Mocno ujął w dłonie swój wielki organ i końcem drażniąco przesuwał po jej biodrach. Członek był lodowaty, zimny jak sama śmierć i za każdym razem, gdy dotykał jej najczulszego punktu, wzdrygała się. Pomimo nieprawdopodobnego lęku nie mogła jednak nic poradzić na to, że jej ciało zaczęło rozkosznie pulsować. Demon ponownie skierował swą męskość w najwrażliwsze miejsce, leciutko pchnął i lepka ciecz zalała uda dziewczyny. Od zimna przeszył ją dreszcz. Ale pierwszy demon już odszedł.
Teraz drugi, o równie strasznych oczach i ostrych zębach w trójkątnej lisiej twarzy, drażnił członkiem, raz po raz przesuwając nim od kolan w górę, a doprowadził ją do stanu bliskiego szaleństwa, pożądania pomieszanego z lękiem, a potem pchnął i już było po wszystkim. Ohydna lepkość lodowatym strumieniem spływała po jej nogach.
Teraz jednak Tula była już tak rozpalona, że trzeciemu wyszła niemal naprzeciw, choć nie przestawała jęczeć ze strachu. W miejscu, którego dotykał, pulsowało napięcie wprost nieznośne. Kręciło jej się w głowie, widziała jakby przez mgłę, wszystko rozszalało się teraz wokół zmysłów, reszta była nieistotna, obojętna, została wyparta z jej myśli, z pola widzenia, ze świata.
Kiedy zbliżył się czwarty, leciutko rozchyliła nogi i przeżyła gwałtowny, mocny orgazm, co najwidoczniej bardzo uradowało wszystkie demony, bo wzbiły się w powietrze posapując z zadowolenia. Żaden z nich jednak nie przekroczył granicy, którą im wyznaczyła.
Zniknęły. Została sama, zdyszana. Opierając się o ścianę, powoli osunęła się po niej i opadła na łóżko.
Muszę wytrzeć… pomyślała.
Na jej udach, na nogach, nigdzie nie było niczego. Najmniejszego śladu.
Co się naprawdę wydarzyło? zastanawiała się, leżąc już w łóżku, na powrót ubrana w koszulę, z kołdrą naciągniętą po same uszy z nadzieją, że uda się jej przywrócić normalny, spokojny oddech.
Czyżbym śniła? Czy to były wytwory mojej własnej fantazji, powołane do życia przez od dawna tłumione zmysły? Czy też wydarzyło się to naprawdę?
Pewnie nigdy się tego nie dowiem.
Świadomość własnej nieokiełznanej żądzy napełniła ją takim wstydem, że poczuła się kompletnie rozbita. Jak mogła coś podobnego zrobić? Jak mogła?
Ponieważ Tula nigdy nie nauczyła się sama zaspakajać własnych żądz, cztery straszne demony od czasu do czasu powracały. Między ich kolejnymi odwiedzinami mogły upływać tygodnie, a nawet miesiące, ale za każdym razem, gdy napięcie w niej osiągało punkt wrzenia i naprawdę potrzebowała rozładowania – przychodziły. Nigdy nie dowiedziała się, czy to wszystko razem tylko jej się śniło, czy też działo się naprawdę. Zaspokajały jednak i ją; i siebie, pozostawiały ją bardziej usatysfakcjonowaną, niż mogła sobie wymarzyć. Nigdy nie wyrządziły jej krzywdy – ani za pierwszym razem, ani później. Tula zaczynała rozumieć, że wzięły ją pod swą opiekę. Zawsze odnosiła się do nich z szacunkiem, a one, jak się wydawało, bardzo to sobie ceniły. Jeśli ktoś z szarego ludku w jakiś sposób próbował jej dokuczyć, demony pojawiały się natychmiast, chroniąc przed natarczywością innych. Czasami ta sytuacja wydawała się jej wręcz chorobliwa.
Często zadawała sobie pytanie, czy wszystkie niesamowite wydarzenia na dworze są rzeczywiste, czy też ona oszalała.
W każdym razie pojmowała, że jak najprędzej powinna opuścić Grastensholm. Czy była to rzeczywistość, czy też nie, znalazła się na niebezpiecznej drodze.
Wyjechać jednak nie było wcale łatwo. Upływały miesiące. Heike, który nic nie wiedział o nocnych odwiedzinach, nie chciał jej wypuścić spod swych opiekuńczych skrzydeł tak długo, dopóki nie uzyska całkowitej pewności, że znalazła się na właściwej drodze, jeśli chodzi o wykorzystywanie czarodziejskich umiejętności. Poza tym wszystko między nimi układało się jak najlepiej. Odbywali codzienne lekcje sztuki leczenia i Tula okazała się nad wyraz pojętną uczennicą. Heike jak najstaranniej wpajał jej dobroć, dobroć dla wszystkich, a Tula słuchała, kiwała głową i pochłaniała wiedzę.
