Выбрать главу

— Zhenling mogłaby jako swą domenę wziąć całą Sferę Gaal.

— A inni Aristoi założyliby swe domeny przy jej granicach. Nie. Utrzymanie tajemnicy to gwarancja, że eksperyment nie zostanie zakłócony.

Gabriel krążył, aż w pewnej chwili stanął przed Yuanem i spojrzał prosto w ciemne oczy Pierwszego Aristosa.

— Czy chcesz mi powiedzieć — zapytał — że gdyby Kapitan Yuan Aristos pojawił się znowu w Persepolis, Aristoi odmówiliby mu tego, co sobie życzy?

Po raz pierwszy Yuan zawahał się nieznacznie.

— Wolałem nie ryzykować — oświadczył.

— Może za mało ufasz własnym możliwościom.

— Nie ufałem Aristoi. — Yuan uśmiechnął się.

— Chwała. Przygoda. Tych wspaniałości oczekujesz od małej sfery pełnej barbarzyńców. Do czego właściwie zmierzasz?

— Nie mogę tego przewidzieć. Mogę przewidzieć tylko, że będzie to alternatywa powolnej dekadencji Logarchii.

— A jeśli Terrina wytworzy własną Logarchię? Własnych Aristoi?

— Wtedy okaże się, że Aristoi są nieuniknionym stadium rozwoju i byłbym nierozsądny, gdybym myślał inaczej. Jeśli do tego dojdzie, zaakceptuję to.

— Ale tylko garstka ludzi będzie świadkami twego zażenowania, gdyż bez wątpienia wcześniej sobie to zagwarantujesz.

Twarz Yuana pociemniała. Gabriel zdołał go w końcu zranić.

— Widzę tutaj starca usiłującego przeżyć jeszcze raz dni swej młodości — ciągnął. — Chcesz przywrócić podniety czasu minionego, martwej od dawna przeszłości. Byłeś kiedyś wielki, lecz twój czas minął i pragniesz, by powrócił. Ale nim w końcu zrezygnujesz, upodlisz i zniszczysz miliardy.

— Nieprawda — rzekł Yuan.

Złapał Gabriela za przeguby, kopnął go w chorą nogę i celowo zwichnął mu ramię. Gabriel krzyknął z bólu; towarzyszył mu krzyk zaszokowanej Zhenling.

— Straciłeś nad sobą panowanie — oświadczył spokojnie Gabriel.

— Spaceruj.

Powoli stanął i ruszył, kulejąc. Pot lał mu się po czole, kapał na podłogę. Zataczając się, Gabriel pozwolił sobie na nikły, triumfujący uśmieszek — pokazał, że Yuana można zranić.

Stanął na obwodzie okręgu w miejscu najdalszym od Yuana. Pochylił się, ujął w dłoń ramię i z trzaskiem umieścił je w stawie barkowym. W ustach poczuł smak krwi — próbując opanować ból, ugryzł się w język.

— Podporządkuj się — powiedział Głos.

— Jeszcze go zabiję. Pomożesz mi, czy nie?

— Pomogę, jeśli będziesz miał szansę powodzenia.

Usiłował odgadnąć, czego Yuan potrzebował do swego dzieła. Wielkich statków terraformujących — ich plany były dostępne. Zaawansowanej techniki kukiełkowej, techniki interfejsów mózgowych — musiał naraz zaprogramować miliardy umysłów, co wymagało ogromnych środków telekomunikacji i potężnych komputerów.

Prawdopodobnie po prostu zbudował to wszystko — księżyce i asteroidy dawały się łatwo przekształcić. Albo używał Hiperlogosu Logarchii. Przecież Yuan po części zbudował Hiperlogos. Prawdopodobnie od razu wyposażył go w ukryte wejścia i kiedy tylko zechciał, mógł wchodzić do oprogramowania i manipulować nim.

Nic dziwnego, że łączność uległa degrengoladzie. Dzięki swemu hasłu Yuan mógł robić, co mu się podobało.

Musiał jednak nastąpić znaczny postęp w przedłużaniu życia. Gabriel niezbyt wierzył, że Yuan po prostu przypadkowo tak długo uniknął choroby Doriana Greya, gdy wszyscy jego współcześni prócz Pan Wengonga — dawno już zmarli.

— Zniszczę cię, Gabrielu — rzekł Yuan. Dłonie ustawił w nieznaną Gabrielowi mudrę. — A potem zbuduję cię od nowa na swoje podobieństwo. Twój talent jest zbyt cenny, by go marnować.

