Выбрать главу

Sierżant Macer zerknął na Birgitte.

- Znasz tego człowieka?

- Tak się nieszczęśliwie składa - odrzekła. - Możecie go przekazać pod moją pieczę, sierżancie. Zadbam o to, żeby pana Cauthona otoczono właściwą opieką.

- Pan Cauthon? - odezwał się jeden z Gwardzistów. - Chodzi o Księcia Kruków?

- Och, do cholery… - rzekł Mat, wstając i chwytając swój kostur. - Dzięki - sucho zwrócił się do Birgitte, naciągnąwszy na grzbiet kaftan.

Sama włożyła swój płaszcz, a potem otworzyła drzwi, gdy tymczasem jeden z Gwardzistów oddał Matowi krótki miecz razem z pasem. Od kiedy to niby Mat nosił miecz? Prawdopodobnie w charakterze zmyłki, mającej odwrócić uwagę od pałki.

Wyszli razem na deszcz. Mat niezgrabnie dopinał pas z mieczem.

- Książę Kruków? - zapytała.

- Nie chcę o tym mówić.

- Czemu?

- Ponieważ już jestem zbyt sławny, żeby mi to wyszło na dobre, oto dlaczego.

- Zaczekaj, aż te wszystkie opowieści staną się własnością następnego pokolenia - powiedziała, zerknąwszy na niebo. Chwilę później rozpaczliwie mrugała, próbując oczyścić oczy z kropli deszczu, które do nich napadały.

- Chodźmy gdzieś się napić - zaproponował Mat, ruszając w kierunku bramy.

- Czekaj - zaprotestowała. - Przyszedłeś zobaczyć się z Elayne?

- Elayne? - zdziwił się Mat. - Krew i krwawe popioły, Birgitte, przyszedłem pogadać z tobą. Myślisz, że dlaczego dałem się złapać tym Gwardzistom? Pijemy coś czy nie?

Zawahała się, a następnie wzruszyła ramionami. Przekazując Kaili dowództwo nad dzisiejszą operacją, dała sobie oficjalną przepustkę ze służby. A tak się składało, że znała całkiem przyzwoitą tawernę dwie ulice od Pałacu.

- W porządku - powiedziała, skinęła dłonią Gwardzistom i wyprowadziła Mata na zalaną deszczem ulicę. - Ale o piwie nie ma mowy, będzie mi musiała starczyć herbata albo mleko. Nikt nie wie, czy Strażnik ciężarnej kobiety może pić, czy to czasem nie zaszkodzi dziecku. - Uśmiechnęła się, pomyślawszy o pijanej Elayne, która po skończonej sztuce próbuje rozmawiać ze swymi poplecznikami. - Choć lekki rausz byłby niezłą zemstą za różne rzeczy, które ona mi zrobiła.

- W ogóle nie rozumiem, dlaczego pozwoliłaś jej nałożyć sobie więź zobowiązań - rzucił Mat. Ulica wokół nich była niemalże pusta, niemniej tawerna już z dala sprawiała atrakcyjne wrażenie w kałużach żółtego światła wylewających się przez okna na ulicę.

- Nie miałam nic do powiedzenia w tej sprawie - wyjaśniła. - Ale nie żałuję. Naprawdę zakradłeś się do pałacu, żeby się ze mną spotkać?

Mat wzruszył ramionami.

- Mam kilka pytań.

- Odnośnie do czego?

Znowu owinął dolną część twarzy tą idiotyczną szarfą, przy okazji zauważyła rozdarcie w środku.

- Ty wiesz co nieco… - stwierdził. - O różnych rzeczach.

Mat był jednym z niewielu, którzy zdawali sobie sprawę, kim ona jest naprawdę. Nie chodziło mu chyba…

- Nie - oświadczyła, odwracając się. - Nie chcę o tym mówić.

- Krwawe popioły, Birgitte! Potrzebuję twojej wiedzy. Daj spokój, jesteśmy starymi przyjaciółmi.

- Umówiliśmy się, że wzajemnie będziemy strzec swoich sekretów.

- I ja nie paplam o twoich na lewo i prawo - szybko zapewnił ją Mat. - Ale zrozum, jest jedna sprawa.

- Jaka sprawa?

- Wieża Ghenjei.

- To nie jest żadna sprawa - rzuciła. - Po prostu trzeba się trzymać od niej z daleka i tyle.

- Nie mogę.

- Oczywiście, że możesz. To jest przeklęty budynek, Mat. Przecież cię nie ściga po świecie.

- Bardzo śmieszne. Słuchaj, może po prostu usiądziemy nad kuflem piwa i zobaczysz, co mam do powiedzenia? Czy tam, tego… hm, mleka. Ja stawiam.

Zatrzymała się na moment. Potem westchnęła.

- Cholerna racja, ty płacisz - mruknęła, wskazując zapraszającym gestem karczmę.

