– Po co? – spytał Bishop, marszcząc brwi.
– Pomyślałem, że będę mógł pomóc. Wyatt, Patricia i Stephen zajmują się stroną komputerową śledztwa, a ja mógłbym pomóc przesłuchiwać świadka.
– Prowadziłeś kiedykolwiek przesłuchanie?
– Jasne. – Po kilku sekundach wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Może nie bezpośrednio po zbrodni, na ulicy. Ale rozmawiałem z mnóstwem osób w Sieci.
– Może później, Tony. Wydaje mi się, że poradzimy sobie z Bobem sami. – Bishop wyszedł z biura.
Młody policjant wrócił na swoje miejsce wyraźnie rozczarowany. Gillette zastanawiał się, czy denerwuje się, bo podlega cywilowi, czy naprawdę chciał poszukać okazji do użycia tego wielkiego pistoletu, którego kolbą wciąż postukiwał w meble.
W ciągu pięciu minut Gillette skończył pracę nad botem.
– Gotowe – oznajmił. Połączył się z Siecią, wpisał polecenia i wysłał swe dzieła w głąb Błękitnej Pustki.
Patricia Nolan nachyliła się, patrząc w ekran.
– Powodzenia – szepnęła. – Szczęśliwej drogi. – Jak żona kapitana żegnająca męża, którego statek wypływał w daleki rejs na nieznane, niebezpieczne wody.
Jego maszyna wydała kolejny sygnał dźwiękowy.
Phate uniósł głowę znad planu architektonicznego, który wcześniej ściągnął z sieci – planu szkoły im. św. Franciszka i otaczających ją terenów – i zobaczył następną wiadomość od Shawna. Otworzył list i przeczytał. Znów złe wiadomości. Policja poznała jego prawdziwe nazwisko. Przez chwilę się martwił, ale w końcu uznał, że sytuacja jeszcze nie jest krytyczna; Jon Patrick Holloway był tak głęboko ukryty pod wieloma warstwami fałszywych tożsamości i adresów, że nic nie łączyło go z Phate’em. Mimo to policja mogła zdobyć jego zdjęcie (niektórych elementów przeszłości nie da się wymazać poleceniem usunięcia) i na pewno roześle po całej Dolinie Krzemowej. W każdym razie został ostrzeżony. Zastosuje nowy kamuflaż.
Jaki w końcu sens ma udział w grze MUD, jeżeli nie napotyka się żadnych trudności?
Zerknął na zegar w komputerze: 16:45. Czas ruszać do szkoły im. św. Franciszka, gdzie miała się odbyć dzisiejsza gra. Zostały jeszcze ponad dwie godziny, lecz będzie musiał przez jakiś czas obserwować szkołę, by sprawdzić, czy nie zmieniły się trasy patroli strażników. Poza tym wiedział, że mały Jamie Turner być może nie będzie potrafił usiedzieć spokojnie i wymknie się ze szkoły przed umówioną godziną, żeby poczekać na brata, spacerując po ulicy.
Phate zszedł do piwnicy i wyjął z szafki wszystko, czego potrzebował – nóż, pistolet, rolkę taśmy izolacyjnej. Potem z łazienki na parterze wziął stojącą pod umywalką plastikową butelkę, w której znajdował się środek przygotowany przez niego z kilku zmieszanych ze sobą płynów. Wciąż czuł ostrą woń znajdujących się w nim chemikaliów.
Gdy przygotował już wszystkie narzędzia, wrócił do jadalni i jeszcze raz sprawdził, czy nie przyszły inne ostrzeżenia od Shawna. Nie miał jednak żadnych nowych wiadomości. Wylogował się i wyszedł z pokoju, wyłączając górne światło w jadalni.
Wtedy włączył się wygaszacz ekranu, rozjaśniając panujący w pokoju mrok. Przez monitor wolno przesunęły się słowa: BÓG TO DOSTĘP.
Rozdział 00001110/czternasty
Masz, przyniosłam ci. – Gillette odwrócił się. Patricia Nolan trzymała kubek kawy. – Z mlekiem i cukrem, zgadza się? Skinął głową.
– Dzięki.
– Zauważyłam, że taką lubisz – powiedziała.
Już jej miał opowiedzieć, jak więźniowie w San Ho płacili papierosami za paczki prawdziwej kawy i parzyli ją w gorącej wodzie z kranu. Uznał jednak, że choć ta mało znacząca informacja może być ciekawa, to nie ma ochoty przypominać nikomu – w tym i sobie – że jest skazańcem.
Patricia usiadła obok niego, poprawiając bezkształtny kostium z dzianiny. Znów wyciągnęła z torebki od Louisa Vuittona lakier do paznokci i odkręciła. Zauważyła, że Gillette patrzy na buteleczkę.
