— Jak daleko idziemy? — spytała, uznawszy, że trochę się z nim przejdzie, a idąc rozmyślała: skoro nie zna pojęcia „ja”, czy zrozumie koncepcję „my”?
Zrozumiał lub nie, ale odpowiedział:
— Niedaleko. — Potem spojrzał głęboko w jej oczy z ciemnymi, ciężkimi tęczówkami i spytał: — Po co?
Ton jego głosu brzmiał tak odmiennie, że wiedziała od razu: nie odnosił się do niczego, o czym rozmawiali przez ostatnich kilka minut. Szukała w pamięci, co takiego mogła zrobić, że wprawiło go to w taką konsternację.
— Po co? — powtórzył.
— Co po co, Rzeźniku?
— Po co ratować Tarika przed Cordem?
W tym pytaniu nie było zarzutu, jedynie etyczna ciekawość.
— Bo go lubię, bo jest mi potrzebny, żeby się dostać do Kwatery Głównej, bo czułabym się dziwnie, gdybym… — zamilkła. — Czy ty wiesz, czym jest „ja”?
Potrząsnął głową.
— Rzeźniku, skąd pochodzisz? Na jakiej planecie się urodziłeś?
Wzruszył ramionami.
— Głowa — powiedział po chwili. — Mówili, że coś nie tak z mózgiem.
— Kto?
— Doktorzy.
Błękitna mgła przepłynęła między nimi.
— Doktorzy na Titinie? — zaryzykowała.
Rzeźnik skinął głową.
— W takim razie dlaczego wsadzili cię do więzienia, a nie do szpitala?
— Mówili, że mózg nie szalony. Ta ręka — uniósł lewą dłoń — zabiła czterech ludzi w trzy dni. Ta ręka — podniósł drugą — zabiła siedmiu. Wysadziła cztery budynki termitem. Ta noga — poklepał się po lewym udzie — kopnęła w głowę strażnika Telechron Banku. Tam jest dużo pieniędzy, za dużo, żeby unieść. Unieść można ze cztery tysiące kredytów. Więcej nie.
— Obrabowałeś Telechron Bank na cztery tysiące kredytów!
— Trzy dni, jedenastu ludzi, cztery budynki, a wszystko za cztery tysiące kredytów. Ale Titin… — skrzywił się. — Tam nie zabawnie.
— Tak przypuszczam. Jak długo trwało, zanim cię złapali?
— Sześć miesięcy.
Rydra zagwizdała.
— Czapki z głów! Potrafiłeś się tak długo ukrywać po napadzie na bank? I znasz się na biotyce na tyle, że umiesz wykonać trudne cesarskie cięcie i utrzymać płód przy życiu. W tej głowie coś jest.
— Doktorzy mówią mózg niegłupi.
— Posłuchaj, to ty i ja sobie pogadamy. Ale najpierw muszę cię — przerwała — muszę mózg czegoś nauczyć.
— Czego?
— Tego, co to jest „ty” i „ja”. Pewnie słyszałeś te słowa setki razy. Nie zastanawiałeś się nigdy, co one znaczą?
— Po co? Większość rzeczy ma sens bez nich.
— Hej, a umiesz mówić w języku, w którym się wychowałeś?
— Nie.
— Dlaczego? Chciałam sprawdzić, czy choć trochę go znam.
— Lekarze mówią z mózgiem coś nie w porządku.
— Dobrze. A mówią, co nie w porządku?
— Afazja, aleksja, amnezja.
— To miałeś nieźle namieszane. — Zmarszczyła czoło. — Czy to się stało przed napadem na bank, czy po?
— Przed.
Spróbowała uporządkować sobie to, czego się dowiedziała.
— Stało się coś, co pozbawiło cię pamięci i umiejętności mówienia czy czytania, więc pierwszą rzeczą, jaką zrobiłeś, było obrabowanie Telechron Banku. Gdzie był ten bank?
— Na Rhei IV.
— Ach, taki mały. Tak czy inaczej, udało ci się pozostać na wolności przez sześć miesięcy. A wiesz cokolwiek na temat tego, co się stało, zanim straciłeś pamięć?
Rzeźnik wzruszył ramionami.
— Pewnie sprawdzili wszelkie opcje, w tym tę, czy pod wpływem hipnozy nie pracowałeś dla kogoś innego. Nie wiesz, jakim językiem mówiłeś, zanim straciłeś pamięć? Cóż, twoje obecne wzorce mowy muszą jakoś opierać się na twoim dawnym języku, w przeciwnym razie nauczyłbyś się, co to jest „ty” i „ja”, ucząc się nowych słów.
