– Elana ma ciemne włosy. To pewnie Camilla, jej siostra. Była ruda, ale co parę miesięcy zmienia kolor włosów. Dzieci są jej. Ma czworo.
– Dobra, wygląda na to, że wszystko w porządku. Przekaż wszystkim, że się wycofujemy. Koniec akcji. O co tu w ogóle chodzi? – spytał Gillette’a detektyw. – Miałeś sprawdzić komputer ze świętego Franciszka, a ty uciekasz.
– Sprawdziłem tę maszynę. Nie znalazłem nic, co pomogłoby nam go złapać. Gdy tylko odpaliłem komputer, demon coś wyczuł – może to, że modem był odłączony – i się zniszczył. Gdybym coś znalazł, zostawiłbym wam wiadomość.
– Wiadomość? – warknął Shelton. – Mówisz, jakbyś wyskoczył na róg po papierosy. Facet, uciekłeś z aresztu.
– Nie uciekłem. – Wskazał na swoją bransoletkę na nodze. – Możecie zajrzeć do systemu lokalizacji. Miał się włączyć po godzinie. Chciałem później zadzwonić do was z jej domu i poprosić, żebyście kogoś po mnie przysłali. Po prostu musiałem zobaczyć się z Ellie.
Bishop przyglądał mu się przez chwilę uważnie, po czym spytał:
– A ona chciała się z tobą widzieć? Haker zawahał się.
– Pewnie nie. Nie wie, że do niej szedłem.
– Przecież mówisz, że dzwoniłeś – zauważył Shelton.
– I odłożyłem słuchawkę, kiedy się tylko odezwała. Chciałem mieć tylko pewność, że jest wieczorem w domu.
– Dlaczego mieszka u rodziców?
– Przeze mnie. Nie ma ani grosza. Wszystko wydała na adwokata i grzywnę… – Wskazał kieszeń płaszcza Bishopa. – Dlatego pracowałem nad tym – drobiazgiem, który przemyciłem z więzienia.
– Schowałeś to pod tamtą skrzynką do telefonów, tak? Gillette skinął głową.
– Powinienem wtedy kazać sprawdzić cię detektorem jeszcze raz. Nie dopilnowałem. Ale co ta płytka ma wspólnego z twoją żoną?- Chciałem ją dać Ellie. Mogłaby ją opatentować, sprzedać licencję jakiejś firmie produkującej sprzęt i trochę na tym zarobić. To nowy typ modemu bezprzewodowego, który można używać z laptopem. Można pracować online w drodze bez telefonu komórkowego. Modem wykorzystuje GPS, dzięki któremu podaje centrali komórkowej pozycję, a potem automatycznie łączy użytkownika z najlepszym sygnałem transmisji danych. Może…
Bishop machnął ze zniecierpliwieniem ręką, powstrzymując potok technicznego żargonu.
– Sam to zrobiłeś? Z rzeczy znalezionych w więzieniu?
– Znalezionych albo kupionych.
– Albo ukradzionych – dodał Shelton.
– Znalezionych albo kupionych – powtórzył Gillette. – Dlaczego nam nie powiedziałeś, że to ty byłeś Valleymanem? – spytał Bishop. – I że razem z Phate’em należeliście do Rycerzy Dostępu?
– Bo od razu odesłalibyście mnie do więzienia. I nie mógłbym pomóc go znaleźć. – Zamilkł na moment. – I nie miałbym okazji zobaczyć się z Ellie… Posłuchajcie, gdybym wiedział o Phacie coś, co mogłoby pomóc go złapać, na pewno bym wam powiedział. Fakt, obaj byliśmy Rycerzami Dostępu, ale wiele lat temu. Ludzie z cybergangów nie spotykają się osobiście – w ogóle nie wiedziałem, jak wygląda, czy jest homo-, czy heteroseksualny, czy jest żonaty, czy samotny. Znałem tylko jego prawdziwe nazwisko i wiedziałem, że mieszka w Massachusetts. Ale sami dowiedzieliście się o tym wtedy, kiedy ja. Poza tym aż do dziś nigdy nie słyszałem o Shawnie.
– Czyli byłeś jednym z tych gnojków, którzy wysyłali wirusy i instrukcje budowy bomby i blokowali centralę pogotowia 911? – spytał ze złością Shelton.
