Tariki powiedział Nirgalowi, że wiroid w jego basenie, powodujący pierwotnie wrzecionowatość bulw, zdążył się już zmutować. Po zbadaniu chorej trawy w laboratoriach uniwersyteckich naukowcy doszli do wniosku, że zachorują także inne rośliny.
Nirgal czuł się chory. Mdliły go już same nazwy chorób. Popatrzył na swoje ręce, które dotykały zarażonych roślin, i miał wrażenie, że przez skórę, aż do mózgu, wdziera mu się jakaś gąbczasta, encefalopatyczna, grzybowa choroba mózgu.
— Można to jakoś zwalczyć? — spytał.
Sax i Tariki popatrzyli na niego.
— Najpierw — stwierdził Sax — musimy się dokładnie dowiedzieć, co to jest.
Okazało się, że sprawa nie jest prosta. Po kilku dniach Nirgal wrócił do basenu, tam przynajmniej mógł coś zrobić — Sax zasugerował mu, by usunął z pola wszystkie ziemniaki. Było to długie, brudne zadanie, jakaś odwrotność poszukiwania skarbów. Nirgal oglądał jedną bulwę po drugiej: ziemniaki były chore. Przypuszczalnie wiroid ciągle znajdował się w glebie. Nirgal zdał sobie sprawę z tego, że może zajść konieczność opuszczenia pola albo nawet basenu. W najlepszym razie, trzeba będzie posadzić inne rośliny. Nikt jeszcze nie wiedział, w jaki sposób wiroid się rozmnaża, a po Sabishii krążyła plotka, że wiroid okazał się czymś zupełnie innym, niż naukowcy pierwotnie sądzili.
— Składa się z krótszego niż zwykle odcinka — stwierdził Sax. — Więc albo mamy do czynienia z nowym wiroidem, albo to coś przypomina jedynie wiroid, ale jest jeszcze mniejsze. — W laboratoriach Sabishii nazywali go „wiridem”.
Po tygodniu Sax ponownie przyjechał do basenu Nirgala.
— Możemy spróbować usunąć go w sposób fizyczny — oznajmił po kolacji — a potem posadzić inne gatunki roślin, odporne na wiroidy. To jest najlepsze wyjście.
— Ale czy skuteczne?
— Rośliny wrażliwe na infekcje są dość charakterystyczne. Jeśli więc zmienisz trawy i gatunek ziemniaków, może także glebę na niektórych zagonach ziemniaczanych… — Sax wzruszył ramionami.
Nirgal jadł z większym apetytem niż przez cały ubiegły tydzień. Już sama sugestia, że istnieje możliwe rozwiązanie, stanowiła wielką ulgę. Wypił trochę wina. Czuł się coraz lepiej.
— To wszystko jest dziwne, prawda? — zauważył, pijąc po kolacji brandy. — Jakie przykłady życia tu docierają!
— Jeśli można je nazwać życiem.
— No tak, oczywiście.
— Oglądałem lokalne wiadomości w telewizji — powiedział Nirgal. — Mamy do czynienia z wieloma plagami. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłem. Pasożyty, wirusy…
— Tak. Czasami martwię się, że może dojść do globalnej zarazy, której nie będziemy w stanie zatrzymać.
— Och, Ka! To się może zdarzyć?
— Sporo złego dzieje się wokół nas. Fale populacyjne roślin, nagłe obumarcia. Wszędzie. Przykłady związane z brakiem równowagi. Niepokojenie równowagi, o której istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Zdarzają się rzeczy, których nie rozumiemy. — Jak zawsze, myśl ta unieszczęśliwiała Saxa.
— Biomy osiągną w końcu równowagę — podsunął Nirgal.
— Nie jestem pewien, czy coś takiego w ogóle istnieje.
— Równowaga?
— Tak. To może być kwestia… — Russell zamachał rękami. — Przerwanie stanu równowagi bez równowagi.
— Przerwanie stanu zmienności?
— Bezustanna zmienność. Przeplatane zmiany… nagły wzrost…
— Jak kaskadowy chaos rekombinacyjny?
— Być może.
— Słyszałem, że jest to matematyczna dziedzina, którą tylko tuzin ludzi naprawdę rozumie.
Sax spojrzał na niego zaskoczony.