Weszli do środka. Karczma nazywała się „Wielki Wander” i z powodu padającego deszczu była dość zatłoczona. Jednak karczmarz okazał się przyjacielem Birgitte, więc wkrótce ochroniarz wyrzucił z jednego z boksów pijaka, śpiącego z głową na stole.

Cisnęła mu monetę w podzięce, on zaś skinął w jej stronę swoim paskudnym łbem - brakowało mu kilku zębów, jednego oka i większości włosów. Najprzystojniejszy w okolicy… Potem Birgitte podniosła dwa palce, żeby zamówić trunki - karczmarz wiedział, że ostatnio pijała tylko mleko - i kolejnym gestem zaprosiła Mata do boksu.

- Chyba w życiu nie widziałem brzydszego człowieka niż ten karczmarz - stwierdził Mat, siadając.

- Nie żyłeś dostatecznie długo - zripostowała, opierając się o ścianę i kładąc obute nogi na blacie stołu. Pomieszczenia w boksie było akurat dość, żeby w ten sposób rozprostować nogi. - Gdyby Stary Snert był kilka lat młodszy i gdyby komuś przyszło do głowy złamać mu nos w kilku miejscach, to może nawet by mi się spodobał. Ma szeroką klatkę piersiową i kręcone włosy, w które można by wczepić palce.

Mat wyszczerzył się.

- Wspominałem ci kiedyś, jakie to dziwne uczucie pić z kobietą, która w ten sposób mówi o mężczyznach?

Wzruszyła ramionami.

- Ghenjei. Po co, na Uszy Normada, chcesz tam iść?

- Czyje uszy? - zainteresował się Mat.

- Odpowiedz na pytanie.

Mat westchnął, potem roztargnionym gestem przyjął kufel z rąk służącej. Co dziwne, nie klepnął jej w pośladki, choć przez czas jakiś patrzył za odchodzącą znaczącym spojrzeniem.

- Przeklęte węże i lisy złapały kogoś - wyjaśnił, opuszczając szarfę kryjącą twarz i podnosząc kufel do ust.

- Zostaw go. Nie możesz go uratować, Mat. Jeżeli był na tyle głupi, żeby tam wleźć, w pełni zasłużył na swój los.

- Chodzi o kobietę - oznajmił Mat.

„Ach” - pomyślała Birgitte. Przeklęty głupiec. Bohater, ale kompletnie durny.

- Nie mogę jej tam zostawić - ciągnął dalej Mat. - Jestem jej to winien. Poza tym inny mój przyjaciel tak czy siak tam pójdzie. Muszę mu pomóc.

- I skończy się tak, że będą mieli całą trójkę - stwierdziła Birgitte. - Posłuchaj, kiedy wejdziesz w portale, staniesz się więźniem gwarancji. One będą cię do pewnego stopnia chronić, ale również ograniczać. Odtąd nigdzie już nie trafisz.

- A gdyby pójść w drugą stronę? - zapytał Mat. - Powiedziałaś Olverowi, jak się dostać do Wieży.

- Opowiadałam mu bajkę na dobranoc! Światłości, nigdy nie sądziłam, że któryś z tych twoich kretynów naprawdę spróbuje tam wejść!

- Może znaleźlibyśmy ją, idąc w tamtą stronę?

- Może byście i znaleźli - powiedziała Birgitte - ale się nie uda. Gwarancje przestaną obowiązywać, więc Aelfinn i Eelfinn będą mogli rozlać waszą krew. W normalnych okolicznościach wszystkim, czym trzeba się martwić, są sztuczki z zapaściami i linami, ponieważ oni nie mogą… - Urwała, spojrzała na niego uważnie. - Jak właściwie doszło do tego, że zostałeś powieszony?

Zarumienił się, wbił wzrok w kufel z piwem.

- Powinni na tych portalach powiesić jakiś przeklęty szyld. „Kto tu wejdzie, może zostać powieszony. I zostanie. Idioto”.

Birgitte parsknęła. Rozmawiali już kiedyś o tych wspomnieniach, które tkwiły w jego głowie. Potrafiła dodać dwa do dwóch. - Jeżeli pójdziesz w drugą stronę, zapewne tego też spróbują. Krew rozlana w ich królestwie może wywołać niespodziewane skutki. Więc będą zapewne próbowali połamać ci kości albo wprawić w narkotyczny sen. I uda im się, Mat. To jest ich świat.

- A gdybyśmy oszukiwali? - zapytał Mat. - Żelazo, muzyka, ogień.

- To nie żadne oszustwo. To wyraz elementarnej bystrości. Każdy, kto ma w głowie choć odrobinę oleju, wchodząc do wieży zabiera ze sobą te rzeczy. Ale tylko jeden na tysiąc stamtąd wraca, Mat.