To był on. I wciąż żył.
„Błogosławiona Światłości” - pomyślała, wciąż nie otwierając oczu. „Dzięki ci”.
21.
Otwarta brama.
- Uznałyśmy, że najlepiej będzie - oświadczyła Seonid - aby jedna z nas przedstawiła pełny raport. Pozwoliłam sobie dokonać syntezy informacji od pozostałych.
Perrin z roztargnieniem pokiwał głową. Siedział na poduszkach w namiocie audiencyjnym, Faile znajdowała się przy jego boku. Namiot znowu był pełen ludzi.
- Jak wiadomo, w Cairhien wciąż rządzi chaos - zaczęła Seonid. Zielona siostra była tak rzeczowa, jak można się było domyślać po jej wyglądzie. Jej lakoniczność nie miała w sobie nic wspólnego z brakiem respektu dla rozmówców czy ich lekceważeniem, po prostu nawet jej rozmowy z własnymi Strażnikami toczyły się w atmosferze, która może panować między bogatym farmerem a jego pracownikami. - Tron Słońca zbyt długo już stoi pusty. Wszyscy wiedzą, że Lord Smok obiecał go Elayne Trakand, ale ona dotąd miała kłopoty z zapewnieniem sobie sukcesji we własnym królestwie. Ostatnie raporty wszakże donoszą, iż w końcu do tego doszło.
Przez chwilę patrzyła na Perrina. Biła od niej woń zadowolenia. Podrapał się po brodzie. To były ważne sprawy i powinien bardziej uważać. Ale myślami odbiegał do nauk, które odebrał w wilczym śnie.
- A więc Elayne jest królową. Rand musi być zadowolony.
- Reakcja Lorda Smoka jest nam nieznana - kontynuowała Seonid takim tonem, jakby odhaczała kolejną pozycję na liście. Mądre nie wygłaszały żadnych komentarzy i nie zadawały pytań. Siedziały na swoich poduszkach, zbite w niewielką gromadkę niczym nity w dziurkach zawiasu. Najprawdopodobniej wszystkiego i tak już wcześniej dowiedziały się od Panien.
- Mam uzasadnione powody, by przypuszczać, że Lord Smok przebywa w Arad Doman - kontynuowała Seonid. - Wspominają o tym niektóre plotki, choć, rzecz jasna, docierały do mnie też takie plotki, w myśl których widywano go w szeregu innych miejsc. Lecz Arad Doman wydaje się najbardziej sensownym podbojem z taktycznego punktu widzenia, a ewentualne niepokoje w nim mogłyby zdestabilizować całe Ziemie Graniczne. Nie jestem jednak pewna, czy prawdą jest, że wysłał na miejsce Aielów.
- Wysłał - stwierdziła lakonicznie Edarra. Żadnych dalszych wyjaśnień nie zaoferowała.
- Tak - powiedziała Seonid. - Cóż, w licznych plotkach powtarza się doniesienie, że to w Arad Doman chce wydać walną bitwę Seanchanom. Przypuszczam, że chciałby, aby klany go w tym wsparły.
Ostatnie stwierdzenie przywiodło Perrinowi na myśl wspomnienie Malden. Wyobraził sobie konflikt, rozgrywany przy pomocy Mądrych i damane, Jedyną Moc rozrywającą szeregi żołnierzy, krew, ziemię i ogień kłębiące się w powietrzu. To będzie jak Studnie Dumai, tylko jeszcze gorsze. Zadrżał. Tak czy siak, ze swoich wizji - które pojawiały się przed jego oczami, gdy Seonid wspominała Randa - wiedział, że znajduje się tam, gdzie ona twierdziła.
Seonid mówiła dalej, omawiając handel i zasoby żywności w Cairhien. Perrin natomiast myślał o dziwnej fioletowej ścianie, którą widział w wilczym śnie.
„Ty durniu” - napominał siebie w myślach. „Słuchaj”. Światłości! Naprawdę był złym władcą. Nie miał kłopotów z prowadzeniem stada wilków, gdy pozwalały mu z nimi polować. Dlaczego nie potrafił się tak zachowywać wobec własnego ludu?
- Łza ogłosiła zaciąg - stwierdziła Seonid. - Plotki twierdzą, że Lord Smok wydał królowi Darlinowi rozkaz wszczęcia przygotowań do wojny. Tak na marginesie, wszystko wskazuje na to, że obecnie Łzą rządzi król. Nadzwyczaj ciekawy obrót spraw. Wedle jednych, Darlin ma pomaszerować na Arad Doman, wedle innych, zbroi się na Ostatnią Bitwę. Można usłyszeć też twierdzenia, że al’Thor chce najpierw pokonać Seanchan. Wszystkie te możliwości wydają się równie prawdopodobne, nie potrafię rozstrzygnąć między nimi, nie udawszy się osobiście do Łzy. - Spojrzała Perrinowi w oczy. Bijąca od niej woń przywodziła na myśl nadzieję.
