Выбрать главу

Wiejące na południowej półkuli — bardziej jednolitej niż północna — wiatry „zachowywały się” jeszcze bardziej zgodnie z zasadami fizyki powietrza: południowo-wschodnie pasaty wiały od równika do szerokości areograficznej trzydziestej, dominujące stałe wiatry zachodnie od szerokości trzydziestych do sześćdziesiątych, natomiast polarne stałe wiatry wschodnie stamtąd aż do bieguna. Na południu znajdowały się ogromne pustynie, zwłaszcza między szerokością piętnastą i trzydziestą, gdzie wznoszące się przy równiku powietrze ponownie opadało, powodując wysokie ciśnienie i gorącą temperaturę; powietrze nasycone było mnóstwem nie skroplonej pary wodnej. Na tym obszarze (leżały tu między innymi hiperjałowe prowincje: Solis, Noachis i Hesperia) rzadko kiedy padały deszcze, wiatry podnosiły pył z suchej ziemi, a burze pyłowe zdarzały się często i znacznie gęstsze niż wcześniej, czego Sax sam niestety doświadczył podczas pobytu z Nirgalem na Tyrrhenie.

Tak wyglądały główne wzorce marsjańskiej pogody: gwałtowny klimat w okresie aphelium, łagodny — w trakcie helioekwinokcjów. Południe było półkulą ekstremów, północ — półkulą umiarkowaną. Zakładały tak w każdym razie pewne modele. Sax obserwował symulacje tworzące te modele, zdawał sobie jednak sprawę, że harmonizują z rzeczywistością jedynie w przybliżeniu; każdego roku rejestrowano rozmaite wyjątki, w dodatku warunki zmieniały się w każdej fazie terraformowania. Przyszłości klimatu Marsa nie można było przewidzieć, nawet gdyby „zamrozić” zmienne i wbrew faktom udawać, że terraformowanie się ustabilizowało. Sax stale symulował na komputerze pogodę okresu tysiąca najbliższych lat, zmieniając w modelach parametry i za każdym razem jawił mu się zupełnie inny klimat. Fascynujące! Lekka grawitacja i spowodowana nią elementarna wysokość atmosfery, ogromna, pionowa rzeźba powierzchni, obecność Morza Północnego (które mogło pokryć się lodem lub pozostać płynne), gęstniejące powietrze, cykl perihelium-aphelium (który stanowił aberrację i powoli ulegał precesji na rzecz inklinacyjnych pór roku) — skutki każdej z tych osobliwości można było sobie dość łatwo wyobrazić, lecz układ ich wszystkich razem sprawiał, że marsjański klimat stał się niezwykle trudny do przewidzenia. Sax miał wrażenie, że im dłużej obserwuje komputerowe symulacje, tym mniej wie. Samą pracę uważał jednakże za bardzo interesującą, potrafił więc przesiedzieć przed ekranem cały dzień.

Siadywał też czasem na Punkcie Simshal i wpatrywał się w chmury płynące przez hiacyntowe niebiosa. Położony na północnym zachodzie Fiord Kasei stanowił wietrzny tunel, w którym zdarzały się najsilniejsze katabatyczne porywy na planecie; wiatr wiejący w kierunku zatoki Chryse miewał prędkość nawet pięciuset kilometrów na godzinę. Ilekroć zbliżała się tak silna wichura, Sax dostrzegał — sygnalizujące ją — cynamonowe chmury na północnym horyzoncie. W dziesięć lub dwanaście godzin później od północy nadchodziły spore, wznoszące się na pięćdziesiąt metrów fale, które z łomotem uderzały w morskie klify, a następnie rozpryskiwały się o skały; powietrze na całym półwyspie zmieniało się w gęstą białą mgłę. Niebezpiecznie było płynąć po morzu podczas takiej wichury. Sax dobrze o tym wiedział, ponieważ nauczył się obsługiwać mały katamaran i kiedyś, w trakcie żeglugi przybrzeżnymi wodami południowej zatoki, złapał go sztorm.

