Выбрать главу

— Jeśli inni zechcą nam wybaczyć — rzekł — chciałbym teraz zabić Yuana Aristosa.

Saigo chrząknął z irytacją. Yuan skłonił się przed nim i Zhenling, i poprosił, by wyszli.

Gabriel wykorzystał odgłos zamykanych drzwi jako sygnał do ataku, mając nadzieję, że ten drobny hałas zdekoncentruje Yuana, albo zagłuszy cichy odgłos nadciągającego uderzenia.

Yuan złamał mu nos, podudzie i pozostawił na podłodze powalonego i zakrwawionego.

Zhenling i Saigo wrócili, zaaplikowali mu nano.

— Spaceruj — rozkazał Yuan.

— Złamałeś mi nogę.

— To złamanie szczelinowe. Możesz z nim chodzić.

— Odmawiam.

— Wtedy złamię ci drugą nogę, co da ci dodatkową wymówkę, by zostać na ziemi.

Gabriel wstał i ruszył. Zaciskał zęby, gdyż ból palił mu włókna nerwowe. Krew kapała na illyriański dywan. Szok pourazowy wyssał ciepło z twarzy i dłoni.

— Ktoś z moich towarzyszy był zdania — rzekł — że motywem tego wszystkiego jest zwykły, potworny sadyzm. — Spojrzał na Yuana, na uważne, błyszczące oczy, skupioną twarz. — Powoli zaczynam podzielać tę opinię — oznajmił.

— Twój ból nie obchodzi mnie aż tak bardzo, bym miał się nim cieszyć — rzekł Yuan, ustawiwszy dłoń w Mudrę Zaprzeczenia. — Jak wszystko inne, co zrobiłem, jest to tylko środek do celu.

— Gabrielu, zwróć uwagę, jak wiele osiągnięto — powiedziała Zhenling. — Cała sfera gwiezdna sterraformowana. Zasiana ludzkością, z gotową kulturą i wspomnieniami. Fałszywe historie, zakopane w ziemi. Największy eksperyment wszystkich czasów! Przeprowadzony w sekrecie, ale ze skrupulatną starannością.

— To przyszłość ludzkości — rzekł Saigo. — Widzisz dopiero początki, ale te cywilizacje urosną. Będą popełniały błędy, lecz nie te, co my. Z czasem wykształcą własnego ducha. Osiągną własną świetność i chwałę.

— Więc po co ten cały sekret? — spytał Gabriel. Rozmowa pozwoliła mu zapomnieć o bólu. Zlizał krew z warg. — Jeśli to takie wspaniałości, dlaczego ich nie zaprezentować?

— Inni Aristoi mogliby się wmieszać — rzekł Yuan.

Gabriel syknął, niefortunnie postawiwszy stopę. Z czoła skapywał mu pot.

W oczach Zhenling dostrzegł współczucie, ale się przeciw niemu uzbroił.

— Czyż możliwe, że Aristoi przejrzeliby twój boski akt? — spytał Gabriel. — Czyż możliwe, że mogliby dojść do wniosku, że twój wielki plan jest niczym, wyłącznie pretekstem, by dać upust sadyzmowi i pysze?

— Aristoi nie odgrywają w moich planach żadnej roli — odparł Yuan. — Są tak samo moim tworem jak mieszkańcy Terriny.

— Jakimż musimy być rozczarowaniem!

— Wcale nie — rzekł z przyganą Yuan. — Aristoi doszli jednak do wniosku, że są celem samym w sobie. Ja postrzegam ich jako część procesu, jeszcze jeden etap ewolucji. Nie uwieńczenie dzieła, nie ostateczna doskonałość, lecz tylko kolejny krok, taki jak wszystkie poprzednie.

Kiedy wyruszyłem do serca galaktyki, miałem nadzieję, że inni podążą za moim przykładem — może nie do centrum Drogi Mlecznej, lecz w ogóle gdzieś się wybiorą. Aristoi zaś zamiast zmierzać ku coraz większym przygodom, zostali w swych gniazdach i otoczyli się przedmiotami, z którymi czują się wygodnie. Zdałem sobie sprawę, że nie mam im nic więcej do powiedzenia. Więc odciąłem się od nich, nasłuchiwałem, planowałem. W końcu postanowiłem wykreować coś nowego, stworzyć całkowicie nową ludzkość.

Gabriel, krążąc, wyraził aplauz, z rozmysłem uderzając dłonią o dłoń. Yuan popatrzył na niego uważnie.

— Gabrielu, ty akurat rozczarowujesz mniej niż inni. Wykazałeś więcej przedsiębiorczości, niż mogłem oczekiwać. I jesteś nieustraszony, przyznaję, choć podejrzewam, że to w większym stopniu głupia arogancja niż rzeczywista odwaga.

— Może nie doceniasz nas wszystkich.

