Gillette parsknął śmiechem. – Nie, nie mam prawa jazdy. Detektyw wzruszył ramionami i rzekł. – To uważaj, żeby cię nie zatrzymali. Haker odparł bardzo poważnie:
– Jasne. Jeszcze by mnie wsadzili do więzienia.
W domu jak zawsze pachniało cytrynami.
Było to zasługą Irene Papándolos, matki Elany, hojnie obdarzonej talentem kulinarnym. Nie była tradycyjnie nieufną i cichą grecką damą, ale przebojową businesswoman – właścicielką firmy cateringowej, która mimo to znajdowała czas, by od początku do końca przyrządzić swojej rodzinie każdy posiłek. Właśnie nadeszła pora kolacji, więc na różowy kostium Irene nałożyła poplamiony fartuch.
Powitała Gillette’a chłodnym skinieniem głowy i wskazała mu drzwi pokoju.
Usiadł na kanapie pod zdjęciem nabrzeża w Pireusie. W greckich domach zawsze najważniejszą rolę odgrywała rodzina, dlatego obydwa stoły zapełniały zdjęcia w przeróżnych ramkach, od zwykłych po grube srebrno-złote. Gillette ujrzał zdjęcie Elany w sukni ślubnej. Nie poznał tego ujęcia i zastanawiał się, czy pierwotnie byli na nim oboje i ktoś po prostu wyciął go z fotografii.
Weszła Elana.
– Jesteś sam? – zapytała bez uśmiechu. Było to jedyne powitanie.
– O co pytasz?
– Nie masz policyjnych nianiek?
– Dałem słowo, że wrócę.
– Widziałam, jak pod domem przejeżdżało kilka radiowozów. Pomyślałam, że to z twojego powodu.
– Nie – powiedział Gillette. Choć przypuszczał, że może istotnie gliny mają go na oku.
Usiadła i zaczęła nerwowo skubać rękaw swojej bluzy z nadrukiem Uniwersytetu Stanforda.
– Nie będę się z tobą żegnać – rzekł. Elana zmarszczyła brwi, a on ciągnął: – Bo chcę cię namówić, żebyś nie wyjeżdżała. Chcę się z tobą widywać.- Widywać? Wyatt, siedzisz w więzieniu. – Za rok wyjdę.
Zaśmiała się, zdziwiona jego tupetem.
– Chcę spróbować jeszcze raz – powiedział. – Ty chcesz. Może zapytasz, czego ja chcę?
– Mogę ci dać to, czego chcesz. I dam. Dużo myślałem. Mogę sprawić, że znowu mnie pokochasz. Nie chcę, żebyś zniknęła z mojego życia.
– Wolałeś maszyny niż mnie. I masz, czego chciałeś.
– To już przeszłość.
– Moje życie się zmieniło. Jestem szczęśliwa.
– Naprawdę?
– Tak – odparła z przekonaniem Elana.
– Z powodu Eda.
– Między innymi… Daj spokój, Wyatt, co ty mi możesz dać? Jesteś przestępcą. Uzależnionym od tych cholernych komputerów. Nie masz pracy, a sędzia powiedział, że nawet kiedy wyjdziesz z więzienia, przez rok nie będziesz miał dostępu do Sieci.
– A Ed ma dobrą pracę, tak? O to chodzi? Nie wiedziałem, że tak bardzo zależy ci na dużych dochodach.
– To nie jest kwestia utrzymania, Gillette. To kwestia odpowiedzialności. A ty jesteś nieodpowiedzialny.
– Byłem nieodpowiedzialny. Przyznaję. Ale teraz będę. – Próbował wziąć ją za rękę, ale odsunęła się spokojnie. – Ellie, daj spokój… Czytałem twoje e-maile. Kiedy mówisz o Edzie, nie wydaje mi się, żeby był doskonałym materiałem na męża.
Zesztywniała i zorientował się, że trafił w czuły punkt.
– Nie mieszaj w to Eda. Mówię o tobie i o mnie.
– Ja też. Mówię wyłącznie o nas. Kocham cię. Wiem, że zrobiłem ci z życia piekło. Teraz będzie inaczej. Chciałaś mieć dzieci i normalne życie. Znajdę pracę. Będziemy rodziną.
Znów chwila wahania.
– Dlaczego chcesz jechać akurat jutro? – naciskał. – Skąd ten pośpiech?
– W przyszły poniedziałek zaczynam nową pracę.
– Dlaczego do Nowego Jorku?