– Nie – odparł stanowczo Gillette. Zaczął im tłumaczyć, że w pierwszym roku swojej działalności Rycerze Dostępu stanowili jeden z najważniejszych cybergangów na świecie, ale nigdy nie robili krzywdy cywilom. Toczyli bitwy z innymi gangami i włamywali się do systemów firm i agend rządowych. – Nasze największe przestępstwo polegało na tym, że napisaliśmy własny darmowy program, który robił to samo co drogie komercyjne oprogramowanie i rozdaliśmy kopie. Kilka dużych firm straciło parę tysięcy dolców, i tyle.
Ale Gillette zaczął sobie zdawać sprawę, że za pseudonimem CertainDeath, którego używał wówczas Holloway, kryje się ktoś inny. Ktoś, kto stawał się niebezpieczny i mściwy, kto szukał nowego, szczególnego rodzaju dostępu, który pozwalałby mu krzywdzić innych.
– Zaczęło mu się mieszać, kto jest prawdziwy, a kto jest postacią z gier komputerowych, w których brał udział.
Gillette spędził wiele godzin na wirtualnych rozmowach z Hollowayem, starając się odwieść go od złego hakowania i planów „wyrównania rachunków” z ludźmi, których uważał za swoich wrogów.
W końcu włamał się do komputera Hollowaya i ze zgrozą stwierdził, że jego towarzysz z gangu pisze zabójcze wirusy – programy takie jak ten, który wyłączył system centrali 911 w Oakland albo które mogły blokować transmisję między naziemną kontrolą lotów a pilotami. Gillette ściągnął wirusy, napisał do nich szczepionki i umieścił je w Sieci. Znalazł też w komputerze Hollowaya oprogramowanie ukradzione z Uniwersytetu Harvarda. Przesłał kopię do szkoły i do policji stanowej Massachusetts, dołączając adres poczty elektronicznej CertainDeath. Holloway został aresztowany.
Gillette porzucił pseudonim Valleymana – w pełni zdając sobie sprawę z mściwej natury Hollowaya – i wrócił do hakowania, przybierając kilka różnych tożsamości.
– Odstawmy tę gnidę z powrotem do San Ho – powiedział Shelton. – Zmarnowaliśmy już dość czasu.
– Nie, proszę, nie róbcie tego!
Bishop przyglądał mu się nie bez rozbawienia.
– Chcesz dalej z nami pracować?
– Muszę. Przekonaliście się, do czego jest zdolny Phate. Nie powstrzymacie go bez kogoś tak dobrego jak ja.
– Nie ma co, skromny jesteś – rzucił ze śmiechem Shelton.
– Wiem, że jesteś dobry, Wyatt – rzekł Bishop. – Ale nie zapominaj, że właśnie mi uciekłeś, przez co mogli mnie wylać. Nie sądzisz, że trudno nam będzie teraz ci zaufać? Damy sobie radę, ktoś inny nam pomoże.
– Nie można „dać sobie rady” z kimś takim jak Phate. Stephen Miller sobie nie poradzi. To go przerasta. Patricia Nolan zna się na zabezpieczeniach – ludzie od zabezpieczeń są dobrzy, ale zawsze zostają krok za hakerami. Potrzebujecie kogoś, kto już był w okopach.
– W okopach – powtórzył cicho Bishop. Wyglądał, jakby rozbawiło go to określenie. Zamilkł, a po chwili rzekł: – Chyba dam ci jeszcze jedną szansę.W oczach Sheltona błysnęła uraza.
– Poważny błąd.
Bishop nieznacznie skinął głową, jak gdyby częściowo przyznawał mu rację. Potem zwrócił się do Sheltona:
– Powiedz wszystkim, żeby coś przegryźli i przespali się kilka godzin. Na noc odwiozę Wyatta do San Ho.
Shelton pokręcił głową, rozczarowany planami partnera, ale poszedł spełnić jego prośbę.
Gillette potarł szczękę i rzekł:
– Daj mi z nią pogadać dziesięć minut.
– Z kim?
– Z moją żoną.
– Mówisz serio?
– Proszę tylko o dziesięć minut.
– Nie dalej jak godzinę temu dzwonił do mnie David Chambers z Departamentu Obrony, który jest o krok od uchylenia nakazu zwolnienia.
– Już się dowiedzieli?
– No pewnie. To, że jeszcze oddychasz świeżym powietrzem i masz wolne ręce, synu, to wygrana na loterii. Na dobrą sprawę powinieneś teraz spać na więziennym materacu. – Detektyw chwycił hakera za nadgarstek, ale zanim szczęknął metal kajdanek, Gillette zapytał:
– Jesteś żonaty, Bishop?
– Tak.
– Kochasz swoją żonę?
Policjant milczał przez chwilę. Spojrzał na chmury, z których wciąż siąpił deszcz, a potem schował kajdanki.