Выбрать главу

— Słyszałam, że jest na Elysium — powiedziała. — Podobno tworzy tam nową wielką komunę.

— Od kogo to słyszałaś? — spytał Nirgal dziwnie ostrym tonem.

Zaskoczona jego napaścią, odrzekła:

— Znasz lotników, którzy przylecieli w ubiegłym tygodniu? Tych, co latają po całej planecie? Byli w zeszłym miesiącu na Elysium i mówią, że ją widzieli. — Kobieta wzruszyła ramionami. — Tyle wiem. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to zbyt pewna informacja…

Nirgal wyprostował się na krześle. Zawsze otrzymywał wiadomości z trzeciej ręki. Niektóre z tych historii, jednakże, wydawały się bardzo pasować do Hiroko, a kilka — nawet za bardzo, tak bardzo, że trudno było uwierzyć, by ktoś mógł je wymyślić. Nie wiedział, jak ma owe informacje traktować. Bardzo niewiele osób sądziło, że jego matka umarła. Osoby w pubie także nie wierzyły w jej śmierć.

— Ach, oni wszyscy po prostu strasznie pragną, żeby tu była — mruknęła Jackie, kiedy Nirgal wspomniał jej o tym następnego dnia.

— Ty nie?

— Oczywiście… (Chyba jednak nie, pomyślał Nirgal)…Ale nie na tyle, aby zmyślać historyjki na jej temat.

— Naprawdę sądzisz, że wszystkie opowieści o niej można wymyślić? A kto miałby to niby robić? I po co? Bez sensu.

— Ludzie nie działają sensownie, Nirgalu. Musisz się tego nauczyć. Dostrzegają jakąś starszawą Japonkę, uważają, że wygląda jak Hiroko. Wieczorem mówią swoim współlokatorom: „Zdaje mi się, że widziałem dzisiaj Hiroko. Kupowała na rynku rodzynki”. Jeden z tamtych idzie na swój plac budowy i mówi, że jego kolega z pokoju widział poprzedniego dnia Hiroko na targowisku!

Nirgal pokiwał głową. Z pewnością większość opowieści rodziła się w ten sposób. Reszta jednak, kilka, które nie pasowały do tego wzoru…

— Na razie musisz się zastanowić nad posadą w sądzie ekologicznym — powiedziała Jackie. Nie chodziło o sąd globalny, ale o jakąś rejonową filię gdzieś na prowincji. — A stanowisko w partii, które jest chyba bardziej obecnie wpływowe, może otrzymać Mem albo ty. Jeśli chcesz, możesz pewnie przyjąć obie posady… Tak czy owak, zdecyduj się. Musimy znać twoje zdanie.

— Tak, tak, wiem.

Do sali weszło kilka osób, które chciały rozmawiać o innych sprawach i Nirgal wycofał się pod okna, do piastunki i niemowlęcia. Działania tych ludzi nie interesowały go, wszystko, co robili, uważał za brzydkie i nonsensowne. Za manipulację innymi nie można było otrzymać żadnych namacalnych nagród; tracili tylko energię. „To polityka”, mówiła Jackie. Ewidentnie znajdowała w tym przyjemność. Nirgal natomiast nie. Dziwne; przez całe życie pracował nad stworzeniem obecnie istniejącej sytuacji, a teraz gdy otaczał go świat, jakiego pragnął, nie podobało mu się.

Bardzo możliwe, że mógłby się nauczyć wykonywać tę pracę. Musiałby przezwyciężyć wrogie nastawienie osób, które nie chciały, by wrócił do partii, musiałby stworzyć swoją własną bazę, czyli zgromadzić grupę ludzi na oficjalnych stanowiskach, którzy pomogliby mu, musiałby oddawać im przysługi, stale nadskakiwać, by nie tracić ich przychylności, podjudzać jednych przeciwko drugim. Wówczas wszyscy wykonywaliby jego rozkazy, a on sam miałby przewagę nad innymi… Pewnie mógłby się postarać zrozumieć wszystkie procesy i metody pracy, które widział w tej sali. Jackie spotykała się tu z kolejnymi doradcami i dyskutowała z nimi każdą sprawę, która zdarzyła się na podległym im obszarze, po czym zlecała im rozmaite prace, aby podkreślić swój status wobec podległych jej ludzi. Gdyby Nirgal zwrócił jej na to uwagę, odparłaby, że nie widzi w swoim postępowaniu niczego zdrożnego. Tak wyglądała polityka — partia Jackie przejęła teraz władzę nad Marsem i, jeśli chciała stworzyć nowy, upragniony świat, musiała wykonać sporo pracy. Nie należało grymasić, ale być realistą, zakasać rękawy i zabrać się do roboty. W gruncie rzeczy, było w tym coś szlachetnego. Niezbędna praca!

