Выбрать главу

Pomyślał o swojej byłej żonie. Niedaleko stąd było mieszkanie o beżowych ścianach, gdzie spędzili z Elaną kilka lat. Miał w pamięci tysiące niezwykle wyraźnych obrazów z tamtych czasów. Ale w przeciwieństwie do systemu operacyjnego Unix czy koprocesora matematycznego jego związek z Elaną był czymś, czego nie potrafił zrozumieć. Nie wiedział, jak go rozebrać na części i zbadać wszystkie elementy.

Nie miał pojęcia, jak go naprawić.

Wciąż zaprzątał sobie myśli tą kobietą, tęsknił za nią, chciał mieć z nią dziecko… lecz w dziedzinie miłości Wyatt Gillette nie był czarodziejem.

Porzucając te niewesołe refleksje, schronił się pod markizą odrapanego budynku, w którym mieścił się sklep z używaną odzieżą, niedaleko granicy Sunnyvale. Rozejrzawszy się, stwierdził, że jest sam, po czym sięgnął do kieszeni i wydobył małą płytkę z obwodem elektronicznym, którą nosił przy sobie cały dzień. Kiedy rano wrócił do celi w San Ho po czasopisma i wycinki, żeby je zabrać do biura CCU, przykleił płytkę taśmą do uda, tuż obok pachwiny.

Właśnie tę płytkę, nad którą pracował przez ostatnie pół roku, od początku zamierzał przemycić z więzienia – nie czerwoną skrzynkę, którą wsunął do kieszeni na przynętę, żeby znaleźli ją strażnicy i wypuścili go, nie każąc mu jeszcze raz przechodzić przez bramkę wykrywacza metali.

Czterdzieści minut temu w laboratorium CCU odkleił płytkę od skóry i sprawdził, działała bez zarzutu. Teraz w bladym świetle jarzeniówek padającym z wnętrza sklepu jeszcze raz obejrzał płytkę i uznał, że przetrwała jego bieg z CCU.

Wsunął ją z powrotem do kieszeni i wszedł do sklepu. Skinął głową sprzedawcy, który powiedział:

– Zamykamy o dziesiątej.

Gillette wiedział o tym – już wcześniej sprawdził godziny otwarcia sklepu.

– Nie zabawię długo – zapewnił sprzedawcę i ruszył między półki, by zgodnie z najlepszymi tradycjami socjotechniki wybrać takie rzeczy, których zwykle nie nosił.

Zapłacił pieniędzmi, które buchnął z czyjejś marynarki w biurze, a potem ruszył do drzwi. Zatrzymał się na progu i odwrócił do sprzedawcy.

– Przepraszam, tu niedaleko jest chyba przystanek autobusowy, prawda?

Starszy mężczyzna pokazał na zachód.

– Pięćdziesiąt stóp stąd. To punkt przesiadkowy. Może pan stąd pojechać, dokąd pan chce.

– Dokąd chcę? – spytał wesoło Wyatt Gillette. – Więcej nie można sobie chyba życzyć.

Wyszedł w deszcz, otwierając pożyczony parasol.

Po ujawnionej zdradzie w wydziale przestępstw komputerowych wszyscy milczeli.

Frank Bishop czuł wokół siebie palący dotyk ciszy. Bob Shelton koordynował akcję z miejscową policją. Tony Mott i Linda Sanchez też rozmawiali przez telefon, sprawdzając różne tropy. Cichy, niemal pokorny ton ich głosów wymownie świadczył, że nie pragną niczego innego, jak tylko schwytać zdrajcę.

Im lepiej cię znam, tym częściej wydaje mi się, że nie jesteś typowym hakerem…

Oprócz Bishopa na najbardziej zdenerwowaną wyglądała Patricia Nolan, która bardzo przejęła się ucieczką Gillette’a. Bishop wyczuł pewnego rodzaju więź między nimi – w każdym razie przynajmniej Patricia odczuwała pewnego rodzaju pociąg do hakera. Detektyw zastanawiał się, czy sprawa nie będzie przebiegać według znanego schematu: inteligentna, lecz niezbyt atrakcyjna kobieta zadurzy się bez pamięci w błyskotliwym renegacie, który zauroczy ją na chwilę, a potem zniknie z jej życia. Piętnasty raz w ciągu dnia Bishop pomyślał o swojej żonie Jennie, ciesząc się w duchu, że tak szczęśliwie się ożenił.