— Jeśli tak, z ogromną przyjemnością się do tego przyznam. Yuan skłonił się uprzejmie. — Mimo to, moja druga rzeczywistość istnieje i zamierzam ją chronić. Wasza cywilizacja została bezpowrotnie zbrukana zniszczeniem Ziemi1. Wpłynęło to na decyzje, które podejmujecie. Są zbyt ostrożne, asekuranckie. Kto wie, czego byście dokonali, nie mając w swej historii tak wielkiego urazu.

— Zarzynalibyśmy się, ginęłyby miliardy. Spełniłoby się twoje marzenie.

— Przez całą historię — Yuan kontynuował wykład, znowu demonstrując mudry nauczania — największym napędem był instynkt rozmnażania. A jednak ludzkość doznała takiego urazu, że kiedy Aristoi zabrali jej nawet ten instynkt, prawie nikt nie protestował.

Gabriel dyszał, wytarł pot z twarzy.

— Ludzie cywilizowani kontrolują swe rozmnażanie — rzekł. — W Logarchii każdy w końcu może mieć dzieci. Czy twierdzisz coś przeciwnego? — Pośrodku twarzy płonęło mu źródło ciepła — to leczył się jego złamany nos. Gabriel mrugał wściekle, usiłując przegonić parzące łzy, ściekające mu po policzkach, łzy odprowadzające ciepło.

Noga mu się nareszcie wzmocniła. Za chwilę znowu podejmie próbę zabicia Yuana.

— My powołujemy do życia całe cywilizacje — ciągnął Yuan. — Cywilizacje, które wytworzą nowe formy, podejmą nowe wyzwania. Każda z nich znajduje się u zarania ery technicznej i na każdej z planet jest dostatecznie wiele zasobów, by technika się rozwinęła.

— Nowe wspaniałe światy — dodał Saigo.

— A kiedy wyruszą w przestrzeń międzygwiezdną, napotkają tam inne cywilizacje i stworzą nowe wzorce — mówił Yuan. — Nie będzie jednego źródła, jak Ziemia1. Nie zdominuje wszystkiego jeden wielki uraz.

— Tylko mnóstwo malutkich. Zarazy, wojny, niedostatek… i agresywna, barbarzyńska ludność, gotowa chwytać za broń pod byle pretekstem.

— Ludzkość wcześniej już przez to przechodziła. — Ton głosu Yuana nie zdradzał emocji. — Wszystko to potrafi przetrzymać.

— Powtarzam pytanie, Aristosie, dlaczego nie zrobić tego otwarcie? Każda Ariste jest panią swojej domeny… — Gabriel zatrzymał się przed Zhenling. — Ariste Zhenling, jeśliby zapragnęła, mogłaby przekształcić swoje terraformowane planety w małe Terriny. To byłoby kontrowersyjne, spotkałoby się z potępieniem, lecz nikt z nas nie mógłby w żaden sposób jej powstrzymać. Autokracja zbiorowa zagwarantowana jest autokracją indywidualną. To podstawa potęgi Aristoi.

Próbował znowu ruszyć, lecz nic nie widział. Krzywo stąpnął i ból objął całą nogę. Gabriel, dysząc, zatoczył się; Zhenling go podtrzymała. Nabrał powietrza, wytarł oczy.

— Zostań jednym z nas, Aristosie — szepnęła Zhenling.

Gabriel uświadomił sobie, że po raz pierwszy ktoś z nich, zwracając się do niego, użył jego tytułu.

Spojrzał na nią.

— Bądź jedną z nas, Ariste.

Zaczął znowu chodzić wkoło.

— Twoja argumentacja jest naiwna — oświadczył Yuan. — Przeciwnie, Aristoi mogliby interweniować. Mogliby odmówić wypożyczenia lub sprzedania statków terraformujacych, które byłyby jej potrzebne do stworzenia nowych światów. Takie postępowanie tłumaczyliby swym potępieniem lub kalkulacją, że skoro jej światy nie zostaną zaludnione nowoczesnymi ludźmi, ona nigdy nie wytworzy kapitału, by zwrócić pożyczki.

— Mogłaby przecież zbudować własne statki — zaprotestował Gabriel. — Plany są w dostępnych plikach, Aristoi zaś mogą wykorzystywać nano. A ponadto inni członkowie waszego spisku mogliby jej udzielić wszelkiej niezbędnej pomocy.

Popatrzył na Saiga.

— Są rozmaite sposoby wtrącania się, bardziej lub mniej pomysłowe — rzekł Yuan. — Popatrz, jak nawet bierny opór Aristoi, zastosowany z wyobraźnią, powstrzymał Ikonę Cnót. Ale, co ważniejsze, cywilizacja z domeny Zhenling nigdy nie mogłaby się rozszerzyć w sposób naturalny. Przy pierwszej próbie opuszczenia swego układu planetarnego, zostałaby pochłonięta przez Logarchię.