— Dlaczego te słowa muszą coś znaczyć?
— Bo właśnie zadałeś pytanie, na które nie będę mogła odpowiedzieć, dopóki ich nie zrozumiesz.
— Nie. — Na jego twarzy pojawił się niepokój. — Nie. Jest odpowiedź. Słowa odpowiedzi muszą być prostsze i tyle.
— Rzeźniku, istnieją pewne pojęcia i słowa na ich określenie. Jeśli ty nie będziesz znać słów, to nie będziesz znać pojęć. A jeśli ty nie będziesz znać pojęcia, nie dostaniesz odpowiedzi.
— Ty i ty, wszystko jasne, a „ty” nic nie znaczy.
Westchnęła.
— To dlatego, że użyłam tego słowa fatycznie, rytualnie, nie miało dosłownego znaczenia… to taka figura retoryczna. Posłuchaj, zadałam ci pytanie, na które nie potrafisz odpowiedzieć.
Rzeźnik zmarszczył czoło.
— Musisz wiedzieć, co one oznaczają, żeby zrozumieć, co powiedziałam. Najlepszą metodą uczenia się języka jest przysłuchiwanie się. Kiedy ty — wskazała na niego — powiedziałeś mnie — wskazała na siebie: — „Wie, jakie statki mają być zniszczone, i są. Poleci do Smoczego Języka. Aż do Smoczego Języka”, dwa razy uderzyłeś się pięścią w pierś. — Dotknęła jego lewej dłoni, a następnie ujęła ją i położyła mu na piersi. Jego skóra w jej dłoni była chłodna i gładka. — Pięść próbowała coś powiedzieć. A gdybyś użył pierwszej osoby, nie musiałbyś użyć pięści. Chciałeś powiedzieć: „Wiem, jakie statki mają być zniszczone, i są. Polecę do Smoczego Języka. Aż do Smoczego Języka.”
Rzeźnik zmarszczył czoło.
— Tak, pięść coś mówi.
— Rozumiesz? Czasem chcesz coś powiedzieć i brakuje ci jakiegoś pojęcia. Brakuje też słowa, żeby poznać to pojęcie. Na początku było słowo. Właśnie tak ktoś próbował to kiedyś wyjaśnić. Dopóki coś nie zostanie nazwane, nie istnieje. I jest to coś, czego istnienia mózg potrzebuje, inaczej nie musiałbyś się walić pięścią w pierś albo w dłoń. Mózg chce, żeby to istniało. Nauczę cię tego.
Grymas stał się jeszcze głębszy.
Otaczająca ich mgła odpłynęła. W upstrzonej gwiazdami przestrzeni dryfowało coś lekkiego i migoczącego. Doszli do bulaja czuciowego, ale nadawał na częstotliwościach zbliżonych do światła widzialnego.
— Tam — powiedział Rzeźnik. — Tam obcy statek.
— Z Çiribii IV — rzekła Rydra. — Sprzyjają Sojuszowi.
Rzeźnik był zaskoczony, że go rozpoznała.
— Bardzo dziwny statek.
— Rzeczywiście wygląda śmiesznie, prawda?
— Tarik nie wiedział skąd. — Potrząsnął głową.
— Nie widziałam takiego, odkąd byłam dzieckiem. Musieliśmy zabawiać delegatów z Çiribii przybywających do Trybunału Planet Zewnętrznych. Moja matka była tam tłumaczem. — Oparła się o poręcz i spojrzała na statek. — Nigdy bym nie przypuszczała, że coś tak delikatnego i rozdygotanego może latać albo dokonywać skoków w stazę. A przecież to robi.
— Oni znają „ja”?
— Tak, nawet trzy formy: „ja-poniżej-temperatury-sześciustopni-Celsjusza”, „ja-w-temperaturze-od-sześciu-do-dziewięćdziesięciu-trzech-stopni-Celsjusza” i „ja-w-temperaturze-powyżej-dziewięćdziesięciu-trzech-stopni-Celsjusza”.
Rzeźnik wyglądał na zdezorientowanego.
— To jest związane z ich procesem rozrodu — wyjaśniła Rydra. — W temperaturze poniżej sześciu stopni są bezpłodni. Do zapłodnienia może dojść tylko w temperaturze od sześciu do dziewięćdziesięciu trzech stopni Celsjusza, ale poród może nastąpić tylko w temperaturze powyżej dziewięćdziesięciu trzech stopni Celsjusza.