Bishop wrócił do wstępnego raportu wydziału kryminalistyki ze szkoły im. św. Franciszka. Huerto Ramirez opracował go w rekordowym czasie, jednak tu też nie było nic godnego szczególnej uwagi. Narzędziem zbrodni znów okazał się nóż Ka-bar. Nie można było ustalić miejsca pochodzenia taśmy, którą skrępowano Jamiego Turnera, ani sosu Tabasco czy amoniaku, które dostały się do oczu chłopca. Znaleziono mnóstwo odcisków palców Hollowaya, ale co z tego, skoro i tak znali już jego tożsamość.
Bishop podszedł do tablicy i dał znak Motcie, by rzucił mu pisak. Detektyw zanotował te szczegóły, ale kiedy zaczął pisać „Odciski palców”, znieruchomiał.
Odciski palców Phate’a…
Płonący jaguar…
Z jakiegoś powodu zaniepokoiły go te fakty. Dlaczego? W zamyśleniu potarł bokobrody kostkami dłoni.
Wykombinuj coś z tego…
Pstryknął palcami.
– Co jest? – zapytała Linda Sanchez. Mott, Miller i Nolan spojrzeli na niego.
– Tym razem Phate nie miał rękawiczek.
W restauracji „Vesta Grill”, porywając Larę Gibson, Phate dokładnie owinął butelkę piwa serwetką, żeby nie zostawić odcisków. W szkole nie zawracał sobie tym głowy.
– Czyli wie, że znamy jego prawdziwą tożsamość. – Po chwili detektyw dodał: – To samo z samochodem. Zniszczył go, bo orientuje się, że już wiemy, że jeździ jaguarem. Skąd to może wiedzieć?
W prasie nie pojawiło się ani jego nazwisko, ani informacja o tym, że jeździ jaguarem.
– Sądzisz, że mamy szpiega? – spytała Linda Sanchez. Bishop znów zatrzymał wzrok na tablicy, gdzie zapisał imię
„Shawn”. Tajemniczy wspólnik Phate’a. Wskazał je i zapytał:
– Jaki jest cel jego gry? Znaleźć ukryty sposób uzyskania dostępu do ofiary.
– Sądzisz, że Shawn jest żywym Trapdoorem? – odezwała się Nolan. – Wtyczką?
Tony Mott wzruszył ramionami.
– Może to dyżurny w centrali? Albo któryś z policjantów? – Albo ze Stanowego Centrum Zarządzania Danymi Kalifornii? – podsunął Miller.
– A może – warknął męski głos – Shawn to Gillette?
Bishop odwrócił się i ujrzał Boba Sheltona stojącego przed boksem znajdującym się w głębi biura.
– O czym ty mówisz? – zdumiała się Patricia Nolan. – Podejdźcie tu – rzekł detektyw. Monitor stojącego w boksie komputera wyświetlał jakiś tekst. Shelton usiadł za biurkiem i przewinął obraz na ekranie, gdy tymczasem reszta zespołu wcisnęła się do ciasnej przegródki.
Linda Sanchez spojrzała na ekran.
– Jesteś w ISLEnecie – powiedziała lekko zaniepokojona. – Gillette mówił, żebyśmy nie logowali się do niego z biura.
– Jasne, że tak mówił – odburknął gorzko Shelton. – A wiecie dlaczego? Bo się bał, że znajdziemy to. – Przewinął tekst do dołu i wskazał ekran. – To stary raport Departamentu Sprawiedliwości, który znalazłem w archiwum okręgu Contra Costa. Może Phate skasował kopię z Waszyngtonu, ale tę przegapił. – Stuknął palcem w monitor. – To Gillette był Valleymanem. Obaj z Hollowayem byli w tym gangu – Rycerzach Dostępu. Oni go założyli.
– Cholera jasna – mruknął Miller.
– Nie – wyszeptał Bishop. – Niemożliwe.
– Nas też skurwiel wykiwał socjotechnicznie! – prychnął Tony Mott.
Bishop zamknął oczy, porażony zdradą.
– Gillette i Holloway znają się od wielu lat – mruknął Shelton. – „Shawn” to może być jeden z pseudonimów Gillette’a. Pamiętacie, jak naczelnik mówił, że złapali go kiedyś online. Pewnie kontaktował się wtedy z Phate’em. Może to od początku był plan wyciągnięcia Gillette’a z więzienia. Co za pieprzony skurwysyn.
