Zapadła cisza. Egwene przyłapała się na tym, że kiwa twierdząco głową, choć niekoniecznie potakując temu, co właśnie zostało powiedziane. Jej drodze na Tron Amyrlin towarzyszyły dość niekonwencjonalne okoliczności. Jeżeli pozwoli Komnacie na działania zupełnie swobodne, ta będzie dążyła do zapewnienia sobie jak największej władzy. To, co się tu dzisiaj działo, było zapewne krokiem w tę stronę. Oczywiście, wiedziała, że zakres władzy Tronu Amyrlin zmieniał się przez wieki - bywało, że kobiety na nim zasiadające pozostawały pod całkowitą kontrolą Ajah.
- Przypuszczam, że Komnata działa powodowana mądrością - powiedziała, nadzwyczaj ostrożnie dobierając słowa.
Oczy wszystkich Zasiadających zwróciły się w jej stronę. Niektóre wręcz z ulgą. Te jednak, które znały już ją trochę lepiej, popatrywały cokolwiek podejrzliwie. Cóż, też dobrze. Lepiej, gdy widzą w niej zagrożenie niż dziecko, którym można pomiatać. Miała nadzieję, że w końcu zaakceptują w niej swoją przywódczynię, ale na to trzeba było czasu.
- Wojna między frakcjami Wieży była wojną nadzwyczaj specyficznego typu - kontynuowała Egwene. - Przede wszystkim była to w najgłębszym sensie moja indywidualna czy też urzędowa wojna jako Tronu Amyrlin, ponieważ, o czym nie powinnyśmy zapominać, podział w Wieży nastąpił pierwotnie właśnie w kwestii Tronu Amyrlin. Z drugiej strony, wojna z Cieniem żadną miarą nie może ograniczać się do jednej osoby. Stanowi przedmiot dalece wykraczający rozmiarem poza was czy mnie, wykraczający rozmiarem poza Białą Wieżę. Jest to bowiem wojna wszelkiego życia i stworzenia, począwszy od najnędzniejszego żebraka, a skończywszy na najpotężniejszej królowej.
Zasiadające Komnaty w milczeniu kontemplowały jej słowa.
Pierwsza odezwała się Romanda:
- A więc nie oponowałabyś, gdyby Komnata wzięła na siebie prowadzenie wojny, planowanie operacji armii Bryne’a i Gwardii Wieży?
- To zależy - odpowiedziała Egwene - jak dokładnie zostanie sformułowana taka rezolucja.
W tym momencie w korytarzu przed komnatą powstało niewielkie poruszenie. Po chwili do środka wpadła Saerin, tuż za nią podążała Janya Frende. Po drodze na swoje miejsca obrzuciły Takime tak miażdżącymi spojrzeniami, że tamta skurczyła się w sobie niczym przestraszony ptak. Oczywiście, Saerin i pozostałe zwolenniczki Egwene zostałyby poinformowane o całym posiedzeniu, ale - podobnie jak sama Egwene - już po jego zakończeniu.
Romanda odkaszlnęła.
- Niewykluczone, że powinnyśmy skonsultować się z Prawem Wieży. Być może znajdziemy w nim gotową receptę na sytuację taką jak ta.
- Pewna jestem, że przeprowadziłyście już odpowiednio dogłębne badania, Romando - wtrąciła Egwene. - Co proponujesz?
- Istnieje uchwała zezwalająca Komnacie na prowadzenie operacji militarnych - odparła Romanda.
- Wymagająca zatwierdzenia przez Tron Amyrlin - chłodno stwierdziła Egwene. Jeżeli na tym polegała gra Romandy, to jak niby chciała zdobyć jej sankcję wobec tej uchwały, nie zaprosiwszy jej wpierw na posiedzenie Komnaty? Być może miała inny plan.
- Tak, będzie wymagała zatwierdzenia przez Tron Amyrlin - wtrąciła Raechin, wysoka ciemnowłosa kobieta, która lubiła fryzury złożone ze splotów cienkich warkoczyków. - Ale przecież przed momentem powiedziałaś, iż twoim zdaniem środki przez nas przedsięwzięte uważasz za mądre.
- Cóż - odparła Egwene takim tonem głosu, żeby tamte mogły uznać, iż została przyparta do muru - zgodna z opinią Komnaty to coś całkiem innego niż zatwierdzenie uchwały zakazującej mi ciągłego nadzoru nad armią. Jakie jest niby główne zadanie Tronu Amyrlin, jak nie wojna i przygotowania do niej?
- Z raportów wynika, że głównym zadaniem, jakie przed sobą postawiłaś, to polityczne zapasy z królowymi i królami - oświadczyła Lelaine. - W mojej opinii to całkiem stosowne zadanie dla Tronu Amyrlin.
