającym krokiem, choć i w tym starała się zachować ostrożność, by Heike i Vinga niczego nie zauważyli. Nie było jednak wątpliwości, że Tula bardzo sobie ceni ów niemy zachwyt.

Nie mogła do końca wydobyć się z odrętwienia, które opanowało ją po straszliwych przeżyciach z Tengelem Złym. Z pewnością dobrze by jej zrobiła, gdyby mogła wypłakać się na ramieniu Tomasa, ale ponieważ nie było na to czasu, musiała nauczyć się żyć ze swymi złymi wspomnieniami. Jedyne, co mogła zrobić, to zepchnąć je jak najgłębiej, w najmroczniejszy zakątek świadomości, i nie wypuszczać aż do chwili, gdy będzie mogła się od nich uwolnić.

Okazja taka z pewnością nie nadarzy się podczas pobytu w Norwegii, o ile Eskil nie był typem, w którego ramionach dziewczyna mogłaby się wypłakać, ale Tula szczerze w to wątpiła.

Im bardziej zbliżali się do parafii Grastensholm, tym większy narastał w niej zachwyt.

– Przecież ja to pamiętam! – powtarzała raz za razem.

– Ludzka pamięć potrafi być doprawdy niezwykła – uśmiechnął się Heike. – Przechowuje wszystko, co człowiek przeżywa, także w dzieciństwie. Kiedy powtórnie widzisz te miejsca, pamięć wyławia z zakamarków dawno zapomniane obrazy.

– Jak tu pięknie! – westchnęła.

– Sądzę, że nie piękniej niż gdzie indziej. Ale to właśnie pamięć ubarwia jeszcze to, co widzisz. Najwidoczniej ostatni pobyt na Grastenshalm mile ci się w niej zapisał.

– O tak, jestem o tym przekonana, bo zaczynam się błogo uśmiechać za każdym razem, gdy słyszę tę nazwę.

Po kilku godzinach powiedziała:

– Wkrótce już chyba będziemy na miejscu, prawda?

– Masz całkowitą rację – rozpromienił się Heike. – Kiedy przybyłem do Norwegii pierwszy raz, dotarłem tutaj równie podniecony jak ty. Pamiętam, że cały drżałem z napięcia, nie mogłem uwierzyć, że Grastensholm należy do mnie. Wydawało mi się olbrzymie, zwłaszcza w stosunku do tego, do czego przywykłem. Spójrz teraz, masz przed sobą całą parafię.