Znacznie przyjemniej było obserwować burzę z klifu. Tego dnia wiał ledwie dość mocny wiatr, chociaż daleko, na północ od Kopernika, woda ciemniała od szkwału. Sax czuł na skórze gorące promienie słońca. Globalna średnia temperatura zmieniała się co roku, raz rosnąc, raz malejąc, przeważnie jednak rosnąc… Na wykresie czasem pojawiała się pozioma oś, czasem wznoszące się górskie pasmo. Zapomniano już o „roku bez lata”. Zresztą, trwał w rzeczywistości trzy lata (nikt jednak nie miał ochoty nazywać tego okresu „trzema niezwykle chłodnymi latami”), których ludzie woleli nie wspominać. Sax, spędziwszy sporo czasu w Sabishii u Michela i Mai, wiedział, że ludzie myślą symbolicznie i potrzebują doznań pozytywnych. Kochają dramatyzm. Maja chyba bardziej niż większość, mogła wręcz posłużyć za przykład przesadny. Sax martwił się jej wpływem na Michela. Duval najwyraźniej nie cieszył się życiem. Cierpiał z powodu nostalgii. Nostalgia… Od greckich słów nostos — „powrót do domu” i algos — „ból”. Ból spowodowany niemożnością powrotu do domu. Bardzo adekwatny opis; czasami słowa niosły w sobie głębokie prawdy! Wydawało się to paradoksalne, dopiero gdy człowiek uświadomił sobie, w jaki sposób działa mózg, wszystko okazywało się znacznie mniej zaskakujące. Model interakcji mózgu z rzeczywistością fizyczną, zamazany w miejscu połączenia. Nawet nauka musiała to przyznać. Nie trzeba jednakże rezygnować z prób wyjaśnienia problemów świata!

— Wyjedź ze mną — nakłaniał Sax Michela. — Chcę zrobić trochę badań w terenie.

— Tak, tak, wkrótce.

— Skoncentruj się na chwili obecnej — rzucił Sax. — Każda oznacza szczególną rzeczywistość, charakteryzuje się niepowtarzalną aktualnością. Nie potrafisz przepowiadać, ale umiesz wyjaśniać. Koniecznie, powinieneś spróbować. Jeśli jesteś dobrym obserwatorem i masz trochę szczęścia, potrafisz powiedzieć, dlaczego coś się zdarza! Jakie to interesujące!

— Sax. Kiedy stałeś się poetą?

Russell nie wiedział, co na to pytanie odpowiedzieć. Michel był smutny, przepełniała go ogromna nostalgia.

— Znajdź czas na wyjazd w teren — powtórzył na koniec Sax.

W nieostre zimy, kiedy wiatry były umiarkowane, Sax opływał katamaranem południowy kraniec zatoki Chryse, Złotej Zatoki. Przez resztę roku pozostawał na półwyspie. Często rano opuszczał Krater Da Vinciego i pieszo lub w małym pojeździe odbywał wycieczki. Przeważnie robił wówczas pomiary meteorologiczne, chociaż oczywiście bacznie obserwował wszystko wokół. Na wodzie pozwalał się unosić łodzi; czując, jak wiatr dmie w żagiel, posuwał się od jednego małego zakrętu wybrzeża do następnego. Jeśli znajdował się na lądzie, jechał tak długo, aż znalazł odpowiednie miejsce. Wtedy zatrzymywał pojazd i wysiadał.

Spodnie, koszula, skafander, wysokie buty dla wędrowców, stary kapelusz — niczego więcej nie potrzebował każdego dnia sześćdziesiątego piątego roku marsjańskiego. Nadal interesował się pogodą. Zwykle temperatura wynosiła kilka stopni powyżej dwustu osiemdziesięciu kelwinów — był to orzeźwiający chłodek, który Sax lubił. Globalne średnie oscylowały wokół dwustu siedemdziesięciu pięciu stopni Kelvina. Russell uważał tę przeciętną — nieco ponad punktem zamarzania wody — za dobrą. Takie ciepło stopiłoby zmarzlinę mniej więcej w tysiąc lat. Na szczęście, istniały również inne metody…

Wędrował po tundrowym mchu i koprze morskim, turzycy i trawie. Życie na Marsie — dziwna sprawa… Właściwie istniało wszędzie. Przyczyny jego pojawienia się nie były jasne. Ostatnimi czasy Saxa nurtował właśnie ten problem. Dlaczego w jakiejś części kosmosu rozprzestrzeniał się porządek, skoro wszyscy spodziewali się jedynie entropii?, zapytywał siebie. Zaintrygowało go też wypowiedziane na poczekaniu wyjaśnienie Spencera, który pewnej nocy na odeskim gzymsie przy piwie oświadczył, że w rozszerzającym się wszechświecie porządek nie jest naprawdę porządkiem, lecz tylko różnicą między faktycznie istniejącą entropią i maksymalną możliwą entropią; tę różnicę ludzie postrzegali jako porządek. Sax był zaskoczony, słysząc taką interesującą kosmologiczną myśl z ust przyjaciela, ale Spencer był zaskakującym człowiekiem. Tyle że pił zbyt wiele alkoholu…