– Odżywka – wyjaśniła. – Walenie w klawisze jest zabójcze dla moich paznokci. – Zajrzała mu w oczy, a zaraz potem opuściła wzrok, oglądając pilnie końce palców. – Mogłabym je krótko obciąć – powiedziała – ale mam inne plany. – Wyraźnie zaakcentowała słowo „plany”. Jak gdyby postanowiła wtajemniczyć go w jakąś osobistą sprawę, a on nie był pewien, czy chce tego słuchać.
– Obudziłam się pewnego dnia – ściśle mówiąc to był Nowy Rok – po sylwestrze, którego spędziłam sama na pokładzie samolotu. I zdałam sobie sprawę, że jestem samotną trzydziestoczteroletnią dziewczyną, która cały czas poświęca komputerom, mieszka z kotem, a w sypialni ma zestaw sprzętu półprzewodnikowego wartości dwudziestu tysięcy dolarów. Postanowiłam zmienić przyzwyczajenia. Nie jestem typem modelki, ale pomyślałam, że poprawię to, co się da poprawić. Paznokcie, włosy, wagę. Nie cierpię ćwiczyć, ale codziennie o piątej rano chodzę do klubu. Królowa aerobiku i ćwiczeń na stepperze z Seattle Health & Racquet.
– Masz naprawdę ładne paznokcie – powiedział Gillette – Dzięki. I niezłe mięśnie ud – odparła, odwracając wzrok. (Gillette uznał, że do swoich planów powinna chyba jeszcze włączyć ćwiczenia z flirtu; przydałoby się jej trochę praktyki).
– Jesteś żonaty? – zapytała.
– Rozwiedziony.
– Ja też kiedyś o mało co… – Patricia Nolan zawiesiła głos, spoglądając na niego w oczekiwaniu reakcji.
Gillette nie zareagował, tylko pomyślał: marnujesz tylko czas, miła pani. Beznadziejny ze mnie przypadek. Jednak równocześnie wyraźnie wyczuwał jej zainteresowanie i wiedział, że jego chudość, obsesja na punkcie komputerów i rok odsiadki, jaki mu pozostał, nie mają żadnego znaczenia. Dostrzegł jej spojrzenie pełne podziwu, kiedy pisał skrypt bota, i wiedział, że pociąga ją jego umysł i pasja, z jaką oddawał się swojemu rzemiosłu. Które ostatecznie mogły się okazać silniejszym atutem niż przystojna twarz i ciało chippendale’a.
Temat uczuć i samotności znów wywołały wspomnienia o jego byłej żonie, Elanie, które przygnębiły Gillette’a. Milczał i kiwał głową, gdy Nolan opowiadała mu o swoim życiu w Horizon On-Line, które, jak go zapewniała, było o wiele bardziej ekscytujące, niż mogłoby się wydawać (choć jej słowa wcale tego nie potwierdzały), o życiu w Seattle, o przyjaciołach i kocie, o dziwacznych randkach z cybermaniakami i chipowcami.
Przez dziesięć minut przyjmował wszystkie informacje, uprzejmie, choć z roztargnieniem. Nagle komputer wydał głośny sygnał dźwiękowy i Gillette zerknął na ekran.
Wyniki wyszukiwania:
Poszukiwane wyrażenie: Phate
Lokalizacja: alt.pictures.true.crime
Status: wzmianka w grupie dyskusyjnej
– Mój bot złapał rybkę – zawołał. – Jest coś o Phacie w jakiejś grupie dyskusyjnej.
Grupy dyskusyjne – zbiory wiadomości wymieniane przez ludzi o różnych zainteresowaniach na każdy temat pod słońcem – należą do części Internetu zwanej Usenetem (od sieci użytkowników Uniksa – User Network). System zaczął działać w 1979 roku, kiedy przesłano pierwsze wiadomości między Uniwersytetem Karoliny Północnej a Uniwersytetem Duke; z początku miał czysto naukowy charakter i obowiązywały w nim surowe zakazy dotyczące rozpowszechniania takich tematów jak hakerstwo, seks i narkotyki. Jednak w latach osiemdziesiątych grupa użytkowników uznała, że te ograniczenia pachną cenzurą. Nastąpił „Wielki Bunt”, który doprowadził do utworzenia „alternatywnej” kategorii grup dyskusyjnych. Odtąd Usenet zaczął pełnić funkcję posterunku granicznego. Dziś można w nim znaleźć wiadomości na każdy temat pod słońcem, od twardej pornografii przez krytykę literacką, teologię katolicką, politykę pronazistowską, po lekceważące i krytyczne uwagi pod adresem kultury popularnej (jak na przykład alt.barney.the.dinosaur.must.die – „dinozaur musi umrzeć”).