Napływały coraz to nowe raporty, lecz nie było żadnych tropów. Nikt w budynkach położonych w pobliżu CCU nie widział uciekającego Gillette’a. Z parkingu nie zniknął żaden samochód, ale biuro znajdowało się tuż obok głównej trasy autobusowej w okręgu, więc haker mógł uciec właśnie tamtędy. Żaden patrol policji okręgowej ani miejskiej nie zauważył przechodnia odpowiadającego rysopisowi.

Nie mając pewnych informacji na temat obecnego miejsca pobytu Gillette’a, Bishop postanowił przyjrzeć się historii hakera – spróbować odnaleźć jego ojca lub brata. A także przyjaciół i byłych współpracowników. Detektyw przejrzał papiery na biurku Andy’ego Andersona, szukając kopii dokumentów sądowych i kartoteki więziennej Gillette’a, ale nie mógł niczego znaleźć. Kiedy zgłosił błyskawiczną prośbę o kopie z centralnej ewidencji, dowiedział się, że zniknęły.

– Ktoś napisał notatkę służbową, żeby je zniszczyć, prawda? – spytał dyżurnego Bishop.

– Rzeczywiście, panie poruczniku. Skąd pan wie?

– Zgadłem. – Detektyw odłożył słuchawkę.

Ale coś mu przyszło do głowy. Przypomniał sobie, że haker został kiedyś skazany przez sąd dla nieletnich.

Zadzwonił więc do znajomego, który dyżurował w biurze sędziego pokoju. Ten sprawdził i rzeczywiście, znaleźli kartotekę Wyatta Gillette’a, który został aresztowany i skazany w wieku siedemnastu lat. Mieli jak najszybciej przesłać ją do CCU.

– Zapomniał wydać dyspozycje, żeby je zniszczono – powiedział Bishop do Patricii Nolan. – Przynajmniej coś mamy.

Nagle Tony Mott zerknął na jeden z terminali i skoczył jak oparzony, krzycząc:

– Patrzcie!

Podbiegł do komputera i zaczął walić w klawiaturę.

– Co jest? – zapytał Bishop.

– Program porządkujący zaczął właśnie czyścić puste miejsca na dysku – odrzekł bez tchu Mott, nie przerywając stukania. Wcisnął ENTER i uniósł głowę. – No, już przestał.

Bishop dostrzegł jego niepokój, ale nie miał pojęcia, o co chodzi.

Wyjaśniła mu Linda Sanchez:

– Prawie wszystkie dane w komputerze – nawet jeżeli je usuniesz albo znikną po wyłączeniu komputera – zostają w pustym miejscu na twardym dysku. Nie widać ich jako plików, ale łatwo można je odzyskać. W ten sposób łapiemy dużo sprawców, którym się wydaje, że usunęli obciążające ich dowody. Żeby zupełnie zniszczyć te informacje, trzeba uruchomić program, który „czyści” puste miejsca. Jak cyfrowa niszczarka. Przed ucieczką Wyatt musiał ustawić czas startu programu.

– Czyli – powiedział Tony Mott – nie chce, żebyśmy wiedzieli, co robił online.

– Mam program, który znajdzie to, co oglądał – odrzekła Linda Sanchez.

Przerzuciła dyskietki w pudełku, wyciągnęła jedną i załadowała do napędu. Jej grube palce zaczęły tańczyć na klawiszach, a po chwili ekran wypełniły zagadkowe symbole. Dla Franka Bishopa nie miały żadnego sensu, lecz detektyw zauważył, że chyba odnieśli jakieś zwycięstwo, bo Linda uśmiechnęła się lekko i przywołała gestem kolegów.

– Ciekawe – mruknął Mott.

Stephen Miller skinął głową i zaczął notować.

– Co takiego? – spytał Bishop.

Ale Miller był pochłonięty pisaniem, nie miał więc okazji odpowiedzieć.

Rozdział 00010011/dziewiętnasty

Phate siedział w jadalni swego domu w Pało Alto, słuchając na przenośnym odtwarzaczu „Śmierci komiwojażera”. Garbił się nad laptopem, ale nie potrafił się skupić. Był zbyt wstrząśnięty po tym, jak o mały włos nie został złapany w szkole im. św. Franciszka. Przypomniał sobie, jak stał, trzymając drżącego Jamiego Turnera – obaj przyglądali się Booty’emu miotającemu się w przedśmiertnych drgawkach – i mówił dzieciakowi, żeby nigdy więcej nie zbliżał się już do komputerów. Ale jego przekonujący monolog przerwał alarm Shawna, który ostrzegł go, że do szkoły jedzie policja.