Bez względu jednak na kazania, które jej prawił, pragnienie posiadania prawdziwego skarbu nadal w niej tkwiło. Frapowały wszystkie te czarodziejskie formuły, tajemne środki i mikstury, ukryte gdzieś w jednym z kątów licznych składzików czy piwnic Grastensholm… Czy ośmieli się kiedykolwiek zapytać o to demony?
Prawdą jednak było, że Tula miała ogromne wątpliwości, co świadczyło poniekąd o tym, że nosi w sobie pokłady prawomyślności.
Ach, jej osobowość była tak rozszczepiona, taka chwiejna, że dziewczyna nie potrafiła odnaleźć swego właściwego miejsca. Heike był wspaniały, chętnie go słuchała, a on tak mocno wierzył, że wyrośnie z niej naprawdę dobry człowiek. Czasami jednak jakby wstępował w nią zły duch. Ogarniała ją wówczas nieprzeparta ochota, by wymyślić prawdziwie diabelską sztuczkę, zrobić coś naprawdę złego… Choć nie, czuła, że coś złego wcale by jej nie zadowoliło, już raczej coś oryginalnego, coś, co by wszystkich zaszokowało.
Szczęśliwie były to krótkotrwałe napady. Na ogół bawiła się znakomicie i nie miała kłopotów z wolnym czasem. Heike zajmował ją naukami, z Vingą gawędziły jak dwie przyjaciółki, a poza tym Tula garnęła się do pomocy we dworze, zarówno w domu, jak i w obejściu. Z Eskilem nieustannie się droczyli, ale rozumieli się nad podziw dobrze, choć Tuli nie wolno było uczestniczyć w jego najdzikszych wybrykach. Zdarzało się, że Eskil jak sam diabeł pędził na koniu przez łąki, czasami ku rozpaczy wszystkich wprowadzał w życie swoje kolejne wynalazki; to znów wyprawiał się do Christianii na poszukiwanie przygód, z których potem zdawał Tuli długie i, jak przypuszczała, mocno ubarwione relacje.
Jasne więc, że było jej dobrze na Grastensholm. A jeszcze kiedy demony zaspokajały jej cielesne potrzeby, to… Ale, ach! Jakże brakowało jej czegoś podczas tych tajemnych nocnych chwil rozkoszy! Ciepła! Ludzkiego ciepła i tego, co, jak przypuszczała, istniało naprawdę: miłości i czułości. Tymczasem wszystkie jej doznania były tak lodowato zimne, także uczuciowo, takie niezwykłe i obce. Nabierała coraz głębszego przekonania, że demony są jedynie postaciami ze snu, choć prawdę mówiąc zdarzało się jej widzieć je także za dnia, ale wówczas tylko na odległość.
Przybywały zawsze w momencie, gdy już prawie zasypiała. Żywiła silne przekonanie, że były one wytworami jej własnej fantazji, wywołanymi jej tęsknotą lub gwałtownymi potrzebami. Była wszak dotkniętą kobietą z Ludzi Lodu, a one charakteryzowały się niezwyczajną zmysłowością. Pod tym względem nie była żadnym wyjątkiem.
Często pisywała do domu i równie często otrzymywała odpowiedzi. Heike także przesłał Gunilli i Erlandowi wiadomość, że pragnie zatrzymać Tulę jeszcze przez jakiś czas, gdyż ich córka ujawniła wyjątkowe predyspozycje i powinna dobrze nauczyć się zawodu lekarza. Naturalnie nie chodziło tu o medycynę szkolną, nigdy bowiem nie dostałaby się na studia, Heike zresztą także nie uzyskał prawnego statusu w kręgach lekarskich Norwegii, bo, o wstydzie, nie znał łaciny. Przez niektórych nazywany był szarlatanem, przez innych – mądrym chłopem, ale w parafii Grastensholm i jej okolicach cieszył się powszechnym szacunkiem i uznaniem, a i medycy przyznawali, że współpracował z nimi w przyzwoity sposób. Jeśli wiedział, że lekarze potrafią wyleczyć pacjenta, zawsze wysyłał go do nich. W przypadkach jednak, gdy pozostawali bezradni, włączał się, i to na ogół z zaskakująco dobrymi rezultatami.
Nie byli w stanie tego pojąć, więc zazwyczaj mruczeli pod nosem, że pacjent i tak wyzdrowiałby sam z siebie. Czasami powiadali, że gdyby tylko mieli dość czasu na dokończenie kuracji, z pewnością im też by się powiodła.
Tula zaczęła nareszcie pomagać Heikemu w pracy. Najpierw przy pacjentach, którzy przybywali do Grastensholm, później towarzyszyła mu także w wizytach domowych, a jeszcze później pozwalano jej wyjeżdżać do chorych całkiem samej. Ułatwiło to w znacznym stopniu pracę Heikemu, gdyż i tak pozostawało wielu chorych, którymi musiał zająć się osobiście.