Nirgal nie wiedział, czy takie usprawiedliwienia są prawdziwe. Zadawał sobie jednak pytanie, czy naprawdę pozbyli się ziemskiej dominacji nad Marsem tylko po to, by w jej miejsce wprowadzić własną, lokalną wersję? Czy polityka zawsze była taka: praktyczna, cyniczna, związana z kompromisami, paskudna?

Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Siedział na parapecie wielkiego okna i patrzył na twarz śpiącej córeczki Jackie. W drugim końcu pomieszczenia matka małej onieśmielała właśnie delegatów „Uwolnić Marsa” z Elysium. Teraz, kiedy Elysium stało się wyspą otoczoną zewsząd przez północne morze, mieszkańcy masywu bardziej stanowczo niż kiedykolwiek pragnęli sami kontrolować swój los; chcieli decydować w kwestii limitów imigracyjnych, a ściśle rzecz biorąc, nie życzyli sobie żadnych przyjezdnych.

— Wszystko bardzo dobrze — mówiła Jackie — tyle że Elysium jest teraz ogromną wyspą, właściwie kontynentem otoczonym przez wodę. Macie tam wyjątkowo wilgotny klimat i długą na kilka tysięcy kilometrów linię brzegową, na której znajdzie się z pewnością wiele wspaniałych miejsc na porty, zwłaszcza na porty rybackie. Rozumiem, że nie życzycie sobie nieproszonych gości, wszyscy czujemy niechęć… Jednak Chińczycy wyrażają szczególne zainteresowanie rozwojem niektórych miejsc na waszym wybrzeżu… Co mam im powiedzieć? Że mieszkańcy Elysium nie lubią żółtych? Że pragniemy udzielić im pomocy podczas kryzysu, ale nie chcemy, aby zamieszkali w okolicy?

— Nie chodzi o to, że są Chińczykami! — wtrącił jeden z delegatów.

— Rozumiem. Naprawdę rozumiem, l coś panu powiem. Proszę wrócić do Południowej Fossy i wyjaśnić zaistniałe trudności, a ja ze swej strony obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wam pomóc. Nie mogę zagwarantować rezultatów, ale postaram się.

— Dzięki — rzucił delegat. Przybyli wyszli.

Jackie odwróciła się do swojej asystentki.

— Idiota — powiedziała. — Kto następny? Ach, naturalnie. Chiński ambasador. Dobrze, wprowadź go.

Ambasador okazał się dość wysoką Chinką, która mówiła w dialekcie mandaryńskim; jej AI tłumaczyło na brytyjski angielski. Po wymianie uprzejmości spytała o sprawę założenia kilku chińskich osad, najchętniej gdzieś w okolicach równika.

Nirgal patrzył, zafascynowany. Tak zaczynały się tworzyć osady: przylatywały grupy obywateli jakiegoś ziemskiego państwa i budowały namiotowe miasto, siedzibę w urwisku albo stawiały kopułę nad jakimś kraterem…

Jackie spojrzała uprzejmie i odparła:

— To możliwe. Każdą lokalizację muszą, rzecz jasna, zatwierdzić sądy ekologiczne. Na masywie Elysium jest jednakże wielka ilość pustej ziemi. Moglibyście tam zbudować osadę, zwłaszcza jeśli pani kraj zechce się dostosować do istniejącej infrastruktury i przystanie na pewne ograniczenia.

Dwie kobiety dyskutowały szczegóły. Po chwili ambasador wyszła.

Jackie odwróciła się i spojrzała na Nirgala.

— Nirgalu, mógłbyś sprowadzić Rachel? I postaraj się jak najszybciej podjąć decyzje co do własnej przyszłości, okay?

Nirgal wyszedł z budynku i udał się do swojego pokoju. Spakował ubrania i przybory toaletowe, potem wyszedł, wsiadł w metro, pojechał na płytę wyrzutni i poprosił Monice o wypożyczenie któregoś z jednoosobowych szybowców. Był już gotów do samotnego lotu, spędził wystarczającą ilość godzin w symulatorach i w powietrzu z nauczycielami. Na dole, w Marineris, na Candor Mensa znajdowała się inna szkoła lotnicza. Z płyty wyrzutni Nirgal odbył rozmowę z kierownikiem tej szkoły i otrzymał zgodę na wylądowanie — szybowiec miał w późniejszym terminie zwrócić na Tharsis inny pilot.