Выбрать главу

Temu wybawcy Alany z błyszczącymi oczami. Nie widać po nim, że jest hochsztaplerem i naciągaczem. Tantala wiedziała jednak, że trzeba ufać przeczuciu.

Może zraziły ją jego wypowiedzi o komediantach? Bzdura.

W salonie Sollów, tak obszernym, że można by w nim było urządzać bale i pojedynki, przyciągał mój wzrok przede wszystkim piasek przesypujący się w klepsydrze.

Bardzo interesująca rzecz. Długo można było podziwiać brązowe figurki na podstawce. Żółty piasek przywodził na myśl nagrzaną słońcem plażę. Bezmyślnie ująłem specjalną rączkę i odwróciłem zwężający się pośrodku korpus. Z góry popłynęła niteczka piasku, tak cienka, że prawie niewidoczna…

Patrzyłem na spadający piasek, czując jak włosy stają mi dęba na głowie.

Nie ma niczego bardziej okrutnego niż czas. Nie widzisz go ani nie odczuwasz. Wydaje się niewidzialny i dlatego nagłe odczucie jego istnienia spada jak grom z jasnego nieba. Możesz mieć magiczną moc, zbudować pałac i podbić serca setek pięknych dam, spróbuj jednak cofnąć osypujący się piasek!

Moje życie uciekało. Podobnie jak innych, lecz u nich powoli i niezauważalnie, gdyż mieli przed sobą jeszcze całe góry piasku, ja zaś miałem policzone wszystkie ziarenka…

– Drodzy państwo… chociaż przyczyną naszego spotkania było nieszczęście… jestem jednak niezmiernie rad. Ród Sollów…

Odruchowo powiodłem wzrokiem po ścianach, jakby poszukując galerii rodowych portretów.

– Słynny ród, którego następczynią jest panna Alana. Jestem szczęśliwy, że mogłem jej pomóc. I chociaż, powtarzam, gotów byłbym uczynić to dla każdej sieroty w opałach, sam los przywiódł mnie do jedynej spadkobierczyni Sollów.

„I Czanotaks Oro" – dodałem w myśli. Czy mi się zdawało, że moi słuchacze posmutnieli? Szczególnie ta dziwna osoba o charakterystycznej twarzy i jeszcze dziwniejszym imieniu, Tantala? Powiedziałem coś nie tak? A może Alana nie jest jedyną spadkobierczynią?

Ach, tak. Zapewne pomyśleli o jej zaginionym bracie. Muszę ostrożniej dobierać słowa…

Zerknąłem na Alanę i zaraz się uspokoiłem.

Biedna dziewczyna. Nie potrafi ukryć swego zadurzenia ani go odpowiednio wyrazić. Siedzi nastroszona jak sowa, zaczerwieniona po czubki uszu i nie spuszcza ze mnie oczu. Większość panienek w jej wieku dawno już posiadło sztukę kokieterii.

– Prawdę mówiąc – rzekłem skromnie – mój ród Rekotarsów nie ustępuje rodowi Sollów. Korzenie mych przodków giną w pomroce dziejów, lecz za głównego protoplastę uważany jest Mag z Magów Damir…

Zrobiłem efektowną pauzę. Alana wciągnęła głośno powietrze.

– Miał pan w rodzie magów? – zdziwił się Soll.

Tantala milczała. Ciekawe, że do tej pory nie dowiedziałem się, kim jest dla Alany. Może macochą? I mogę się przez nią srodze rozczarować w kwestii spadku?

– W moim rodzie – odparłem, posyłając czarujący uśmiech Alanie – był nie zwykły mag, lecz Mag z magów Damir. Pierwszym jego dziełem na ziemiach przyszłego teścia było pokonanie strasznego smoka. Istnieją na ten temat odpowiednie świadectwa, grawiury i dokumenty. Jeden z nich, Certyfikat, wożę zawsze ze sobą. Kto wie, co może się zdarzyć?

– Zdarzyć z czym? – zapytała Tantala.

Miała dziwny wyraz twarzy. Jakby się chciała rozpłakać.

– Biorę pod uwagę, że rodowy zamek Rekotarsów… Znowu zrobiłem pauzę.

– Może pewnego dnia spłonąć. Nie chciałbym, żeby Certyfikat świadczący o męstwie mego przodka, spłonął wraz z nim…

Alana miała półrozwarte usta. Zerknąłem znów. Wyglądała przepięknie. Jak głupiutki podlotek.