- A więc ty opowiedziałabyś się za taką uchwałą? - zapytała Egwene. - Komnata dowodzi armiami, a ja tymczasem otrzymuję upoważnienie do zajmowania się stosunkami dyplomatycznymi z królestwami świata?
- Ja… - Lelaine zawiesiła głos, ale po chwili dodała: - Tak, głosowałabym za taką, uchwałą.
- Nie widzę powodów, dla których nie miałabym na coś takiego przystać - oznajmiła Egwene.
- A więc może zagłosujemy? - szybko powiedziała Romanda, sprawiając wrażenie, jakby postanowiła kuć żelazo póki gorące.
- Świetnie - potwierdziła Egwene. - Która za uchwałą? Podniosła się Rubinde, do niej wkrótce dołączyły Faiselle i Farnah, pozostałe Zielone siostry. Raechin też wstała właściwie od razu, jako i jej siostra, niemniej Barasine cały czas przyglądała się Egwene zmrużonymi oczami. Magla stanęła obok nich, a Romanda pospiesznie poszła za ich przykładem. Potem Ferane, tyle że powoli. I Lelaine, również z ociąganiem. Nie dlatego, by była przeciwko uchwale, ale ze względu na charakter jej stosunków z Romandą, który najlepiej streszczały spojrzenia niczym sztylety, jakimi się właśnie przeszywały.
To dawało dziewięć. Serce załomotało w piersiach Egwene, gdy zdecydowała się spojrzeć w kierunku Takimy. Tamta zdawała się zupełnie zbita z tropu, jakby za nic nie potrafiła pojąć, na czym polega plan Egwene. To samo tyczyło się Saroji. Precyzyjnie zawsze wszystko szacująca i ważąca Biała siostra przyglądała się teraz Egwene, w zamyśleniu szczypiąc płatek ucha. Nagle jej oczy rozszerzyły się i już otworzyła usta, żeby przemówić…
…kiedy do pomieszczenia Komnaty raźnym krokiem weszły Doesine i Yukiri. Saerin błyskawicznie poderwała się na nogi. Szczupła Doesine rozejrzała się po otaczających ją kobietach.
- Za jakim aktem prawnym głosujemy?
- Za ważnym - odparła Saerin.
- Cóż, wobec tego myślę, że też powinnam wyrazić swoje poparcie.
- Podobnie i ja - dodała Yukiri.
- Wygląda więc na to, że mamy pomniejszy konsensus - oświadczyła Saerin. - Komnata bierze na siebie odpowiedzialność za armię Białej Wieży, natomiast Tron Amyrlin uzyskuje wyłączne kompetencje i odpowiedzialność za kwestie dyplomatyczne, to znaczy stosunki z monarchami świata.
- Nie! - krzyknęła Saroiya, podrywając się na równe nogi. - Nie widzicie? Przecież on jest królem! Nosi na skroniach Koronę Laurów! Właśnie dałyście Amyrlin całkowitą władzę w kwestii stosunków ze Smokiem Odrodzonym!
W Komnacie zapadła martwa cisza.
- Cóż - powiedziała na koniec Romanda - z pewnością nie o to jej… - Urwała, kiedy odwróciła się i zobaczyła pogodną twarz Egwene.
- Przypuszczam, że mógłby kto poprosić o większy konsensus - sucho rzekła Saerin. - Ale tobie udało się całkiem skutecznie powiesić nas na krótszym sznurze.
Egwene powstała.
- Mówiłam całkowicie szczerze, kiedy nazwałam wybory Komnaty mądrymi, w tej zaś drugiej kwestii, to przecież wszystkie pracujemy dla wspólnego dobra. Naprawdę uważam pozostawienie stosunków ze Smokiem Odrodzonym całkowicie w mojej gestii za mądrą decyzję - on będzie potrzebował dłoni twardej, lecz równocześnie życzliwej, swojskiej. Należy was także pochwalić za wnikliwe spojrzenie, za to, że pojęłyście, iż szczegóły armijnej logistyki pochłaniają zbyt wiele mojej uwagi. Z pewnością będzie znacznie prościej, jeśli któraś z was weźmie na swoje barki codzienne rozmowy z Garethem Bryne w kwestii potrzebnych zapasów i planów rekrutacyjnych, a także konieczność podpisywania odpowiednich dokumentów. Gwarantuję wam, że nie jest ich mało… Cieszy mnie, że dostrzegłyście konieczność wspomożenia Tronu Amyrlin w tych trudnych czasach, z drugiej strony jestem głęboko zasmucona potajemnym trybem, w jakim zostało zwołane to posiedzenie. I nie próbuj negować faktu, Romando. Przecież widzę, że chcesz zaoponować. Jeżeli naprawdę chcesz coś powiedzieć, wiedz, że powołam się na Trzy Przysięgi i zmuszę cię do wyraźnej odpowiedzi.