– Ale Gillette zaprogramował bota, żeby poza Hollowayem i Phate’em szukał też Valleymana – zauważyła Patricia Nolan.
– Mylisz się. – Shelton przysunął Bishopowi wydruk. – Zobacz, jak zmodyfikował program.
Wydruk brzmiał:
Szukaj w: IRC, Undernet, Dalnet, WAIS, gopher, Usenet, BBS, WWW, FTP, archiwa.
Szukaj: [Phate LUB Holloway LUB „Jon Patrick Holloway” LUB „Jon Holloway”] NIE Valleyman LUB Gillette
Bishop pokręcił głową.
– Nie rozumiem.
– Sformułował kwerendę w ten sposób – powiedziała Nolan – żeby bot wyszukiwał wszystkie wzmianki o Phacie, Hollowayu albo Trapdoorze, ale tylko takie, w których nie pojawia się „Gillette” albo „Yalleyman”. Te będzie ignorował.- To on ostrzegał Phate’a – ciągnął Shelton. – Dlatego Phate zdążył uciec ze szkoły św. Franciszka. Gillette powiedział mu, że wiemy, jakim jeździ samochodem, więc spalił jaguara.
– I jak się upierał, że chce zostać i pomagać nam, pamiętacie? – dodał Miller.
– Jasne, że się upierał – odrzekł Shelton, kiwając głową. – Inaczej straciłby okazję…
Detektywi spojrzeli po sobie.
– …okazję do ucieczki – dokończył szeptem Bishop. Rzucili się w stronę korytarza, gdzie znajdowało się laboratorium. Bishop zauważył, że Shelton wyciągnął broń.
Pracownia była zamknięta na klucz. Bishop zaczął łomotać do drzwi, lecz nie usłyszeli żadnej odpowiedzi. – Klucz! – krzyknął do Millera.
– Pieprzyć klucz – warknął Shelton i kopnął drzwi, unosząc broń.
Pomieszczenie było puste.
Bishop pobiegł na koniec korytarza i pchnął drzwi do magazynu w głębi budynku.
Zobaczył wyjście pożarowe wychodzące na parking. Drzwi były szeroko otwarte. Mechanizm alarmu pożarowego został zdemontowany – to samo zrobił Jamie Turner, próbując wymknąć się ze szkoły.
Bishop zamknął oczy, opierając się o wilgotną ścianę. Myśl o zdradzie przeszyła go zimnem jak stalowe ostrze noża, który Phate wbijał w serca ofiar.
– Im lepiej cię znam, tym częściej wydaje mi się, że nie jesteś typowym hakerem.
– Kto wie? Może nie jestem.
Detektyw odwrócił się i popędził z powrotem do głównego biura. Zadzwonił do Biura Koordynacji Departamentu Więziennictwa w okręgu Santa Clara. Przedstawił się i powiedział:
– Zgłaszam ucieczkę więźnia z bransoletą identyfikacyjną. Potrzebujemy namiaru. Podaję numer identyfikatora. – Zajrzał do notatnika. – Numer…
– Mógłby pan zadzwonić później, poruczniku? – odezwał się znużony głos.
– Później? Przepraszam, ale chyba pan nie zrozumiał. Właśnie uciekł nam więzień. Nie dawniej niż pół godziny temu. Musimy go zlokalizować.
– W ogóle nie możemy nikogo zlokalizować. Zawiesił się cały system. Rozwalił się jak Hindenburg. Nasi technicy nie mają pojęcia, co się stało.
Bishop poczuł lodowaty dreszcz przebiegający całe ciało.
– Proszę im powiedzieć, że mieliście włamanie do systemu – powiedział. – To się stało.
Głos po drugie stronie zaśmiał się z pobłażaniem.
– Naoglądał się pan filmów, detektywie. Nikt nie może się włamać się do naszych komputerów. Proszę zadzwonić za trzy, cztery godziny. Nasi ludzie mówią, że do tego czasu wszystko powinno zacząć działać.
III Socjotechnika
Jedną z rzeczy, jakie zlikwiduje następna fala komputeryzacji, będzie anonimowość.
„Newsweek”
Rozdział 0010010/osiemnasty
Rozbiera wszystkie rzeczy na części.