– Tantalo – zwrócił się Soll do kobiety – lepiej ode mnie znasz historie o dawnych magach. Zapewne, studiując księgę, zetknęłaś się z imieniem pana Damira?

Poczułem się niemile dotknięty. Co to znaczyło: „studiując księgę"? Czy nie chodziło o tę samą, której tak pożądał łotr Czarno?

Nie myślałem o tym wcześniej. Ostatecznie, skoro to poważne dzieło, imię Damira powinno pojawiać się na co drugiej stronie…

Zdobyłem się na uśmiech.

– O jakiej księdze mowa? Odpowiedzieli jednocześnie.

– Moim teściem był dziekan Łujan – oznajmił Soll.

– O księdze maga Łujana, dziadka Alany – wyjaśniła Tantala.

Odwróciła się w stronę Solla.

– Przecież także ją czytałeś, Egercie.

– Nie pamiętam wszystkiego – odparł ze skruchą pułkownik, wzruszając ramionami.

Tak. Najwyższy czas przypomnieć mu o dziełach Wielkiego Damira.

Nabrałem powietrza w płuca i zacząłem opowieść.

Alana słuchała nie po raz pierwszy, a jednak w trakcie mej opowieści, jej oczy robiły się coraz większe. Rozprawiałem o wspaniałej podróży, jaką odbywał mój przodek, o jego wielkich czynach po drodze, a także, iż usługiwał mu w owym czasie szeroko znany Lart Legiar, który także stał się później wielkim magiem. Coś tam było też o jakimś złym duchu, który chciał wejść przez nie zamknięte drzwi… Słowa płynęły potoczyście, jakbym widział wszystko na własne oczy.

Soll słuchał z uwagą. Tantala garbiła się, zagłębiając w fotelu, jakby nagle źle się poczuła. Jakby powstrzymywała kichnięcie. Trochę mi jej zachowanie przeszkadzało. Niech sobie kicha na zdrowie albo wyjdzie za drzwi i użyje chusteczki do nosa…

– I powtarzam z dumą: taki właśnie był mój przodek, Wielki Mag Damir.

Nastała chwila ciszy. Dosyć znów efektowna, lecz trochę przydługa, jak na mój gust.

– Gratuluję – rzekł ostrożnie Soll. – Takim przodkiem może się pochlubić nie każdy… hm… arystokrata.

– Mój ród godzien jest związać się z rodem Sollów! – stwierdziłem z przekonaniem. – Jego pradawną, lecz wciąż żywą tradycją jest pojąć za żonę uratowaną z opresji pannę. Dlatego mam honor prosić pana, pułkowniku Soll, o rękę pańskiej córki, młodej Alany!

Kątem oka widziałem szeroko otwarte usta panienki. Kąciki ust rozszerzyły się od ucha do ucha, toteż szybko zakryła je dłonią. Jak widać, nie nauczyła się jeszcze panować nad uczuciami.

Soll patrzył mi prosto w oczy. Tak długo, że zdążyłem skonstatować, że owe piękne, szaroniebieskie oczy musiały uwieść niejedną damę. Oczywiście dawno temu, za młodu.

W tym momencie Tantala wybuchła śmiechem.

Nie potrzebowała chusteczki, gdyż nie miała kataru. Parszywy los! Ze łzami w oczach zwijała się ze śmiechu, prawie się nim dławiła. Nie patrzyła na mnie, lecz miałem wrażenie, jakbym dostał w twarz zimnym, mokrym ręcznikiem.

– Tantalo? – spytał zdziwiony Soll.

Otarła łzy.

– Muszę wyjść… Wody…

To nie był śmiech histeryczny. Raczej wesoły. Tak śmieją się widzowie, oglądając zabawną farsę.

– Powiedziałem coś śmiesznego? – zasyczałem nieswoim głosem.

– Nie, co też pan…

Spojrzała wprost na mnie. Na dnie jej oczu czaiła się jawna drwina.

– Nic takiego, to mi się zdarza…

Gdyby była mężczyzną, wymierzyłbym jej policzek i wyzwał na pojedynek.

– Wielki Mag Damir – wykrztusiła w końcu, z trudem powstrzymując chichot – wspomniany jest w historii magów tylko dwa razy. Pierwszy raz, kiedy Lart Legiar połamał na jego grzbiecie magiczną różdżkę za obiad nie podany na czas… I drugi, gdy tenże Legiar wybrał się w podróż w towarzystwie przebranego sługi. Przebranego za swego pana. Stąd zapewne wzięły się pańskie informacje.