Bardzo możliwe, pomyślał Gabriel, że Yuan ma rację. Wasale Argosy jej nie mieli — fizyczna tortura to bardzo zła metoda nawracania. Ból fizyczny był użyteczny tylko wówczas, gdy działał na umysł. Najłatwiej złamać kogoś, nie dając mu po prostu spać. Zwykle dwa lub trzy dni wystarczą, choć Gabriel miał nadzieję, że wytrzyma dłużej. Brak współpracy daimonów, ból, zmęczenie potrafią go zmiękczyć. Yaritomo z własnej woli poddał się temu podczas rytuału Kavandi. Chciał wytrącić się z umysłowej równowagi, by otworzyć na wpływy wewnętrzne.

Ale Yuan to wpływ zewnętrzny. Silny, dominujący, pewny siebie. Rozbita psyche Gabriela będzie szukała wspierającej siły, choćby siły swego największego wroga. Po pewnym czasie zaakceptuje wszystko, co Yuan mówi.

Gabriel uznał, że lepiej zabić go szybko.

Następnym razem, gdy spróbował, Pierwszy Aristos złamał mu łokcie i szczękę. Tym razem nie nogi, gdyż chciał, by Gabriel chodził.

Teraz, kiedy powoli zdrowiał i maszerował po okręgu, próbował zejść w siebie głębiej, skoncentrować swą uwagę na własnym wnętrzu, zdrowieć, zbierać siły. Yuan i tamtych dwoje nudno coś opowiadali, ciągnęli litanię przechwałek, usprawiedliwiali swe czyny. Gabriel nie zwracał na to uwagi. Czekał, aż wszystko się wygoi, potem w marszu rozgrzewał i rozciągał mięśnie.

— Teraz, Yuanie Aristos, zabiję cię — oświadczył.

— Nie potrafisz odeprzeć ani jednego ciosu — rzekł Yuan.

Gabriel nie odpowiedział, po prostu wytarł zaschłą krew z twarzy — i przyjął pozycję do walki. Czuł wrzącą w nim siłę, głęboko wewnątrz swadhishatana chakra w jamie brzusznej. Jestem niewzruszony, niepokonany, myślał. Yuan to głupawy chwalipięta. Zaraz swój ogień wewnętrzny wystrzelę przez pięści i stopy. Spalę Yuana na popiół.

— Ubiję z tobą interes — rzekł Yuan. — Słyszysz mnie, Gabrielu Wissarionowiczu?

— Odeślij innych z pokoju.

— Zaatakuję jako pierwszy, Gabrielu. Zadam jeden cios. Jeśli go odparujesz, stanę nieruchomo i poddam się wszystkiemu, co ze mną uczynisz. Czy mnie rozumiesz?

Słowa Yuana przedostały się do mózgu Gabriela. Rozważył je. Z pewnością zawierały jakiś podstęp, lecz nie mógł dojść, jaki.

We wcześniejszych walkach odparował wiele ciosów Yuana. Jeśli teraz skupi się całkowicie na obronie, Yuan nie ma szans, by jego cios okazał się skuteczny.

— Rozumiem twoje warunki i akceptuję je — rzekł.

Zhenling i Saigo wyszli z pokoju. Gabriel i Yuan przygotowali się do walki.

Potem obie ręce Yuana zamigotały. Gabriel przeczuł, że coś nadchodzi, wiedział, że musi tego w jakiś sposób uniknąć, a przynajmniej zamknąć oczy, by nie patrzeć…

W mózgu miał pustkę. Zatoczył się, kolana mu się zgięły, w płucach zabrakło powietrza.

Kopniak Yuana — jego jedyny cios — dosięgnął splotu słonecznego Gabriela, który upadł bez tchu.

Myśli wirowały. Serce waliło w popłochu. Yuan coś zrobił, by go zniszczyć, coś przerażającego, i zrobił to jeszcze przed zadaniem właściwego ciosu.

Gabriel nie potrafił nawet zrozumieć, co się wydarzyło.

— Maszeruj — rozkazał Yuan.

Gabriel zorientował się, że idzie, zanim jeszcze jego umysł pojął ten rozkaz.

— Bardzo dobrze — stwierdził Yuan.

— Nigdy cię nie kochałam — oświadczyła Zhenling.

Gabriel od wielu już godzin chodził po okręgu. Wydeptał śliską ścieżkę w kosztownej tkaninie z Warsztatów. W jego myślach pulsował strach. Nie mógł sobie przypomnieć, w jaki sposób Yuan go zniszczył, jak ominął linie obrony i zaatakował umysł.