— Nigdy tak nie jest. A może stwierdzenie to dotyczy każdej matematycznej poddziedziny. Wszystko zależy od tego, co masz na myśli, gdy używasz słowa „rozumieć”. Jeśli trochę o czymś wiesz, możesz tę wiedzę wykorzystać dla własnych celów. Nie potrafisz jednak przewidzieć niczego nowego i nie wiesz, jak spożytkować wiedzę, aby zaproponować jakieś… pożądane reakcje. Nie jesteś nawet pewien, czy można tak ją spożytkować. — Mówił przez chwilę o zapatrywaniach Włada na holony, jednostki organiczne, które miały w sobie podjednostki, równocześnie będąc podjednostkami większych holonów. Na każdym poziomie jednostki łączyły się, tworząc wyższy poziom; powstawał wspaniały łańcuch. Wład wypracował matematyczne wzory tych przykładów. Okazało się, iż istnieje wiele rodzajów holonów, dokładnie mówiąc: wiele rodzin w ramach wielu rodzajów. Sax mówił, że gdyby udało się otrzymać wystarczająco dużo informacji o zachowaniu się danego poziomu holonów i wyższego poziomu, mogliby spróbować przedstawić te zachowania w postaci formułek matematycznych i sprawdzić, co z tego powstanie, a potem może je obalić. — To najlepszy sposób, w jaki możemy potraktować tak małe rzeczy jak wiroidy.
Następnego dnia zadzwonili do oranżerii w Xanthe, aby poprosić o przesłanie nowej gleby i próbek nowych odmian traw opartych na trawie himalajskiej. Zanim przybyły, Nirgal wyrwał z basenu całą turzycę i większość mchu. Praca ta przyprawiała go o mdłości i nie mógł nic na to poradzić. W pewnej chwili, słysząc, jak zainteresowany samiec świstak wydaje w jego kierunku świsty, usiadł i wybuchnął płaczem. Sax ostatnio znowu stał się bardziej milkliwy, pogarszając całą sprawę, przypominając Nirgalowi o Simonie i w ogóle o śmierci. Młody Marsjanin czuł, że potrzebuje Mai albo jakiejś innej odważnej osoby o wyrazistych poglądach, która z łatwością potrafi mówić na temat problemów ludzkiego wnętrza, boleści i hartu ducha. Zamiast tego miał Saxa, zatraconego w myślach, jak gdyby telepatycznie przemawiał w jakimś obcym języku, prywatnym idiolekcie, którego nie miał ochoty tłumaczyć na angielski.
Po otrzymaniu przesyłki zaczęli sadzić w całym basenie nasiona nowych himalajskich traw, zwłaszcza koncentrowali się na brzegach strumienia i jego odnóg; sadzili pod strugami i pod lodem. Ostry mróz właściwie im pomagał, ponieważ zarażone rośliny zabijał szybciej niż zdrowe. Sax i Nirgal spalili wszystkie chore okazy w suszarni na dole masywu. Z okolicznych basenów przybyli ludzie do pomocy, przywożąc ze sobą nowe odmiany roślin do późniejszego posadzenia.
Minęły dwa miesiące i fala inwazji osłabła. Pozostałe rośliny wydawały się bardziej odporne, a nowo posadzone nie zostały zarażone ani nie zginęły. Basen wyglądał wprawdzie, jak gdyby na dworze panowała jesień (była połowa lata), lecz umieranie powstrzymano. Świstaki wyglądały chudo i wydawały się bardziej niespokojne niż kiedykolwiek; były gatunkiem istot zmartwionych. Nirgal potrafił zrozumieć ich punkt widzenia. Basen wyglądał na spustoszony. Należało się jednak spodziewać, że bioma przetrwa. Wiroid uspokoił się i teraz ledwie mogli znaleźć jego ślady, niezależnie od tego, jak twarde i długie wzory odwirowywali. Mieli nadzieję, że opuścił basen w równie tajemniczy sposób, jak przybył.
Sax potrząsnął głową.
— Gdyby wiroidy, które zarażają zwierzęta, były silniejsze… — Westchnął. — Żałuję, że nie mogę porozmawiać o tym z Hiroko.
— Słyszałem, jak mówili, że przebywa na biegunie północnym — rzucił Nirgal.
— Tak.
— Ale?
— Nie sądzę, żeby tam była. I… nie sądzę, żeby chciała ze mną rozmawiać. Chociaż… ciągle czekam.
— Na telefon od niej? — spytał Nirgal z sarkazmem.
Sax skinął głową.
Z posępnymi minami zapatrzyli się w płomień lampy Nirgala. Hiroko… matka, kochanka — opuściła ich obu.
Basen jednak żył. Kiedy Sax poszedł do swojego rovera, aby odjechać, Nirgal mocno go uściskał i zakręcił nim młynka. — Dzięki.
— Cała przyjemność po mojej stronie — odparł Sax. — To było bardzo interesujące doświadczenie.