– Bo dalej nie mogę od ciebie uciec.
– Zaczekaj miesiąc. Tylko miesiąc. Będę miał dwa widzenia na tydzień. Przyjdź mnie odwiedzić. – Uśmiechnął się. – Zjemy pizzę.
Wbiła wzrok w podłogę i Gillette wyczuł, że się zastanawia.
– To twoja matka wycięła mnie z fotografii? – Uśmiechnął się, wskazując na portret Elany w sukni ślubnej.
W jej oczach błysnęły ledwie dostrzegalne iskierki rozbawienia.
– Nie. To zdjęcie zrobiła Alexis – na trawniku. Byłam na nim tylko ja. Pamiętasz, nie było mi tu widać stóp. Zaśmiał się.
– He panien młodych gubi buty na weselu? Skinęła głową.
– Nigdy się nie dowiedzieliśmy, co się z nimi stało. – Błagam cię, Ellie. Odłóż wyjazd na miesiąc. Tylko o to cię proszę.
Jej oczy błądziły po zdjęciach. Zaczęła coś mówić, lecz nagle w drzwiach stanęła jej matka. Jej ciemna twarz wydawała się teraz jeszcze ciemniejsza.
– Telefon do ciebie.
– Do mnie? – zdziwił się Gillette.
– Jakiś Bishop. Mówi, że to ważne.
– Frank, co…
Detektyw przerwał mu w pół słowa. Mówił szybko, chłodnym, rzeczowym tonem.
– Posłuchaj mnie uważnie, Wyatt. W każdej chwili możemy stracić połączenie. Shawn żyje.
– Co? Przecież Miller…
– Nie, myliliśmy się. Shawn to nie Stephen Miller. To ktoś inny. Jestem w CCU. Linda Sanchez znalazła wiadomość dla mnie w poczcie głosowej. Zostawił ją przed śmiercią Miller. Pamiętasz, jak Phate włamał się do CCU i chciał cię zaatakować?
– Tak.
– Miller wracał wtedy z centrum medycznego. Był na parkingu, kiedy z budynku wybiegł Phate i wskoczył do samochodu. Wtedy pojechał za nim.
– Dlaczego?
– Żeby go złapać.
– Sam? – zdumiał się Gillette.
– Powiedział w wiadomości, że chciał go zdjąć bez niczyjej pomocy. Mówił, że za dużo razy schrzanił i chce udowodnić, że potrafi coś zrobić porządnie.- Czyli wcale się nie zabił?
– Nie. Jeszcze nie było sekcji, ale poleciłem technikowi sprawdzić, czy miał ślady prochu na rękach. Nie miał – gdyby sam się zabił, byłoby mnóstwo prochu. Pewnie Phate zauważył, że Miller go śledzi, więc go zabił. Potem, udając Millera, włamał się do Departamentu Stanu i dał się przyłapać. Dostał się do terminalu Millera w CCU i podrzucił mu fałszywe e-maile, potem zabrał z jego domu maszyny i dyskietki. Jesteśmy pewni, że samobójstwo też było sfingowane. Wszystko po to, żebyśmy przestali szukać prawdziwego Shawna.
– To kim jest ten prawdziwy?
– Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że teraz naprawdę mamy kłopoty. Jest tu Tony Mott. Shawn dostał się do komputerów dowodzenia operacjami specjalnymi FBI w Waszyngtonie i San José – przez ISLEnet – i ma root. – Bishop ściszył głos i ciągnął: – Teraz posłuchaj uważnie. Shawn wydał nakazy aresztowania i ustalił reguły prowadzenia akcji przeciw podejrzanym w sprawie MARIN. Mamy teraz przed sobą ekran.
– Nie rozumiem – powiedział Gillette.
– Według tych nakazów podejrzani są teraz przy Abrego Avenue 3245 w Sunnyvale.
– Przecież to tutaj! To adres domu Elany. – Wiem. Rozkazał oddziałom antyterrorystycznym zaatakować dom za dwadzieścia pięć minut.
VI
Wszystko sprowadza się do pisowni
CODE SEGMENT
ASSUME DS.îCODE.SSîCODE.CSîCODE.ESîCODE
ORG $+0100H
VCODE: JMP
…
virus: PUSH CX
MOV DX, OFFSET vir dat
CLD
MOV SI.DX
ADD SI, first 3
MOV CX.3
MOV DI,OFFSET 100H
REPZ MOVSB
MOV SI.DX