- Nie - stwierdził Perrin. - Jeszcze nie. Randa nie ma w Cairhien, ale Andor wydaje się stabilny. W mojej opinii najbardziej sensowne byłoby udanie się tam i rozmowa z Elayne. Ona z pewnością lepiej od nas wie, co się dzieje.
Od Faile poczuł bijącą woń zmartwienia.
- Lordzie Aybara - ostrożnie zaczęła Seonid - sądzisz, że możesz oczekiwać ciepłego przyjęcia od królowej? Mając na względzie flagę Manetheren i tytuł, który sam…
Perrin spojrzał na nią ponuro.
- Oba te głupie sztandary zostały już ściągnięte, a Elayne z pewnością zrozumie, gdy jej wszystko wytłumaczę.
- A moi żołnierze? - zapytała Alliandre. - Z pewnością zechcesz poprosić o pozwolenie, nim wprowadzisz obce wojska na teren Andoru.
- Ty się nie wybierasz - uciął Perrin. - Już ci to mówiłem, Alliandre. Ty będziesz w Jehannah. Wyruszysz tam, gdy tylko uporamy się z Białymi Płaszczami.
- Czy w ich sprawie decyzja też już została podjęta? - zapytał Arganda, pochylając się naprzód, zaciekawiony i podniecony.
- Najwyraźniej koniecznie chcą bitwy - wyjaśnił Perrin. - I ignorują moje wysiłki na rzecz kontynuowania rokowań. Zdecydowałem więc, że będą mieli swoją bitwę.
Rozmowa szybko skupiła się wokół tego tematu, choć równie szybko przeszła do kwestii: jakie działania podjąć wobec faktu, że Łza ma króla. Ostatecznie Seonid odkaszlnęła znacząco i wróciła do swego raportu.
- W Cairhien dużo się mówi o Seanchanach - rzekła. - Panuje dość powszechne przekonanie, że najeźdźcy zdecydowali się zająć królestwo, włącznie z Altarą. Z drugiej strony wiemy, że strategicznym kierunkiem ich uderzenia wciąż pozostaje zachód i że trwają walki na Równinach Almoth.
- Czyli jednak idą na Arad Doman - zauważył Arganda. - I tam szykuje się bitwa.
- To bardzo prawdopodobne - zgodziła się Seonid.
- Jeżeli nadciąga Ostatnia Bitwa - powiedziała Annoura - to korzystny byłby sojusz z Seanchanami. - Sprawiała wrażenie pogrążonej w głębokim namyśle. Siedziała ze skrzyżowanymi nogami na jedwabnej poduszce, haftowanej błękitną i żółtą nicią.
- Oni zakuwają Mądre w łańcuchy - zauważyła Edarra, a jej młodziutka twarz pociemniała. Rozsiewała wokół siebie woń niebezpieczeństwa. Chłodnym gniewem, jaki ogarnia człowieka zdecydowanego zabić. - I to nie tylko wywodzące się z Shaido, które zasłużyły na swój los. Każdy ewentualny alians z Seanchanami skończy się w momencie, gdy dzieło Car’a’carna zostanie ukończone. Już wielu moich ludzi przebąkuje o waśni krwi z tymi najeźdźcami.
- Wątpię, aby Rand chciał wojny między wami - stwierdził Perrin.
- Rok i dzień - naturalnym tonem głosu oznajmiła Edarra. - Mądrych nie można obrócić w gai’shain, może jednak Seanchanie mają w tej sprawie inne zwyczaje. Nieważne, damy im rok i dzień. Jeżeli na nasze żądanie wystosowane po tym czasie nie uwolnią jeńców, porozmawiają z nimi nasze włócznie. Car’a’carn więcej nie może od nas żądać.
W namiocie zapadła cisza.
- Tak czy siak. - Seonid odkaszlnęła, czym przerwała moment milczenia. - Kiedy już skończymy z Cairhien, spotkamy się z tymi, którzy wyruszyli do Andoru, żeby sprawdzić prawdziwość krążących tam plotek.
- Chwila - powiedział Perrin. - Andor?
- Postanowieniem Mądrych zostały tam wysłane Panny Włóczni.
- Nie taki był plan - mruknął Perrin, patrząc złym okiem na Mądre.
- Nie jesteś naszym dowódcą, Perrinie Aybara - spokojnie oświadczyła Edarra. - Musiałyśmy stwierdzić, czy Aielowie wciąż przebywają w mieście i czy przypadkiem nie ma tam Car’a’carna. Twoi Asha’mani nie protestowali, gdy poprosiłyśmy ich o stworzenie bramy.